Reklama

F1: Sędziować mają byli kierowcy

Aktualny mistrz świata Formuły 1 Fin Kimi Raikkonen (Ferrari) oraz dwukrotny mistrz - Hiszpan Fernando Alonso (Renault) popierają pomysł, by jako sędziów wyścigów zatrudniać byłych kierowców. W niedzielę zawodników czeka przedostatni wyścig w sezonie - o Grand Prix Chin.

To kolejny głos zawodników, którzy są niezadowoleni z pracy tak zwanych stewardów. Domagają się zmian w systemie sędziowania, bowiem ich zdaniem decyzje są niekonsekwentne. - Myślę, że sędziom powinien pomagać były zawodnik. Często wiedza o tym jak sytuacja wygląda z punktu widzenia kierowcy mogłaby wpłynąć na decyzję stewardów - ocenił Alonso. - Najbardziej zależy nam na konsekwentnym karaniu podobnych przewinień w ten sam sposób. Nie może być tak, że jeden zawodnik jest karany, a innemu takie samo zachowanie przechodzi płazem - dodał Hiszpan, który wygrał dwa ostatnie wyścigi. - Na większość przypadków można spojrzeć z różnej perspektywy. Myślę, że niebezpieczne wyprzedzanie zawsze będzie podlegać debacie. Żeby uniknąć niepotrzebnego gadania można poprosić o pomoc byłych kierowców. Oni zasługują na szacunek, więc ich decyzje byłyby łatwiej akceptowane - wyjaśnił z kolei Raikkonen. Podczas wyścigu o Grand Prix Japonii walczący o mistrzostwo świata Brytyjczyk Lewis Hamilton (McLaren) i Brazylijczyk Felipe Massa (Ferrari) zostali ukarani przejazdem przez aleję serwisową za niebezpieczna jazdę. W efekcie Hamilton nie zdobył punktu, a Massa był siódmy.

Reklama

Kara po wyścigu spotkała również Francuza Sebastiena Bourdaisa (Toro Rosso), któremu doliczono 25 sekund i spadł z szóstego na 10. miejsce. Zdaniem władz FIA propozycja zawodników nie jest łatwa do realizacji. - Trzeba znaleźć osobę, która nie byłaby powiązana, w większym lub mniejszym stopniu, z którymś z zespołów, czy też kierowcą. Poza tym myślę, że byli piloci F1 są najmniej odpowiedni do tej roli. Potrzebujemy spokojnych i niezależnych sędziów, którzy dobrze analizują sytuację i podejmują decyzje zgodne z regulaminem - podkreślił szef FIA Max Mosley.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje