Tanie elektryki miały uratować Europę. Eksperci studzą emocje
Nowa kategoria niedrogich samochodów elektrycznych miała pomóc europejskim producentom odzyskać konkurencyjność wobec chińskich marek. Choć projekt zyskał poparcie Komisji Europejskiej i pierwszych producentów, eksperci wskazują, że największym wyzwaniem może okazać się nie sama konstrukcja auta za 15 tys. euro, lecz opłacalność jego produkcji i kurczący się rynek najmniejszych samochodów.

W skrócie
- Projekt tanich samochodów elektrycznych ma pomóc europejskim producentom konkurować z chińskimi markami, jednak eksperci wskazują, że opłacalność i zmniejszający się rynek najmniejszych aut stanowią główne wyzwania.
- Produkcja oraz udział w rynku samochodów segmentu A wyraźnie spadły w ostatnich latach, a klienci chętniej wybierają używane lub większe auta ze względu na korzystne warunki finansowania.
- Europejscy producenci mierzą się z wysokimi kosztami, niskimi marżami i silną konkurencją z Chin, co utrudnia rentowną produkcję tanich elektryków i stawia pod znakiem zapytania przyszłość tego segmentu.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Jesienią 2025 roku Komisja Europejska zaproponowała stworzenie nowej kategorii małych samochodów elektrycznych przeznaczonych głównie do jazdy miejskiej. Inicjatywa szybko zdobyła polityczne wsparcie, a przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zapowiedziała współpracę z branżą motoryzacyjną przy wdrażaniu projektu. W założeniu miałaby to być odpowiedź na rosnącą presję ze strony chińskich producentów oraz sposób na obniżenie cen elektryków dostępnych dla przeciętnego kierowcy.
Plan zakłada wprowadzenie bezemisyjnych aut o długości do 4,2 metra, które nie musiałyby być wyposażane we wszystkie obecnie obowiązkowe systemy wspomagania kierowcy. Ograniczenie liczby kosztownych technologii miałoby pozwolić na budowę prostszych i lżejszych konstrukcji. Szacuje się, że dzięki temu ceny takich pojazdów mogłyby wynosić od 15 do 20 tys. euro, czyli około 60-80 tys. zł. Dla porównania, najtańszy obecnie samochód elektryczny oferowany na polskim rynku, Dacia Spring, kosztuje 73,5 tys. zł.
Pierwsze deklaracje już są, ale rynek się kurczy
Jednym z pierwszych koncernów, który odpowiedział na sygnały płynące z Brukseli, był Stellantis. W maju firma zapowiedziała prace nad małym samochodem elektrycznym, którego cena ma startować od około 15 tys. euro. Produkcja ma rozpocząć się w 2028 roku we włoskiej fabryce Pomigliano d'Arco.
Mimo tych deklaracji analitycy zwracają uwagę na problem, który może okazać się znacznie poważniejszy od samego opracowania taniego auta elektrycznego. Chodzi o malejące zainteresowanie najmniejszymi samochodami. Cytowany przez Automotive News Europe, Nicola Borgo z firmy doradczej Arthur D. Little podkreśla, że kluczowe pytanie nie brzmi już, kiedy pojawi się elektryk za 15 tys. euro, ale czy segment najmniejszych aut w Europie wciąż ma wystarczający potencjał.
Dane pokazują bowiem wyraźny regres. Produkcja samochodów segmentu A spadła z około 720 tys. egzemplarzy w 2021 roku do około 320 tys. sztuk w 2025 roku. Jeszcze bardziej wymowny jest udział tego segmentu w rynku. Według firmy Dataforce zmniejszył się on z 9,1 proc. w 2012 roku do zaledwie 3,9 proc. w pierwszym kwartale 2026 roku.
Klienci wybierają inaczej niż kiedyś
W ostatniej dekadzie producenci stopniowo ograniczali ofertę najmniejszych samochodów spalinowych. W efekcie wybór dla klientów szukających możliwie taniego auta wyraźnie się skurczył. Obecnie jedynie nieliczne modele pozostają w przedziale cenowym do 15 tys. euro, wśród nich Citroen C3 oraz Leapmotor T03.
Na zmianę sytuacji wpływa także rynek wtórny. Coraz więcej kierowców zamiast nowego, niewielkiego samochodu wybiera kilkuletnie auto używane, które często oferuje wyższy komfort i bogatsze wyposażenie za podobne pieniądze. Dodatkowo w wielu krajach Europy dominują leasing i różne formy finansowania. W takiej sytuacji klienci częściej zwracają uwagę na wysokość miesięcznej raty niż na cenę zakupu. To sprawia, że różnica kosztów pomiędzy małym autem segmentu A, a większym modelem segmentu B staje się mniej odczuwalna.
Wysokie koszty i silna konkurencja z Chin
Problemem pozostają również koszty produkcji. Europejskie firmy od lat unikają rozwijania najtańszych modeli, ponieważ marże w tym segmencie są bardzo niskie. Branża próbuje szukać oszczędności. Część producentów przenosi produkcję do krajów o niższych kosztach pracy, inni korzystają z rozwiązań opracowywanych w Chinach. Przykładem jest nowe Renault Twingo, rozwijane w szanghajskim centrum badawczo-rozwojowym marki. Takie podejście pozwala skrócić proces projektowania, obniżyć koszty inżynieryjne i szerzej wykorzystywać już istniejące komponenty.
Jednocześnie przewaga chińskich producentów pozostaje znacząca. Korzystają oni z większej skali działania, niższych kosztów energii, pracy i produkcji akumulatorów, a także z bardziej zintegrowanych łańcuchów dostaw. To właśnie dlatego europejskim firmom coraz trudniej konkurować ceną.
Nie jest wykluczone, że około 2030 roku na rynku pojawi się więcej elektryków kosztujących około 15 tys. euro. Jednak samo stworzenie takiego samochodu może nie wystarczyć. Dla europejskich producentów kluczowe będzie znalezienie sposobu na rentowną produkcję w segmencie, który jest coraz mniejszy, mocniej regulowany i poddany rosnącej presji ze strony chińskiej konkurencji. W przeciwnym razie mogą całkowicie oddać ten fragment rynku zagranicznym rywalom.










