Nowe podatki od aut elektrycznych. Zapłacisz więcej niż za benzynę
W Stanach Zjednoczonych trwa dyskusja o sposobie finansowania infrastruktury drogowej w erze elektromobilności. Coraz więcej polityków proponuje stałe opłaty dla właścicieli samochodów elektrycznych. Problem w tym, że według wyliczeń kierowcy takich aut mogą płacić więcej niż użytkownicy pojazdów spalinowych.

W skrócie
- W Stanach Zjednoczonych trwa debata nad stałymi opłatami dla właścicieli samochodów elektrycznych, które mogą przewyższać opłaty płacone przez kierowców aut spalinowych.
- W wielu stanach wprowadzono dodatkowe opłaty rejestracyjne dla samochodów elektrycznych, których wysokość często przekracza podatki płacone przez użytkowników pojazdów benzynowych.
- Część stanów testuje system opłat uzależnionych od faktycznego przebiegu, co ma zapewnić równe traktowanie wszystkich użytkowników dróg.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Rosnąca popularność samochodów elektrycznych sprawia, że coraz częściej podejmowana jest dyskusja dotycząca sposobów finansowania infrastruktury drogowej. Przechodzenie na elektromobilność stanowi poważne wyzwanie dla budżetów państwowych. Problemem są nie tylko kosztowne inwestycje modernizacyjne, lecz przede wszystkim spadek wpływów z podatków paliwowych, które nie obejmują użytkowników pojazdów elektrycznych.
Nie dziwi więc fakt, że coraz więcej krajów zaczyna sprzeciwiać się obecnemu modelowi i rozważa wprowadzenie dodatkowych obciążeń fiskalnych. Dobrym przykładem są Stany Zjednoczone, gdzie od kilku miesięcy trwa debata nad stałymi opłatami dla właścicieli pojazdów bezemisyjnych. Proponowane rozwiązania przewidują między innymi wprowadzenie rocznej opłaty za samochód elektryczny w wysokości około 200-250 dolarów.
Masz auto elektryczne? Zapłacisz więcej niż za spalinowe
Chociaż oficjalnie chodzi o uzupełnienie funduszy drogowych, krytycy pomysłu wskazują, że wysokość tych stawek znacząco odbiega od realnych obciążeń ponoszonych przez kierowców aut spalinowych. Federalny podatek od benzyny w USA pozostaje niezmieniony od 1993 roku i wynosi 18,4 centa za galon (około 3,7 litra). Przy przeciętnym rocznym przebiegu typowy kierowca samochodu benzynowego wpłaca do systemu około 95 dolarów rocznie. Tymczasem planowana opłata dla właścicieli aut elektrycznych byłaby ponad dwukrotnie wyższa.
Różnica staje się jeszcze bardziej widoczna, gdy przeliczy się ją na faktyczne użytkowanie pojazdu. Stała opłata obowiązywałaby niezależnie od przebiegu, co oznacza, że osoba jeżdżąca sporadycznie zapłaci tyle samo co kierowca pokonujący dziesiątki tysięcy kilometrów rocznie. Podatek paliwowy, mimo swoich ograniczeń, pozostaje więc powiązany z realnym zużyciem dróg, czego nie można powiedzieć o ryczałtowych opłatach.
Amerykanie już teraz dopłacają za samochody elektryczne
Zachodnie media wskazują, że dyskusja na poziomie federalnym to tylko część szerszego trendu w Stanach Zjednoczonych. Obecnie już kilkadziesiąt stanów pobiera dodatkowe opłaty rejestracyjne od właścicieli samochodów elektrycznych. W wielu przypadkach ich wysokość sprawia, że użytkownicy takich pojazdów oddają do budżetu więcej niż kierowcy aut benzynowych w ramach podatków paliwowych.
Niektóre regiony zdecydowały się na szczególnie wysokie stawki. Opłaty liczone w setkach dolarów rocznie stają się normą, a w części stanów są dodatkowo systematycznie podnoszone. Analitycy wskazują, że tendencja ta wyraźnie przyspiesza, co pokazuje, że nowe obciążenia mogą stać się trwałym elementem nowego systemu.
Sprzeciw fanów elektromobilności. Istnieje alternatywa?
Jak można się domyślić, nowe przepisy nie do końca odpowiadają zwolennikom szeroko rozumianej elektryfikacji. Według nich opodatkowanie samochodów elektrycznych może obniżyć opłacalność ich zakupu, a w efekcie znacząco spowolnić "ekologiczną rewolucję". Dodatkowo rozwiązanie uważane jest za mało przemyślane i niesprawiedliwe - każdy właściciel pojazdu elektrycznego będzie musiał zapłacić wymaganą stawkę, niezależnie od rozmiaru czy wagi samego auta.
Niektóre stany już teraz testują alternatywę - system opłat uzależnionych od faktycznego przebiegu. W takim modelu kierowca płaci określoną kwotę za każdy przejechany kilometr, podobnie jak w przypadku podatku paliwowego. Opłata rośnie więc proporcjonalnie do intensywności korzystania z dróg.
Zwolennicy tego rozwiązania podkreślają, że pozwala ono traktować wszystkich użytkowników dróg równo, niezależnie od rodzaju napędu. Jednocześnie eliminuje problem, w którym wybór samochodu elektrycznego automatycznie wiąże się z wyższymi kosztami oderwanymi od rzeczywistej eksploatacji pojazdu.









