Publiczne ładowarki słabym punktem sieci. Hakerzy mogą mieć pole do popisu
Każde podłączenie auta elektrycznego do publicznej stacji ładowania to otwarcie cyfrowego kanału komunikacji między pojazdem, ładowarką, systemami operatora oraz - pośrednio - siecią energetyczną. Eksperci alarmują, że właśnie ta cyfrowa "rozmowa" może stać się celem ataków. Ich konsekwencjami mogą być obarczenie nie tylko kierowcy aut elektrycznych.

Spis treści:
- Ładowarki do aut elektrycznych i bezpieczeństwo
- Cyfrowy atak na ładowarki i realne szkody
- Ładowanie dwukierunkowe też zagrożeniem?
- Ładowanie aut elektrycznych - co mówią eksperci?
Sprawą zajął się niemiecki Federalny Urząd ds. Bezpieczeństwa Informacji (BSI), który przeanalizował poziom zabezpieczeń publicznych sieci ładowania. Wnioski są dalekie od uspokajających.
Ładowarki do aut elektrycznych i bezpieczeństwo
Eksperci BSI wskazują, że kluczowe regulacje, takie jak norma UNECE R 155, wyglądają solidnie wyłącznie na papierze.
Sztandarowym przykładem jest powszechnie stosowany protokół Open Charge Point Protocol (OCPP). Jego niejednolite wdrożenia, a także słabości w zakresie uwierzytelniania i zarządzania sesjami, mogą ułatwić zadanie ewentualnym napastnikom. Operatorzy często wprowadzają zabezpieczenia takie jak szyfrowanie transmisji, listy blokad czy nowoczesną kryptografię w ograniczonym zakresie - między innymi po to, by zachować kompatybilność ze starszymi urządzeniami wciąż obecnymi w sieci.
BSI zwraca uwagę na "wyraźne luki" w systemach po stronie operatorów stacji. Szczególnie wrażliwym elementem ma być model zarządzania certyfikatami zaufania, które odpowiadają za potwierdzanie tożsamości i bezpieczną komunikację w całej infrastrukturze ładowania.
Wystarczy, że ktoś naruszy pojedynczy element tego systemu, by cała sieć była zagrożona. Mówiąc obrazowo - złamanie jednego zamka może otworzyć drzwi do wielu pomieszczeń jednocześnie..
Cyfrowy atak na ładowarki i realne szkody
Konsekwencje udanego ataku nie muszą ograniczać się do zakłócenia samej sesji ładowania. W zależności od konstrukcji sprzętu może dojść do uszkodzenia podzespołów, przegrzania elementów elektrycznych lub - w optymistycznym wariancie - zadziałania funkcji zabezpieczających, które na czas odetną zasilanie.
Najbardziej niepokojący scenariusz dotyczy jednak skoordynowanych ataków na większą liczbę punktów ładowania lub na całe huby. W teorii tego typu działanie mogłoby wpłynąć na stabilność sieci energetycznej, gdyby napastnicy celowo manipulowali rozkładem obciążeń. Mówiąc prościej - włączając i wyłączając w odpowiednim momencie dużą liczbę ładowarek, można próbować destabilizować lokalną sieć.
Ładowanie dwukierunkowe też zagrożeniem?
Dodatkowym wyzwaniem staje się coraz popularniejsze ładowanie dwukierunkowe, czyli technologia, w której samochód nie tylko pobiera energię, ale potrafi też oddawać ją z powrotem do sieci lub domu. BSI ostrzega, że w takim modelu skutki manipulacji systemami sterowania mogą być znacznie poważniejsze niż dzisiaj. Powód jest prosty - cyberatak nie wpłynie wówczas wyłącznie na pobór prądu, ale również na jego wprowadzanie do sieci.
Ładowanie aut elektrycznych - co mówią eksperci?
VDA, czyli zrzeszenie producentów samochodów, podkreśla, że nowe wyzwania związane z funkcjami Plug & Charge oraz ładowaniem dwukierunkowym wymagają solidnej komunikacji, uwierzytelniania i zarządzania certyfikatami. Bezpieczeństwo informatyczne ma być już wpisane w proces projektowania i produkcji aut.
BDEW, czyli niemiecki związek branży energetycznej nie widzi powodów do paniki, wskazując, że dotychczas nie odnotowano poważnych incydentów. Branża domaga się przede wszystkim bardziej spójnych i jasno określonych przepisów, bo dziś poszczególne elementy systemu - od samego auta jako produktu cyfrowego, przez stacje ładowania, po akumulatory pełniące rolę wirtualnych elektrowni - podlegają różnym regulacjom obowiązującym równolegle.










