Reklama

Formuła 1 wróciła na tor!

​McLaren Carlosa Sainza pojawił się pierwszy na torze w Spielbergu, gdzie w piątek rozpoczęła się sesja treningowa przed startem opóźnionego sezonu Formuły 1. Niedzielny wyścig o GP Austrii odbędzie się bez udziału publiczności.

W piątek po raz pierwszy od zakończenia przedsezonowych testów w Barcelonie na torze pojawili się wszyscy kierowcy. Ostatni raz ścigali się w GP Abu Zabi, w grudniu ubiegłego roku.

Reklama

"Motorsport powrócił!" - z satysfakcją ogłosił na Twitterze Jean Todt, prezes Międzynarodowej Federacji Samochodowej (FIA), chwilę po tym, jak pierwsze bolidy pojawiły się torze.

"Dobrze jest słyszeć silniki, znów widzieć samochody i prawie wracać do normalności" - skomentował w telewizji Sky F1 szef Red Bulla Christian Horner.

"Wszyscy wyglądamy, jakbyśmy uczestniczyli w jakimś programie medycznym, z maskami na twarzach i środkami ochrony indywidualnej... ale poza tym procedury wyścigowe są zupełnie normalne" - dodał.

Rywalizacja odbywa się w ściśle określonych warunkach bezpieczeństwa, a zespoły funkcjonują w swoistych "bańkach" i są odizolowane od siebie w padoku, do tego kierowcy noszą na twarzy maski, nawet podczas rozmowy z mediami za pośrednictwem łącza wideo.

Po raz pierwszy w historii Formuły 1 wyścig odbędzie się całkowicie bez widzów.

"Wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni do tłumu fanów na trybunach, pełnych kempingów w okolicy toru, ale najważniejsze, że w końcu jesteśmy z powrotem na dobrej drodze i możemy zorganizować piękne widowisko" - nie ukrywał radości dyrektor McLarena Andreas Seidl.

Teren wokół toru jest pilnie strzeżony. Policja grzecznie, ale stanowczo zawraca kierowców samochodów usiłujących podjechać w pobliże areny zmagań. Przepuszczane są tylko osoby z oficjalnymi akredytacjami. Pustkami świecą okoliczne pola biwakowe, okupowane normalnie przez tysiące kamperów i przyczep. Nieliczni goście korzystają z wypełnionych zazwyczaj w czasie wyścigu moteli i zajazdów.

Austria jest pierwszym gospodarzem zawodów Formuły 1 sezonu 2020. Kierowcy będą rywalizować na Red Bull Ring w niedzielę w GP Austrii, a tydzień później w GP Styrii. Następnie 19 lipca ścigać się będą na Hungaroringu na Węgrzech, 2 i 9 sierpnia zaplanowano wyścigi na Silverstone w Wielkiej Brytanii, 16 sierpnia odbędzie się wyścig GP w Barcelonie, 30 sierpnia na torze Spa-Francorchamps w Belgii, a 6 sierpnia w Monzy we Włoszech.

Nie wiadomo na razie, jak potoczą się losy dalszej części sezonu. Chase Carey, dyrektor generalny F1, wierzy jednak, że już niedługo opublikowany zostanie harmonogram dalszej części tegorocznego, mocno zaburzonego przez pandemię koronawirusa kalendarza.

"Myślę, że w najbliższych tygodniach będziemy mogli zatwierdzić kolejną część kalendarza. Optymalnym rozwiązaniem byłoby ogłosić całą drugą połowę harmonogramu" - powiedział Carey w rozmowie z oficjalnym serwisem F1.

"Jest wiele wyścigów, o których już wiemy, że z pewnością znajdą się w kalendarzu. Nie chcę zajmować się fragmentarycznym rozwiązaniem tego problemu, chciałbym dopiąć całość. Jednak, by ustalić pozostałe daty, musimy dowiedzieć się, które wyścigi uda się rozegrać. Zapowiedzieliśmy 15-18 rund i to jest właściwy cel. Z wieloma organizatorami już się porozumieliśmy, pozostaje kwestia potwierdzenia terminu. Z innymi wciąż dopracowujemy szczegóły. Mamy też kilka pozycji, które zależą od sytuacji w danym kraju" - tłumaczył szef serii.

Największe znaki zapytania pojawiają się w związku z rundami na kontynencie amerykańskim. W USA, Brazylii i Meksyku pandemia wciąż bowiem zbiera pokaźne żniwa.

Do tej pory odwołano siedem eliminacji tegorocznych mistrzostw świata, a dziewięć zostało przełożonych. Na pewno nie odbędą się wyścigi o GP Australii, Holandii, Monaco, Azerbejdżanu, Francji, Singapuru i Japonii, niepewny jest los GP Bahrajnu, Wietnamu, Chin, Kanady, Rosji, USA, Meksyku, Brazylii i Abu Zabi. W kalendarzu pozostało osiem imprez i jest to minimum potrzebne do uznania sezonu za przeprowadzony.

PAP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje