Koniec programu NaszEauto. Tysiące wniosków i za mało środków
Zainteresowanie dopłatami do aut elektrycznych okazało się większe, niż zakładano, ale pieniędzy zabraknie dla wszystkich. Program NaszEauto zamknął nabór z wynikiem ponad 42 tys. wniosków, przy jednoczesnym ograniczeniu budżetu o setki milionów złotych. Na koniec kwietnia poziom wykorzystania środków sięgnął 109,78 proc.

W skrócie
- Program NaszEauto zakończył nabór z ponad 42 tysiącami wniosków, przy czym budżet został zmniejszony, a poziom wykorzystania środków przekroczył 100 procent.
- Większość zgłoszeń pochodziła od przedsiębiorców prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą, a program był niemal wyłącznie wykorzystywany do zakupów samochodów osobowych.
- Pod koniec okresu naboru proces oceny wniosków był opóźniony i do rozpatrzenia pozostawało prawie 18 tysięcy zgłoszeń, z których część nie spełnia wymogów formalnych.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Program dopłat do samochodów elektrycznych miał być impulsem do rozwoju elektromobilności w Polsce. Z jednej strony oferował wsparcie finansowe przy zakupie pojazdów bezemisyjnych, z drugiej budził kontrowersje i krytykę w kontekście zarzutów o wspieranie zamożniejszych kierowców. Jednocześnie był elementem szerszej strategii, która miała uchronić właścicieli aut spalinowych przed dodatkowymi obciążeniami podatkowymi.
Ponad 42 tys. wniosków. Większość to przedsiębiorcy
Nabór do programu NaszEauto rozpoczął się 3 lutego 2025 roku i trwał do 30 kwietnia 2026 roku. W tym czasie do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej wpłynęło dokładnie 42 170 wniosków o dopłaty do samochodów elektrycznych. Największą aktywność wykazali przedsiębiorcy prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą, którzy złożyli 25 807 wniosków. Osoby prywatne odpowiadały za 13 305 zgłoszeń, a posiadacze Karty Dużej Rodziny za 3 246.
Pozostałe kategorie beneficjentów praktycznie nie skorzystały z możliwości wsparcia. Jednostki samorządu terytorialnego złożyły sześć wniosków, organizacje pozarządowe pięć, a państwowe jednostki budżetowe tylko jeden. Rozszerzenie programu na te podmioty nie przełożyło się więc na realne zainteresowanie, co podważa sens wprowadzonych zmian w regulaminie.
Dominacja samochodów osobowych
Dane statystyczne programu pokazują, że program był wykorzystywany niemal wyłącznie do zakupu samochodów osobowych. Aż 98,8 proc. wszystkich zgłoszeń, czyli 41 679, dotyczyło tej właśnie kategorii pojazdów. W przypadku lekkich samochodów dostawczych złożono 480 wniosków, natomiast elektryczne minibusy pojawiły się w zaledwie 12 przypadkach.
Po rozszerzeniu programu utrzymano maksymalne wsparcie dla aut osobowych na poziomie do 40 tys. złotych, uwzględniające premię za zezłomowanie samochodu spalinowego. W przypadku pojazdów dostawczych limit wynosił do 70 tys. złotych. Mimo to zainteresowanie tymi segmentami pozostało marginalne. W praktyce z dopłat do aut dostawczych korzystali głównie mikroprzedsiębiorcy, a inne grupy niemal całkowicie pominęły tę możliwość.
Liczba zgłoszeń przekroczyła możliwości programu
Pierwotnie na realizację programu przeznaczono 1,6 miliarda złotych z funduszy KPO. Jednak w październiku budżet został zmniejszony do 1,18 miliarda złotych, co oznacza redukcję o ponad 400 milionów złotych. Decyzję uzasadniano niewystarczającym zainteresowaniem w początkowej fazie programu.
Sytuacja zmieniła się pod koniec roku, gdy Polacy zaczęli intensywnie kupować samochody elektryczne. Wzrost popytu zbiegł się z rozszerzeniem programu na kolejne grupy beneficjentów, co dodatkowo przyspieszyło tempo składania wniosków. W efekcie dostępna pula środków zaczęła się szybko kurczyć, a liczba zgłoszeń przekroczyła możliwości finansowe programu.
Wnioski bez gwarancji. Tysiące wciąż czeka na finalizację
Mimo wyczerpywania się budżetu instytucja odpowiedzialna za program kontynuowała przyjmowanie wniosków, zaznaczając jednak, że ich rozpatrzenie nie oznacza automatycznej wypłaty środków. Nabór miał charakter ciągły i formalnie trwał do końca kwietnia lub do momentu wyczerpania funduszy. Na koniec tego okresu poziom wykorzystania środków osiągnął 109,78 proc.
Problem polega na tym, że proces oceny wniosków znacząco odbiegał od tempa ich składania. Pod koniec kwietnia analizowano dokumenty złożone jeszcze na początku listopada 2025 roku. Oznacza to, że do rozpatrzenia pozostawało co najmniej 17 960 zgłoszeń. W praktyce trudno więc określić, w którym momencie środki rzeczywiście się skończyły i ilu wnioskodawców ostatecznie nie otrzyma wsparcia.
Fundusz przyznaje jednak że część wniosków zostanie odrzuconych ponieważ nie spełnia wymogów formalnych. Nie brakuje też wniosków złożonych kilkukrotnie. Jak podkreślił w styczniu Jakub Faryś - prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, w rozmowie z Interią - kluczowe będzie to, czy przyjęty margines bezpieczeństwa okaże się wystarczający.











