Klony w ataku

Szczęśliwy kierowca to taki, którego auto doskonale jeździ i mało kosztuje. Oczywiście jeżeli mówimy o rasowym kierowcy, to podkreślmy, że pewnych wydatków uniknąć się nie da (jak chociażby konieczności codziennego kupowania kwiatka niezbędnego w wyposażeniu VW Beetle), ale możliwa jest redukcja kosztów. Co prawda turbinki Kowalskiego na wtrysk wielopunktowy założyć się nie da (a czy ktoś je jeszcze pamięta?), ale zawsze można zastąpić pewne elementy tańszymi...

Czy naprawdę zawsze?

Reklama

Idea tuningu to tworzenie aut indywidualnych, skrojonych na miarę ich posiadacza. Jest to proces pracochłonny i raczej niezbyt tani. Może się zatem zdarzyć, że z powodów oszczędnościowych cała modyfikacja sprowadzi się do ekospoilerka z czerwonymi żaróweczkami. Także elementy tapicerki ciężko byłoby zastąpić "kopią" z dykty i masy papierowej, choć wyglądałoby to pewnie awangardowo, a i koszt byłby nieszczególnie wygórowany.

Oczywiście, gdy mamy na myśli boczne lusterko á la Porsche czy szkiełko migacza w kolorze intensywnej zieleni - możemy nabyć nieoryginalny produkt bez większych skrupułów - tym bardziej że konserwatywne koncerny samochodowe rzadko zdobywają się na przygotowanie bardziej zwariowanych elementów stylizacyjnych w swojej ofercie. Nie zawsze nowa część pasuje w miejsce starej tak dobrze jak jej pierwowzór, lecz z pewnością nie zmienia to jakości i bezpieczeństwa naszego bolidu, a może poprawić i uatrakcyjnić wygląd.

Nieco gorzej rzecz się ma, gdy wybieramy sportowe opony. Bieżnikowane opony niskoprofilowe są tańsze, jednak ich trwałość oraz jakość mieszanki gumowej będą prawdopodobnie niższe. Raczej nie należy nadmiernie rozpędzać się na oponach bieżnikowanych, gdyż mogą po prostu się rozwarstwić (co nie znaczy, że fabrycznie nowe opony nie mogą - jeżeli wystawimy je na zbyt poważną próbę na KJS-ie lub z uporem maniaka będziemy jeździć na oponach zimowych w lecie po autostradzie - to kto wie...). Moim zdaniem słowa "sportowa" i "bieżnikowana" po prostu się wykluczają.

Kopie usportowionych układów wydechowych i strumienic znanych firm oraz rozmaite tłumiki uniwersalne to towar wszechobecny. Profesjonalne układy wydechowe są relatywnie droższe i często początkujący ściganci wybierają tanie wykonania rzemieślnicze. Niektóre bywają całkiem udane. Spora grupa jednak to szybko korodujące i niezbyt dobrze brzmiące dziwadła, których cała idea opiera się na prostej rurze z dziurami w metalowej puszce, z łącznikiem uniwersalnym z adaptorem (o zgrozo!) na kilka różnych średnic. Z wydechem jednak jak z dobrym winem - ten smak i to brzmienie trzeba poczuć i zrozumieć. Dudniąca rura to nie wszystko - potrzeba jeszcze pewnej pozytywnej wibracji, no i efektów w postaci lepszych osiągów.

Coraz większą popularność zdobywają modyfikacje elektroniki. Na giełdach samochodowych kupić można rozmaite "cudowne" pudełka, za niewielkie pieniądze zwiększające moc silników. "Tuning" taki sprowadza się do usunięcia paru ograniczeń nałożonych przez producenta (np. ograniczenie ciśnienia doładowania turbiny), co faktycznie zwiększa moc, ale prowadzi do szybkiej i kosztownej awarii. Niekiedy "klony" popularnych modułów do TDI przybierają postać łudząco podobną do zachodniego czy polskiego oryginału.

Modyfikacje mechaniczne to osobny temat. Bardzo wielu mechanikom wydaje się, że jeżeli potrafią rozebrać, naprawić i złożyć silnik, to potrafią go również skutecznie zmodyfikować. Najczęściej jest to zwiększenie stopnia sprężania lub rozwiercenie i polerowanie kanałów głowicy. Jednak naprawdę rzadko takie amatorskie zmiany dają zamierzony efekt - przy złożonych procesach zachodzących w silniku konieczne są wiedza i doświadczenie, gwarantujące minimalną ilość zmian konstrukcyjnych realizujących nasze cele. Stąd też raczej warto poczekać i decydować się na kompleksowy tuning niż na drobne modyfikacje silnika o niewiadomym efekcie łącznym. TOMASZ PIROWSKI V-TECH

Dowiedz się więcej na temat: atak | opony | idea

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje