Ujawnili prawdę o używanych elektrykach. Wystarczą 3 lata by sporo stracić
Samochody elektryczne coraz szybciej tracą na wartości niż auta spalinowe - i to w tempie, które zaczyna niepokoić właścicieli. Z najnowszych analiz wynika, że już po trzech latach różnica w spadku ceny może sięgać nawet 26 punktów procentowych. To wyraźny sygnał, że rynek wtórny może w najbliższym czasie przejść spore zmiany.

W skrócie
- Samochody elektryczne tracą na wartości szybciej niż auta spalinowe, co potwierdzają dane z analizy dziesięciu par modeli między 2022 a 2025 rokiem.
- Na rynku wtórnym jest słabe zainteresowanie używanymi elektrykami oraz rośnie ich podaż po zakończeniu programów dopłat.
- Rozwój technologii i obawy związane ze stanem baterii sprawiają, że kilkuletnie elektryki trudniej sprzedać za dobrą cenę.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Samochody elektryczne tracą na wartości szybciej niż spalinowe
Dane przywoływane przez "Rzeczpospolitą", oparte na analizach firmy Carvago, pokazują wyraźny trend. Porównano dziesięć par podobnych modeli - elektrycznych i spalinowych - które trafiły na rynek pod koniec 2022 roku, a następnie sprawdzono ich ceny jako aut używanych pod koniec 2025 roku.
W każdym przypadku samochody elektryczne traciły na wartości znacznie więcej niż ich spalinowe odpowiedniki. Różnice nie są symboliczne - sięgają nawet kilkudziesięciu punktów procentowych, co w praktyce oznacza realne straty dla właścicieli.
Rynek wtórny samochodów elektrycznych ma problem z popytem
Jednym z głównych powodów tej sytuacji jest słabe zainteresowanie używanymi elektrykami. Choć ich ceny spadają bardzo szybko, kupujących nadal jest niewielu. To prowadzi do sytuacji, w której właściciele mają problem ze sprzedażą auta, nawet jeśli są gotowi znacznie obniżyć cenę.
Dodatkowo na rynku pojawia się coraz więcej takich pojazdów. Po zakończeniu programów dopłat, które wcześniej napędzały sprzedaż nowych elektryków, wiele z nich zacznie trafiać na rynek wtórny. To może jeszcze bardziej zwiększyć podaż i pogłębić problem.
Na sytuację wpływają też działania producentów i dealerów. Nowe samochody elektryczne są coraz częściej oferowane z dużymi rabatami, co sprawia, że różnica między nowym a kilkuletnim autem zaczyna się zacierać. Nic więc dziwnego, że wiele osób woli dopłacić i jeździć samochodem prosto z salonu, niż ryzykować kupna używanego pojazdu. Szczególnie, że specyfika elektryków sprawia, iż egzemplarze z drugiej ręki są znacznie mniej atrakcyjne, niż w przypadku porównywalnych aut spalinowych.
Szybki rozwój technologii obniża wartość starszych elektryków
Pierwsza obawa związana z używanymi elektrykami, dotyczy stanu ich baterii. Co prawda w kilkuletnim aucie powinna być ona w doskonałej kondycji, ale może on różnić się od sposobu eksploatacji - przede wszystkim od tego, jak często właściciel korzystał z szybkich ładowarek.
Na szczęście rynkowym standardem jest gwarancja na akumulator wynosząca 8 lat lub 160 tys. km, ale to rozwiązuje tylko część problemu. Kupując 3-letniego elektryka nie musimy się obawiać o jego stan techniczny, ale problem pojawi się, gdy po kolejnych kilku latach będziemy chcieli zmienić samochód. Auto elektryczne, któremu skończyła się gwarancja na baterię lub zaraz skończy postrzegane jest jako bardzo ryzykowny zakup. W konsekwencji decydując się teraz na kilkuletniego elektryka ryzykujemy duże problemy z odsprzedażą w przyszłości i małe szanse na uzyskanie za niego dobrej ceny.
Kolejna kwestia to bardzo szybki rozwój technologii. Nawet w ramach generacji tego samego modelu mogą pojawić się różnice w pojemności baterii oraz optymalizacji zużycia energii, a nawet maksymalnej mocy ładowania. Jeszcze kilka lat temu zasięg w aucie kompaktowym na poziomie 400 km uważany był za dobry wynik, a dzisiaj najlepsi osiągają nawet 800 km. Różnice w technologii między nowym a kilkuletnim modelem mogą być więc naprawdę duże, więc nic dziwnego, że wiele osób uważa, że warto dopłacić do auta z salonu. A to tym bardziej odbija się na spadku wartości samochodów używanych










