Mister Europa

Tak właściwie, to stało się coś niemożliwego. Słowenia - kraj "upchany łokciem" w mapę Europy, zamieszkały przez zaledwie garstkę ludzi - pokazał samochód, który zdmuchnął marzenia o byciu najlepszym u całej reszty speców od objazdowego hi-fi.

Tam, gdzie mieszkają twórcy żółto-czarnego "Żuka" nie dojeżdża nawet PKS. Co gorsza, nawet z nawigacją satelitarną trudno do nich trafić.

Reklama

Właśnie w takim, nieznanym nikomu miejscu niedaleko Ljubliany mieści się firma Seles Car Audio - tegoroczny sprawca zakrzepów krwi wśród konkurentów w zawodach car audio oraz reprezentant Starego Kontynentu podczas najbliższych targów CES 2007 w Las Vegas.

Radyjko za 180 tysiaków

Projekt VW Beetle Galaxy miał od samego początku sprowadzać resztę do parteru. Wbrew pozorom, przy założonym limicie finansowym nie było to wcale takie łatwe do osiągnięcia. Bo cóż można zrobić z marnymi 45 tysiącami euro przeznaczonymi na głośniczki i tych parę dodatków?

Właściwie, to żaden szanujący się zakład nie wziąłby u nas tej roboty!

No dobra, dość tych głupich żartów, bo de facto to wręcz podziwiam pomysłowość naszych zawodników. W Polsce łączny koszt wszystkich najlepszych instalacji nawet nie dociera do połowy wspomnianej kwoty. A jednak naszym chłopcom czasami też się trafia jakiś "medal" na międzynarodowych imprezach.

Niemniej, VW Beetle Galaxy pokazuje, że w tej dziedzinie mocniej niż gdzie indziej rządzi kasa. W tym przypadku to pieniądze i dobre pomysły sprawiły, że Beetle wprost odleciał w kosmos ze swoim wyjątkowym wyposażeniem i designem.

Galaktyka zmian

Kolor nadwozia, rozbudowany zestaw ospoilerowania, poszerzone o 9 cm nadkola i ekstremalnie niski prześwit z pewnością rzucają się w oczy już na samym początku. Dwubarwna mieszanka soczyście żółtego, głębokiego odcienia lakieru z czarnym dachem przechodzącym w wizerunek galaktyki na pokrywie silnika i wbite w nią, lśniące logo DLS skutecznie przyciągają uwagę każdego, kto napotka to cudo. Do tego 18-calowe chromowane koła nadają całej bryle pojazdu ostatecznego majestatu.

Tajemnica sukcesu VW Galaxy nie tkwi jednak li tylko w zewnętrznych zmianach stylistycznych, choć ich rozmach i pierwszorzędny dobór wskazują, że sekrety te znane są w Słowenii wyjątkowo dobrze. Tego typu tricki są już przecież od lat wałkowane, a tak naprawdę miejscem na pokazanie kunsztu rzemieślniczego w car audio jest wnętrze samochodu. Tu, gdzie tak wielu tuning-masterów ogranicza się do wstawienia nowych foteli i kilku gadżetów, możemy zaobserwować zupełnie coś innego.

Cała kabina wręcz lśni od ręcznie wykonywanych i indywidualnie zaprojektowanych detali. Główny sprzęt audio zajmuje całą tylną część samochodu i ustawiony jest w sposób kaskadowy tak, aby można było podziwiać każdy z jego elementów. Wymienione, zindywidualizowane, ukosmicznione zostało absolutnie wszystko łącznie z niezwykłą kierownicą, z której steruje się podstawowymi funkcjami sprzętu. Galaktyczny, spiralny motyw utworzony na czterech pokrywach wzmacniaczy posiada swoje epicentrum w postaci zawieszonego nad nimi, najbardziej zaawansowanego pod Słońcem procesora DSP - Alpine PXI-H990. Jasne jest teraz, że tylko jedna jednostka główna może sprostać takiemu wyzwaniu. Jest nią odtwarzacz DVI-9990R tej samej marki, tworzący wraz z procesorem trzon referencyjnego zestawu A/V o nazwie F#1 Status.

I choć wzorowe odtwarzanie dźwięku i filmów DVD było już na samym początku zamysłem inżynierów Alpine odpowiedzialnych za drugą wersję systemu F#1 Status, to jednak w VW Galaxy zamontowane są zaledwie dwa, wręcz symboliczne monitory. Cała para poszła tutaj w jakość brzmienia, a nie w fascynację teledyskami. Monitory są też potrzebne, by łatwiej było zarządzać zaawansowanymi funkcjami audio. Oczywiście "od biedy" można na nich obejrzeć również cokolwiek.

Supernowa pod deską

O lokalizacji głośników w samochodzie ponoć wszyscy wiedzą już wszystko i nie ma powodu, by cokolwiek wymyślać. A jednak firma Seles Car Audio mocno zaskoczyła i pod tym względem. Wszystkie głośniki, łącznie z subwooferem, znajdują się przed kierowcą i oprócz tweeterów umiejscowione są w desce rozdzielczej.

Jakie cechy szczególne ma takie rozwiązanie? Na początek rzućmy okiem na ich konfigurację. Wykorzystano trójdrożny, odseparowany system złożony z najwyższej linii przetworników DLS. Jest to zestaw Nobelium poszerzony o dodatkowe woofery. Niewielkie głośniki wysokotonowe umieszczone są tradycyjnie w słupkach przednich, natomiast pary identycznych głośników średniotonowych i kickbasowych wbudowano jako sekcje w podszybie. Pomimo że są one identyczne, mają jednak do spełnienia zupełnie inne zadania. Jednak dzięki takiemu zgrupowaniu zabudowy, uniknięto znaczącej trudności w zestrojeniu dźwięku typowego dla samochodów z wooferami montowanymi w drzwiach. Gdy wszystkie głośniki leżą w jednej płaszczyźnie, zdecydowanie łatwiej można uzyskać idealną zgodność czasowo-fazową wytwarzanego przez nie dźwięku. Żaden z instrumentów nie spada wówczas w dół, a cała baza stereo idealnie przedstawia się wysoko przed słuchaczem. Z tego samego założenia korzystano przy instalacji 10-calowej średnicy subwoofera DLS Iridum, choć nikt tak naprawdę chyba nie wie, jakim sposobem Słoweńcy umieścili go wewnątrz deski rozdzielczej. Jedyny element, który zdradza jego położenie to transparentna maskownica ledwo widoczna nad panelem radioodbiornika.

Konstelacja marzeń

Są rzeczy, na których widok ludziom uśmiech sam pojawia się na twarzy. I choć VW Galaxy nie eksponuje pewnych spraw wprost, to na jego pokładzie znajdują się niezwykłe wzmacniacze mocy. Dwa z nich to już od lat znane i uznane DLS-y Ultimate A3 Twin Mono. Odkąd się pojawiły na rynku, uchodzą za pierwszą ligę, szczególnie w dziedzinie dynamiki, głównie za sprawą konstrukcji opartej na odrębnej i niezależnej sekcji zasilania dla obu kanałów.

A teraz niespodzianka. Obie te świetne konstrukcje wykorzystano do napędzania... mniej istotnej części toru audio, a dokładnie basu! Dlaczego? Bo w brzmieniu tonów najniższych zdecydowanie łatwiej ukryć wszelkie odstępstwa od oryginału. Chwila, chwila - przecież wzmacniacze Twin Mono to prawdziwa elita! Czym zatem zasilane są bardziej wymagające pod względem jakościowym tony najwyższe i średnie? W tej dziedzinie szwedzki producent sięgnął zenitu, tworząc nową jakość pod oznaczeniem DLS TA2. Są to wzmacniacze zbudowane także w oparciu o schemat podwójnego mono, lecz z udziałem najprawdziwszych lamp, a dokładnie dwóch pentod CV4010 wytwarzanych w latach 1982-1984 przez firmę Valve Electronics z Anglii. Niezawodność tych lamp oraz stałość ich parametrów pracy były jednym z czynników, dla których chętnie sięgał po nie przemysł zbrojeniowy. Okazuje się, że świetnie nadają się do sprzętu high-end, a przy okazji nawet dodam, że pomysłodawcą tego rozwiązania jest Polak.

Z konstelacją marzeń, bo tylko tak można określić sprzęt zamontowany w "Żuczku", jest jeden poważny problem. Niewielu z nas będzie sobie mogło na taki dodatek do auta pozwolić. Mało kto zrozumie też potrzebę posiadania aparatury tej klasy, bo tak naprawdę jest to tak elitarne, jak słuchanie muzyki Możdżera. Z tego powodu tylko wybrańcy docierają na sam szczyt, a nam wszystkim pozostaje oferta sieci wielkopowierzchownych sklepów z elektroniką.

Dowiedz się więcej na temat: Volkswagen | Europa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje