Jedyny taki nissan - 381SX

Specjalizacja w wąskim zakresie potrafi przynieść niesamowite rezultaty. Fascynacja jednym modelem w tym przypadku zaowocowała stworzeniem najmocniejszego, najszybszego i poddanego najdalej idącym przeróbkom Nissana 200SX w Polsce.

Tytułowe 381SX odnosi się do liczby koni mechanicznych pod maską, ale czerwony pocisk oferuje znacznie więcej atrakcji.

Reklama

Poszukiwany, poszukiwana

Wyprawa do naszych zachodnich sąsiadów miała za cel znalezienie i przywiezienie zdrowego oraz prostego 200SX-a S13, którego będzie można nasycić soczystą dawką tuningu bez konieczności dokonywania uprzednio szeroko zakrojonych napraw blacharskich. Szczęście czasem sprzyja nie tylko lodożercom, i tak nietknięty nawet ząbkiem rdzy Nissan trafił w dobre ręce polskich tunerów.

Na początku "dłubano" seryjny silnik oznaczony symbolem CA18DET - oczywiście po przeprowadzeniu stosownego remontu i doprowadzeniu go do stanu idealnego. Większa turbosprężarka T28BB pobrana z S14a zdecydowanie poprawiła zasilanie motoru w powietrze, poza tym silnik poddano standardowemu zestawowi ulepszeń w postaci intercoolera Iveco, pompy Walbro oraz przelotowego wydechu o średnicy 2,8 cala.

Temat strojenia podjął Jarkowy - znany specjalista od Nissanów i właściciel dwóch Skyline'ów. Przy doładowaniu równym 1,2 bara auto uzyskało wynik 13,41 s podczas inauguracji sezonu ćwierćmilowego na Bemowie. Wkrótce potem postanowiono, że jest to o wiele za mało i należy "pojechać na grubo".

Co tam w silniku?

Całkowita szkoda wypadkowa pewnego 200SX-a z serii S14 stała się przyczynkiem do rozpoczęcia totalnej przebudowy skromnie wyglądającego coupe. Wszystkie jego "wnętrzności" w postaci silnika, skrzyni, zawieszenia i tylnego mechanizmu różnicowego o zwiększonym tarciu przełożono do starszej karoserii.

Zanim jednak elementy na stałe zagościły w opisywanym pojeździe, skorzystano z okazji i doposażono silnik w układ tłokowo-korbowy z kutych stopów. Tłoki JE Pistons i korbowody Eagle mają wytrzymać moc ponad sześciuset koni mechanicznych. W głowicy silnika wykonano tzw. porting kanałów, co oznacza powiększenie ich przepływowości. Koło zamachowe firmy Denso okazało się aż o 10 kilogramów lżejsze od oryginału, co w samochodzie o sportowym charakterze ma niebagatelne znaczenie. Dzięki 3-spiekowemu sprzęgłu nie trzeba martwić się o spalenie go podczas ruszania, a raczej o kondycję swojej lewej nogi.

Podwójne pssss...

Turbosprężarka Garrett GT30/40 z potencjałem sześciuset koni to tak potężne urządzenie, że wymagało zamontowania dwóch zaworów upustowych (blow-off) w układzie dolotowym. Dzięki temu, uwielbiany przez tunerów syk po odpuszczeniu gazu odzywa się z podwójną siłą. Ciśnienie upuszczają zawory Blitz i The Sun, a paliwo rozpyla się w cylindrach dzięki wtryskiwaczom Denso 900. Planowane doładowanie i moc prawie 400 KM wymusiły montaż bardzo dużego intercoolera o wymiarach 700 x 300 x 100 mm - nie obyło się zatem bez przemodelowania przedniego zderzaka w taki sposób, aby druga chłodnica mogła być skutecznie owiewana przez powietrze podczas jazdy. Ręczny regulator ciśnienia paliwa i wydajna pompa Walbro dbają, by nigdy skład mieszanki nie był zbyt ubogi, bo w wysilonej jednostce napędowej byłoby to zabójcze. Wydech pozostał przelotowy, zakończony jednym tłumikiem El-Tec. Przez całą długość jego średnica to 71 mm.

W takim zestawieniu samochód potoczył się do piaseczyńskiej firmy Tomaracing, gdzie rozpoczęto skomplikowaną procedurę strojenia tak mocno przerobionego silnika przy użyciu zewnętrznego sterownika SMT-6. Pierwsze próby z doładowaniem rzędu 0,8 bara pozwoliły na stworzenie "mapy", na której osiągana moc to 298 KM, natomiast moment obrotowy - 392 Nm. Nie był to jednak koniec apetytu. Następna mapa przewidywała ciśnienie doładowania 1,3 bara - do takiego silnik został dostosowany. Pomiar na hamowni dał rewelacyjne wyniki: 381 KM i 442 Nm. Dzięki temu przyspieszenie od 0 do 100 km/h wynosi 4,2 s, a od 0 do 200 km/h - 13,6 s! Czas przejazdu 1/4 mili spadł do 12,73 s i na pewno nie jest to ostatnie słowo!

Obecnie tworzy się mapa na jeszcze wyższe doładowanie, którego celem jest osiągnięcie ponad 400 KM i 500 Nm, a wszystko to w seryjnym, ulicznym samochodzie o pojemności zaledwie dwóch litrów.

Lansik

Zwykle przy tak kompleksowej przebudowie trudno powstrzymać się od lekkiego odświeżenia i poprawienia fabrycznego wyglądu, mimo że stary 200SX już seryjnie był naprawdę urodziwy. Jednak osiemnastocalowe felgi BBS skręcane z dwóch części dodały czerwonej bestii sporo szyku. Z przodu szerokość szpulek wynosi 8,5 cala, a wymiar opon - 235/40 R18. Tył to prawdziwy hardcore - 10,5 cala szerokości z oponą w rozmiarze 275/35 utrzymują przyczepność tej fabryki mocy do podłoża. W zawieszeniu pracują sprężyny H&R i amortyzatory z regulacją twardości Koni. Wspomagają je rozpórki kielichów, znacznie podnosząc sztywność nadwozia.

Mając "glebę i fele" trzeba było popracować trochę nad wyglądem karoserii. Co ciekawe, auto zostało polakierowane zaledwie na dwa dni przed sesją zdjęciowa i lakier nie został jeszcze nawet spolerowany po położeniu! Zdjęcia nie oddadzą ognistoczerwonego odcienia karoserii - samochód świeci własnym światłem w tłumie monotonnie polakierowanych aut. Czarny dach z czarnymi szybami tworzy wrażenie kabiny niczym w myśliwcu.

Nie ma także zastrzeżeń do wnętrza. Mała kierownica z logiem Nismo ułatwia pewny chwyt, natomiast luksusowe siedzenia to nie jakieś byle sportowe kubełki, tylko seryjnie montowane fotele z Nissana S14, tutaj pokryte skórą. Dodatkowe wskaźniki Greddy monitorują wartość ciśnienia doładowania i temperatury gazów spalinowych, a ten sporych rozmiarów wyświetlacz u dołu konsoli środkowej to nie wypasiony model radia prosto z Japonii, tylko elektroniczny sterownik doładowania APEXi AVCR.

Lans jest murowany, bo piękny i niesamowicie szybki Nissan przeżywa drugą młodość po kilkunastu latach od wyprodukowania. Niektóre auta mają szczęście trafić w najlepsze ręce. Teraz można by pomyśleć nad oznaczeniem "400SX".

Dowiedz się więcej na temat: silnik | nissan

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama