Reklama

Najgorsi kierowcy w Polsce mieszkają w...

Wiecie, gdzie znajduje się siedlisko najgorszych kierowców w Polsce?

Nie? Otóż najgorsi kierowcy są w... Krakowie. Tak przynajmniej twierdzi pewien dziennikarz radiowy o nazwisku Figurski (podobno dość znany).

Pan Figurski, który sam określa się mianem rodowitego warszawiaka podchodzi do kwestii prowadzenia samochodu w typowy dla obywateli stolicy sposób. Innych uczestników ruchu traktuje jak kłody, które niesprawiedliwy los codziennie rzuca mu pod koła, a najważniejszym elementem wyposażenia jego bolidu jest klaskon. Oto, co sądzi o krakowskich kierowcach redaktor Figurski Michał.

Reklama

(...)Gorszych nigdzie nie spotkałem. Oni się nigdy nigdzie się nie spieszą, samochód traktują jak zło konieczne. Ich jazda samochodem przypomina mi jazdę furmanką. Legendarne korki krakowskie wg mnie nie są spowodowane wąskimi ulicami, czy złą synchronizacją świateł. Oni nie potrafią rozwiązywać problemów na jezdni. Jeśli zepsuł się jakiś samochód na prawym pasie, to można go wyminąć lewym. I odwrotnie. Nie potrafią przestać hamować na zielonym świetle tylko dlatego, że przeczuwają, iż zaraz zmieni się ono na pomarańczowe. I to jest chyba najgorsze.(...)

Jazda po tym mieście to koszmar. Jak wracałem do Warszawy i wpadałem - notabene na Alei Krakowskiej - w ten szaleńczy wir aut, klaksonów, wyprzedzania, wciskania się w najmniejszą nawet lukę pomiędzy samochodami, to gęba uśmiechała mi się od ucha do ucha. Bo ja w tym Meksyku się właśnie wychowałem. Nie znam innego stylu jazdy. Nie umiem inaczej, wyssałem to po prostu z mlekiem matki. Może to powód, że w stolicy żyje się specyficznie, tu wszyscy się gdzieś spieszą. Ja staram się przemieścić jak najskuteczniej i najszybciej z punktu A do punktu B. (...) Ciąg dalszy na następnej stronie.

Jako rodowity krakus w jednej zasadniczej kwestiach w pełni zgadzam się z Panem redaktorem. Kraków jest specyficznym miastem, którego klimatu i atmosfery nie zrozumiał chyba jeszcze żaden warszawiak. Tutaj faktycznie samochód traktuje się jak zło konieczne, wszak nie jest to przecież nic innego, jak tylko przyrząd do sprawnego i bezpiecznego (o czym mieszkańcom stolicy często zdarza się zapominać) przemieszczania się z miejsca na miejsce. Właśnie ta specyficzna, niezrozumiała dla zaganianej i przepełnionej snobizmem "Warszawki", atmosfera tolerancji i zrozumienia sprawia, że to Kraków uważany jest za intelektualną i kulturową stolicę Polski.

Zdaniem pana redaktora monstrualne krakowskie korki nie są wcale wynikiem urzekającej zabudowy, lecz nas - kierowców, których posądza o brak umiejętności radzenia sobie na drodze. To odważne twierdzenie, zwłaszcza w ustach Warszawiaka. Gwoli ścisłości przypominam więc, że obecna stolica tym różni się od Krakowa, że po wojnie budowano ją praktycznie od podstaw, na gruzach starej Warszawy. I nie ma się w tej kwestii co spierać. Cała Polska widziała przecież, jak inżynier Karwowski w latach siedemdziesiątych mozolnie rozwijał kolejne nitki trasy łazienkowskiej...

Faktem jest natomiast, że im miejscowość mniejsza, tym kierowcy spokojniejsi. Wielu mieszkańców średniej wielkości miast na samą myśl o wyprawie do Warszawy, Łodzi, Krakowa czy Wrocławia dostaje gęsiej skórki i nie ma się zresztą czemu dziwić. Nie każdy mieszka przecież w dużej aglomeracji i sporo osób nie tylko nie potrafi poruszać się w korkach, ale też jeździ na pamięć. Z racji ciągłych remontów w Krakowie, Warszawie czy Szczecinie jest to całkowicie niewykonalne.

Pytanie tylko, czy można mieć do kogoś pretensję, o to, że na co dzień żyje on w lepszym świecie pozbawionym nieustannej gonitwy, presji i drogowego chamstwa? Warszawiacy mogą.

Powyższy tekst nadesłał nam nasz czytelnik. Jak zwykle nie komentujemy opinii zawartych w takim materiale, pozostawiając to Wam. Czy zgadzacie się z tym, że mieszkańcy Krakowa jeżdżą zdecydowanie gorzej niż np. warszawiacy?

(Od. red. - cytat zamieszczony w liście Czytelnika pochodzi z wortalu autogaleria.pl).

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy