Uważaj z "nitro"!

Niemieckie Stowarzyszenie Tunerów Samochodowych (VDAT) przestrzega przed tuningiem silników za pomocą coraz popularniejszych instalacji "nitro".

Niemcy piszą wręcz, że stosowanie takich instalacji jest w Unii Europejskiej nielegalne (producenci nie homologuja tego typu rozwiązań) i może powodować "kosztowne zniszczenia w silniku". Podobne zastosowania mają sens jedynie w wyścigach dragsterów w USA.

Reklama

Gwałtowny wzrost ilości instalacji "nitro" w krajach UE nastąpił po pokazaniu w kinach filmu "Szybcy i wściekli", ukazującego m.in. nielegalne wyścigi uliczne. Obecnie na ekranach kin prezentowana jest druga część tego filmu "Za szybcy i za wściekli".

Niemieccy tunerzy obawiają się, że zewnętrzne systemy "nitro", które stosowane mogą być jedynie przez kilka sekund, stosowane będą nagminnie na... autostradach, na których, przynajmniej teoretycznie, w Niemczech nie obowiązują ograniczenia prędkości.

Dr Jurgen Krause, reprezentujący Niemiecką Agencję Inspekcji technicznych, określającą m.in. federalne normy emisji spalin stwierdził, że tego typu rozwiązania nie mogą być stosowane w samochodach dopuszczonych do ruchu ulicznego, z powodu niemożliwości sterowania zawartością emitowanych spalin.

Każdy użytkownik auta, który zamontuje zestaw "nitro" w swoim samochodzie, automatycznie traci więc certyfikat TUV (będący odpowiednikiem naszych przeglądów rejestracyjnych wbijanych do dowodu rejestracyjnego). Następstwem utraty certyfikatu są problemy ubezpieczeniowe w przypadku kolizji.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje