Ładowanie samochodu elektrycznego latem za darmo? To możliwe
Rozwój odnawialnych źródeł energii (OZE) w Polsce postępuje tak dynamicznie, że już wkrótce samochody elektryczne być może będzie można w słoneczne dni ładować za darmo. Takie rozwiązanie byłoby korzystne nie tylko dla właścicieli samochodów, ale również sieci elektrycznych.

W skrócie
- Produkcja energii z odnawialnych źródeł w słoneczne dni jest tak wysoka, że możliwe może być darmowe ładowanie samochodów elektrycznych.
- W Polsce obowiązują głównie płaskie stawki za prąd, jednak rozważane jest wprowadzenie taryf zmiennych i elastycznych opłat za przesył.
- W Norwegii stosuje się zmienne taryfy oraz inteligentne systemy ładowania elektryków, a latem ceny prądu regularnie spadają poniżej zera.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Temat podniósł w programie "Debata Gozdyry" prezes zarządu Polskich Sieci Elektroenergetycznych Grzegorz Onichimowski, który powiedział, że już dziś produkcja energii latem, w słoneczne dni, z paneli fotowoltaicznych jest tak duża, że wkrótce możliwe będzie ładowanie samochodów elektrycznych za darmo. Zabrzmiało to na tyle ciekawie, że zwróciliśmy się do prezesa Onichimowskiego o rozwinięcie tej myśli.
Jak wyjaśnił Interii prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych (PSE), w Polsce obecnie jest 37 GW mocy zainstalowanej "w wietrze i słońcu", a połowę mocy zainstalowanej w źródłach fotowoltaicznych stanowią instalacje prosumenckie, czyli niewielkie instalacje, głównie fotowoltaiczne, dzięki którym ich właściciele wytwarzają prąd na własne potrzeby, a ewentualne nadwyżki przekazują do sieci.
Rekordowa produkcja z OZE
W efekcie, wiosną i latem, w słoneczne dni, w okolicy południa instalacje produkują więcej prądu, niż odbiorcy są w stanie zużyć. Dla sieci energetycznych to kłopot, bo muszą odebrać nadmiar i przechować w drogich magazynach energii.
Rekordową produkcję z OZE Polskie Sieci Elektroenergetyczne odnotowały pod koniec czerwca ubiegłego roku. W okolicy południa chwilowa produkcja wyniosła 15,6 GW i zaspokajała ok. 86 proc. całkowitego zapotrzebowania na moc w Polsce. W takich sytuacjach cena energii elektrycznej na rynku hurtowym jest bardzo niska lub wręcz ujemna. Oznacza to, że producenci energii elektrycznej są gotowi dopłacić odbiorcom, byle tylko odebrali nadwyżkę towaru.
Cały system energetyczny ma bowiem dużą bezwładność, nie da się np. w słoneczny dzień wyłączyć elektrowni konwencjonalnej, bo jej ponowne włączenie generuje znaczne dodatkowe koszty.
Większość ludzi płaci za prąd tyle samo cały czas
Obecnie na rynku dominują płaskie stawki za energię, co oznacza, że za prąd płacimy przez całą dobę tyle samo. Ale dostawcy energii proponują również taryfy zmienne, w których nocą prąd jest tańszy, a w dzień droższy. Z takiego rozwiązania mogą skorzystać np. właściciele samochodów elektrycznych, którzy ładują je w domu w nocy.
Obecnie jednak operatorzy szybkich ładowarek DC rzadko oferują taką opcję. Dostęne abonamenty w większości oferują takie same stawki przez całą dobę, niezależne od chwilowych cen energii na rynku hurtowym. Wyjątkiem są Superchargery Tesli, na których cena prądu nocą jest niższa niż w dzień.
Stawka za prąd to nie wszystko. Płacimy też za przesył
Prezes Grzegorz Onichimowski zastrzega przy tym, że cena samej energii to tylko jeden ze składników rachunku, drugą ważną pozycją są opłaty związane z jej dostarczeniem. Ten element również powinien zmieniać się w ciągu doby.
Podlegające PSE Narodowe Centrum Analiz Energetycznych, pracuje już nad możliwymi rozwiązaniami w tym zakresie, które będą zaproponowane Ministerstwu Energii i URE
- Z perspektywy operatora systemu przesyłowego okresowe nadwyżki produkcji energii elektrycznej stanowią wyzwanie, którego rozwiązaniem jest zwiększenie szeroko rozumianej elastyczności - dodaje prezes Onichimowski.
A taką elastyczność mogą zapewnić samochody elektryczne, które byłyby ładowane wtedy, gdy produkcja prądu jest największa.
Dlatego wprowadzenie niższych cen, a być może nawet darmowego ładowania w okresie największej produkcji energii z OZE, czyli latem, w słoneczne dni, pełniłoby funkcję stabilizującą sieć i byłoby korzystne zarówno dla firm energetycznych, jak i kierowców, którzy wykorzystując dobrą pogodę, mogliby jeździć niemal bezkosztowo.
Prąd niemal za darmo? W Norwegii to norma
Warto dodać, że takie rozwiązanie wcale nie byłoby ewenementem, jest bowiem powszechnie stosowane np. w Norwegii, czyli kraju, w którym sprzedaż samochodów spalinowych spadła już niemal do zera. Oczywiście osiągnięto to głównie polityką fiskalną, ale nie bez znacznie były również niskie koszty jazdy na prądzie.
Norwegia niemal całość energii elektrycznej wytwarza z odnawialnych źródeł energii, prąd produkują głównie elektrownie wodne, ale również wiatrowe i instalacje fotowoltaiczne (w Norwegii mieszka tylko niespełna 5,5 mln ludzi, czyli siedmiokrotnie mniej niż w Polsce).
Taki prąd jest ekologiczny i tani w produkcji. W efekcie ceny energii elektrycznej są wielokrotnie niższe niż w Polsce, która średnio w ciągu roku ok. 60 proc. prądu wytwarza z węgla, płacąc coraz większe unijne kary za emisję CO2 (wliczane następnie w cenę prądu).
Latem ceny norweskiego prądu regularnie spadają poniżej zera, co oznacza, że OZE produkują więcej energii niż Norwegowie są w stanie zużyć. Z tego względu normą są zmienne taryfy, dzięki którym samochody elektryczne można ładować taniej.
W Norwegii istnieją wręcz specjalne inteligentne systemy, dzięki którym podpięty do prądu samochód zaczyna się automatycznie ładować dopiero wtedy, gdy cena energii spadnie poniżej określonego wcześniej poziomu.












