Spędził noc w elektrycznym aucie przy -5 st. C. Wynik zaskakuje
Zimowe korki i zasypane śniegiem drogi mogą zaskoczyć każdego - czego przykładem choćby ostatnia sytuacja na drodze S7 koło Ostródy. Stefan Moeller, szef Nextmove - największej niemieckiej wypożyczalni aut elektrycznych - postanowił sprawdzić, jak długo elektryk może ogrzewać kabinę na mrozie i ile czasu zajmie rozładowanie akumulatorów na postoju. Wyniki jego eksperymentu są zaskakujące.

W skrócie
- Eksperyment Stefana Moellera pokazał, jak długo elektryczne auto z włączonym ogrzewaniem wytrzyma w temperaturze -5°C.
- Kia e-Niro z pompą ciepła straciła jedynie 12 proc. baterii przez 9,5 godziny postoju przy ustalonej temperaturze kabiny.
- Porównanie z samochodami spalinowymi wykazało, że przewaga tych ostatnich nie jest aż tak wyraźna, jak sądzi wielu internautów.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
W sieci, pod artykułami dotyczącymi zasypanych w Polsce dróg, roi się od nieprzychylnych autom elektrycznym komentarzy. Internetowi eksperci wydali już swoje wyroki - w śnieżycy, gdy auto utknie w zaspie i musi czekać na pomoc, samochód elektryczny jawi się jako ten, który po maksymalnie kilku godzinach przestanie zapewniać ciepło i komfort termiczny pasażerom. Jak jest naprawdę? Pewien Niemiec postanowił to sprawdzić.
Noc w elektrycznym aucie - eksperyment w Kii e-Niro
Do próby wykorzystano model Kia e-Niro pierwszej generacji z większym zestawem "baterii" - 64 kWh. Moeller rozłożył kanapę, przygotował pościel i spędził noc w aucie zaparkowanym w śniegu przy temperaturze -5 stopni Celsjusza, klimatyzację zaś ustawił na 19 stopni. Na początku testu akumulatory były naładowane w 86 procentach, a komputer pokładowy pokazywał 358 km zasięgu.
Zaraz po uruchomieniu ogrzewania system grzewczy działał z dużą mocą, więc zużycie energii osiągnęło 7 kWh/100 km. To dużo, ale dzięki temu wnętrze nagrzało się bardzo szybko. Gdy temperatura w kabinie osiągnęła zadane 19 stopni, zużycie spadło do 1 kWh/100 km - to zasługa pompy ciepła, w którą wyposażona jest e-Niro.
Po 9,5 godziny snu Moeller sprawdził stan baterii. Poziom naładowania spadł z 86 do 74 procent. Zasięg zmniejszył się o 70 km. W przeliczeniu to około 7,4 km zasięgu na każdą godzinę postoju z włączonym ogrzewaniem, czyli mniej więcej 0,8 kWh/h. Teoretycznie, przy podobnym poziomie naładowania akumulatorów, w aucie z włączonym ogrzewaniem można byłoby więc wytrzymać ponad 3 doby.
Trzeba jednak pamiętać, że elektryk bez pompy ciepła zużywałby znacznie więcej energii - według różnych źródeł nawet 2-3 kWh na godzinę. W takim przypadku auto z podobnym zestawem akumulatorów, startując nawet ze 100-procentowym naładowaniem (co podczas jazdy w trasie jest praktycznie niemożliwe), wytrzymałoby najwyżej dobę. Jednak nawet dzieląc ten wynik na pół otrzymujemy 12 godzin - na terenie Polski z dużym prawdopodobieństwem wystarczająco dużo czasu do tego, by przeżyć zator w śnieżycy w komfortowych warunkach.
A co z ładowaniem na mrozie? Każdy współczesny samochód elektryczny ma system zarządzania temperaturą baterii (BMS), który chroni ogniwa przed zamarzaniem i przegrzaniem. Ładowanie na mrozie jest więc możliwe w każdym elektryku. Nowsze modele oferują jednak dodatkową funkcję - wstępne podgrzewanie baterii przed przyjazdem na ładowarkę (tzw. prekondycjonowanie). Dzięki temu od razu można ładować z pełną mocą, zamiast czekać, aż akumulator się rozgrzeje.
Ile paliwa zużywa samochód spalinowy w mrozie?
Teraz przyjrzyjmy się samochodom spalinowym, które tylko mniejszą część energii powstałą w wyniku spalania paliwa zamieniają w ruch - reszta "ucieka" w postaci ciepła, które zimą przydaje się właśnie do ogrzewania kabiny. Jedyny dodatkowy koszt to praca dmuchawy (kilkadziesiąt watów). Jak to działa? Płyn chłodzący odbiera ciepło z bloku silnika i oddaje je w chłodnicy. Właśnie ten strumień wykorzystuje system ogrzewania kabiny przez nagrzewnicę (wymiennik ciepła).
Według eksperta ADAC, dwulitrowy diesel na biegu jałowym zużywa 0,5-0,7 litra paliwa na godzinę. Przy 50-litrowym baku daje to niemal trzy doby pracy silnika - pod warunkiem, że bak jest pełny i nie działają dodatkowe odbiorniki prądu. Każde 100 W dodatkowego poboru mocy (radio, ogrzewanie szyb, światła) to dodatkowe 0,1 litra paliwa na godzinę. Przy włączonych wszystkich odbiornikach spalanie może łatwo przekroczyć litr na godzinę.
Silniki benzynowe są mniej oszczędne - zużywają 0,8-0,9 l/h na biegu jałowym. Przy pełnym 50-litrowym baku to wciąż ponad dwie doby pracy.
Jest jednak pewien haczyk: małe silniki benzynowe na niskich obrotach wytwarzają stosunkowo niewiele ciepła. Nie chodzi o to, że nie są w stanie nagrzać kabiny do żądanej temperatury - zrobią to, ale wolniej niż większe jednostki. Problem można by rozwiązać, podnosząc obroty, ale - jak wyjaśnia ekspert ADAC - bez obciążenia (czyli jazdy) nie da się efektywnie podgrzać układu chłodzenia.
Wnioski? Wyjeżdżając w zimową trasę warto mieć w baku lub w akumulatorach odpowiedni zapas paliwa lub energii - szczególnie, gdy wyjeżdżamy w tereny zagrożone opadami śniegu. Wbrew internetowym specjalistom elektryk z pompą ciepła i dużą baterią może być zaskakująco oszczędny podczas postoju i wcale nie jest tak, że stojąc w korku mróz "wyssie" z niego energię w ekspresowym tempie. Przewaga auta spalinowego nie jest wcale tak miażdżąca, jak mogłoby się wydawać.












