Polak potrafi

Staram się możliwie dużo czytać. Polska prasa związana z motoryzacją jest dość bogata w tytuły. W wielu czasopismach całe działy poświęcone są tuningowi, a niektóre wydawnictwa wręcz wyspecjalizowały się tylko w tej może wąskiej, ale za to widowiskowej i spektakularnej dziedzinie. Na kolorowych stronicach opisane są setki samochodów wyposażonych w zmodyfikowane elementy karoseryjne, ciekawą stylistykę i potężne silniki. Nieodłącznym wyposażeniem bolidów wydaje się być również biała tablica rejestracyjna z literką "D".

W opisach pod zdjęciami czytam o tym, jak to Jacek (Polak oczywiście) poświęcił dwa lata na dopracowanie systemu car-audio a Wacek (również nasz rodak) zamontował w swoim silniku dwie turbiny. Roumiem, że posiadanie literki "D" na niebieskim pasku rejestracji lub na owalnej naklejce może być przez Jacka i Wacka uważane za element zdobniczy. Dla mnie osobiście owalna naklejka z niemiecką identyfikacją na samochodzie Polaka oznacza tylko: "to auto było kiedyś skutecznie rozbite" - ale jak ktoś lubi - czemu nie.

Reklama

Prawda jednak jest taka, że nasze czasopisma (poza chlubnymi wyjątkami) nie piszą o tuningu. One przedrukowują artykuły z niemieckich gazet, stosownie do potrzeb spolszczając imiona posiadaczy prezentowanych aut. Jest to dużo tańsze i wymaga dokładnie zerowej ilości reporterskiego trudu. Może jeszcze jakoś dałoby się to przecierpieć - wiedza o tuningu zachodnich sąsiadów może być również miła oku, choć niezbyt przystaje do polskich realiów finansowych. Niestety na domiar złego tłumaczenia bardzo często wykonywane są nierzetelnie, wyniki oryginalnych testów są zmieniane tak, aby faworyzować akurat reklamującą się w czasopiśmie markę samochodów, albo w przypływie dobrego humoru ktoś w polskiej redakcji motoryzacyjnej gazety pozwala sobie na wynurzenia na temat "co zrozumiałem z niemieckiej czytanki". Specjaliści z branży mają potem po takiej lekturze naprawdę dobre humory.

A przecież Polak potrafi. W wielu krajowych firmach powstają niesamowite rozwiązania, bardzo rzadko opisywane w krajowej prasie. Co więcej - modyfikacjom podlegają auta popularne na naszym rynku i będące w zasięgu naszych kieszeni. Są to nie tylko pomysły proste. Ostatnio zainteresował mnie produkt jednej z krajowych firm - konwersja samochodu Alfa 145. Model ten nie jest już produkowany, jednak pozostaje marzeniem wielu posiadaczy najtańszych czterech kółek. Polscy konstruktorzy zmienili budowę auta tak, że wielu specjalistów motoryzacji i zwykłych ludzi mogłoby się tym zadziwić (oczywiście gdyby redaktorzy "polskich" gazet pozwolili im o tym przeczytać). Otóż dwulitrowy silnik benzynowy Alfy osiąga prawie 200 KM dzięki turbodoładowaniu z chłodnicą powietrza. Auto nie ma klamek, a drzwi otwierane są na pilota. Doskonale wytapicerowane wnętrze zmienione jest nie do poznania. Co więcej - do urouchomienia auta nie potrzeba kluczyków - wystarczy poprosić auto o uruchomienie silnika a "cuore sportivo" zagra w cylindrach. Musi to być jednak głos właściciela... Ciekawych przeróbek w tym aucie jest dużo więcej i nie ma tu miejsca, żeby opisać je wszystkie. Ale ważne jest to, że auto takie powstaje nie w Kolonii czy Berlinie, ale w podkarpackim Rzeszowie. Zaskoczenie? Raczej nie - po prostu przemilczenie.

Z naszych polskich rozwiązań powinniśmy być dumni. Ale rację bytu mają one tylko wtedy, gdy nie są sztuką dla sztuki, gdy ich popularność dzięki prasie stanie się na tyle duża, że wysiłek ich twórców zostanie wynagrodzony dzięki sprzedaży owoców pomysłu. A wówczas na pewno pomyślą o następnych, jeszcze bardziej nowatorskich rozwiązaniach.

Oczywiście zawsze możemy uznać, że jesteśmy ludźmi bez cienia zazdrości i ambicji i wystarczają nam zdjęcia aut naszych zachodnich sąsiadów. Jeżeli tak uważamy, to nic zmieniać nie trzeba. Tomasz Pirowski, Vtech Tuning

Dowiedz się więcej na temat: Auta | auto | Polak potrafi

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje