Reklama

Seks w samochodzie. Ankieta

Pięćdziesiąt procent ludzi na całym świecie uprawia seks w samochodzie. Polacy nie są w tyle - do miłości "na czterech kółkach" przyznaje się tyle samo ankietowanych!

Datę 3 czerwca 2003 roku Mathias Lanzie zapamięta do końca życia. Tego dnia 23-letni Niemiec, jadąc autostradą A4 niedaleko Kolonii, zabrał do samochodu autostopowiczkę, uprawiał z nią seks i spowodował wypadek.

Biegli sądowi badający sprawę orzekli, że powodem wypadku była ograniczona widoczność kierowcy (dziewczyna siedziała okrakiem na kierowcy plecami oparta o kierownicę) oraz to, że w momencie wypadku mężczyzna przeżywał orgazm, podczas którego jego funkcje psychomotoryczne obniżone były do poziomu porównywalnego z upojeniem alkoholowym. Dlatego przy prędkości 110 km/h Mathias uderzył w znak drogowy, barierki, a następnie uciekł z miejsca wypadku.

Reklama

Karę 1000 euro sąd wymierzył jednak kierowcy nie za uprawianie seksu podczas jazdy, ale za spowodowanie wypadku i ucieczkę. "To niewiarygodne, ale żadne prawo w Niemczech nie zakazuje uprawiania seksu przez kierowcę podczas jazdy" - dziwił się sędzia.

W Polsce na szczęście nie było sytuacji, żeby kierowca spowodował wypadek z powodu seksu, ale gdyby się tak stało, to kwalifikacja prawna byłaby podobna jak w Niemczech. "Polskie prawo też nie przewiduje takiej sytuacji" - twierdzi inspektor Mariusz Wasiak, radca prawny KGP z zakresu prawa drogowego. "I nie ma sensu takiej regulacji wprowadzać, bo tego typu zdarzenia na polskich drogach to jednak rzadkość. A gdyby nawet, to kwalifikacja byłaby oczywista - kodeks ruchu drogowego nakazuje zachować ostrożność podczas prowadzenia pojazdów" - dodaje Wasiak.

Ciąg dalszy na następnej stronie

Jednak zdanie policji nie pokrywa się z opowieściami naszych rozmówców. "Muszę przyznać szczerze, że seks w czasie jazdy bywa niebezpieczny, ale trudno go sobie odmówić" - mówi Paweł, trzydziestoletni pracownik agencji reklamowej. "Kiedyś z moją dziewczyną, Izą jechaliśmy przez las i postanowiliśmy się zabawić. Na środek drogi wyskoczyła sarna. Zjechaliśmy na pobocze i o mało nie wpadliśmy do rowu melioracyjnego. Iza miała wtedy koszmarnego guza na głowie i rozwalony policzek. To oduczyło nas kochania się w lesie. Teraz robimy to tylko na autostradzie" - deklaruje Paweł.

To, że w Polsce nie odnotowano oficjalnie żadnego wypadku spowodowanego uprawianiem seksu podczas jazdy, nie znaczy, że zjawiska nie ma. "Na pewno nie jest tak powszechne jak seks w zaparkowanym aucie, ale z pewnością po naszych ulicach jeżdżą amatorzy silnych wrażeń" - zauważa seksuolog dr Dariusz Gajewski. Postanowiliśmy to sprawdzić. Stu osobom w wieku od 18 lat zadaliśmy pytanie: "Czy Panu/Pani zdarzyło się uprawiać seks w jadącym samochodzie?"

Zarówno reakcje pytanych, jak i odpowiedzi były różne. Szczere i nieskrępowane "tak" odpowiedziało 21 osób! Zaskakuje fakt, że "odwagą cywilną" zacznie częściej wykazywały się kobiety - aż osiemnaście odpowiedzi twierdzących usłyszeliśmy właśnie z ust pań! Kolejne 63 osoby odpowiedziały, że nie uprawiały seksu w jadącym samochodzie, ale miłość w zaparkowanym aucie nie jest im obca, 16 ankietowanych osób stwierdziło, że nigdy tego nie robiło i wcale nie ma na to ochoty. Dominował także pogląd, że najlepszy seks to taki, który odbywa się podczas szybkiej jazdy autostradą - wyraziło go 80 procent ankietowanych przez "Motor". Doktor Dariusz Gajewski jest zdania, że grupa Polaków uprawiająca seks w samochodzie w ciągu ostatnich lat wzrosła.

Ciąg dalszy na następnej stronie

Cztery lata temu było to zaledwie kilka procent, obecnie kilkadziesiąt. Te spostrzeżenia potwierdza ubiegłoroczny raport producenta prezerwatyw, firmy Durex - do seksu w aucie przyznało się aż 48 procent ankietowanych Polaków. Miłość dla każdego Według ekspertów seks samochodowy jest domeną młodych ludzi. "Zwykle takich, którzy często zmieniają partnerów i nie mają własnego lokum, miejsca, gdzie spokojnie mogliby się kochać. Ale także par lubiących eksperymentować" - mówi dr Gajewski.

Marek i Wiola, dziewiętnastolatkowie z Pszczyny (Śląskie) wielokrotnie uprawiali seks w samochodzie. "Zawsze na parkingu, najpierw tuż za dyskoteką, ale jak kilka razy wylegitymowała nas policja, to zaczęliśmy jeździć w inne miejsca. Od kilku miesięcy stajemy na drodze osiedlowej między innymi zaparkowanymi samochodami i robimy, co chcemy" - przyznaje Marek. Twierdzi, że wielokrotnie namawiał swoją dziewczynę na seks podczas jazdy. "Nigdy się na to nie zgodziła, mówiąc, że uprawianie seksu w jadącym samochodzie jest po prostu niebezpieczne" - wyjaśnia. "Poza tym jeździmy Toyotą Corollą rodziców Marka i w tym samochodzie jest to po prostu niewykonalne" - żartuje dziewczyna.

Okazuje się, że seks samochodowy to nie tylko domena młodzieży. Barbara wygląda na 40 lat, z prawa jazdy wynika, że jest dziesięć lat starsza. Jest atrakcyjną szatynką, niewstydzącą się swoich upodobań do seksu "z pieprzykiem". "Na urlopie w Jastarni poznałam Jarka, właściciela autokomisu. Wybraliśmy się na randkę jego Oplem Vectrą kombi. Wieczorem wracaliśmy drogą wzdłuż morza, zebrało nam się na seks w samochodzie. Zatrzymaliśmy się na poboczu, Jarek włączył awaryjne i zaczęliśmy się kochać. Obok nas pędziły samochody, co chwilę ktoś mrugał światłami. Cały czas zastanawiałam się, czy oświetlając nas, kierowcy widzą, co robimy, ale nawet ta niedogodność " nie odebrała mi przyjemności" - przyznaje pani Barbara. Tolerancyjna policja Namiętne pary muszą jednak pamiętać, że seks w aucie, nawet stojącym na parkingu, jest prawnie zabroniony jako nieobyczajny wybryk, za który grozi areszt lub 1500 zł grzywny! W praktyce "sprawcy" zazwyczaj dostają naganę ustną od policjantów.

Ciąg dalszy na następnej stronie

Tomasz Kubicki, były komendant policji w Tychach (Śląskie): "Kiedy np. na leśnej polanie w środku nocy zauważyłem kołyszące się auto, to sprawa wydawała się oczywista. W takich sytuacjach czekałem, aż skończą, a potem ich legitymowałem" - wyjaśnia. Wypisywanie mandatów w takim momencie nie miało żadnego uzasadnienia, jeżeli zachowanie kochających się nie gorszyło nikogo. Jednak sprawdzenie, kim są "randkowicze", było jak najbardziej uzasadnione. "Mogło być tak, że pani do samochodu została wciągnięta siłą" - wyjaśnia były komendant. Policjant prewencji z komendy w Rybniku jest trochę innego zdania. "Zwłaszcza w weekendy, podczas dyskotek i po nich, ludzie robią to w przeróżnych miejscach, nie zawsze takich ustronnych" - mówi. Zdarzają się także sytuacje, w których ludzie na widok radiowozu zaczynają markować uprawianie seksu. "Trzy razy przy kontrolach takich niby- -kochanków, którzy dopiero na nasz widok zaczynali się całować", zatrzymywałem ludzi pod zarzutem posiadania narkotyków lub handlu nimi - wspomina sierżant patrolówki z Warszawy. Na tylnej kanapie

To, że auto jest popularnym miejscem na miłosne uniesienia na całym świecie, potwierdza raport firmy Durex z 2005 r. W pojęciu "seks za kierownicą" mieści się nie tylko uprawianie miłości w pędzącym samochodzie, ale także kochanie się np. na parkingu. 50 procent ankietowanych na całym świecie ma za sobą takie doświadczenie. Auto - zdaniem ankietowanych - bardziej nadaje się do seksu niż toaleta (39% ankietowanych), sypialnia rodziców (36%) czy seks w ogrodzie (31%). Rekordzistami w kochaniu się na czterech kółkach są Włosi - 82 osoby na 100 pytanych przyznały się do tego.

Ciąg dalszy na następnej stronie

Prawdziwymi przodownikami w samochodowym seksie są też Amerykanie. Powstało nawet określenie "baby boomers", czyli pokolenie Amerykanów urodzone w latach 1946-1964, a spłodzone głównie na kanapach amerykańskich krążowników szos. W tamtych latach najczęściej do zbliżeń seksualnych dochodziło w kinach samochodowych. Podskakujące samochody denerwowały jednak tych, którzy "przyjeżdżali na film, a nie do kina". Interwencje policji były nagminne, w związku z tym w połowie lat 60. w większości stanów USA wprowadzono zakaz uprawiania seksu podczas postoju i w czasie jazdy. Przepisy te, zamiast ograniczyć liczbę autokochanków, jeszcze ją powiększyły. Zdatne do miłości Jakie auta najlepiej nadają się na miejsce namiętności?

Na pytanie o samochody, w których nasi rozmówcy chcieliby uprawiać seks, padały tylko dwie odpowiedzi - kombi albo van. Nie wszyscy mają równie praktyczne podejście do tego tematu. Dwa ulubione amerykańskie samochody, w których spłodzono setki tysięcy dzieci, to zaprezentowany w roku 1964 Ford Mustang i kultowy hipisowski samochód Volkswagen Bus, czyli przysłowiowy "ogórek". Mimo wciąż obowiązującego w większości stanów zakazu auto pozostaje dla Amerykanów ulubionym miejscem uprawiania seksu - w raporcie firmy Durex deklaruje tak 70 procent ankietowanych. Może w Polsce, która od lat notuje ujemny przyrost naturalny, coś drgnie w tej materii? Becikowe i tysiące starych, ale wygodnych samochodów płynących do nas z zachodniej Europy powinny temu sprzyjać. Warto pamiętać o jednym: seks w samochodzie tak, ale tylko zaparkowanym! Tekst z archiwum tygodnika Motor.

tygodnik "Motor"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy