Brutal w rodzinie...

Tylnosilnikowe porsche są szanowaną, wielopokoleniową rodziną. Wszystkie były wychowywane żelazną dyscypliną typową dla tradycyjnych niemieckich domów.

Ale któregoś razu bokser z Zuffenhausen pojechał na wycieczkę do Szwajcarii. Gdy wrócił do domu, już nic nie było takie jak przedtem... Oto porsche sportec SP 580.

Reklama

Klasyczne 911 jest autem kultowym, i nie ma w tym żadnej przesady. To uznany supersamochód, który w każdym wydaniu zachwyca sportowym zachowaniem i onieśmiela swoim silnym charakterem. Niektórzy mówią, że jest prawdziwym majsterszykiem zimno wykalkulowanej inżynierii, co go odróżnia od włoskich wyścigowych legend, grzeszących swobodnym podejściem do tematu trwałości i jakości wykończenia. Może stąd niepisana zasada, że ferrari czy maserati są "święte" i nie wolno ich modyfikować. Miliony "tifosi" nie mogą się mylić - silniki z Maranello faktycznie mogłyby nie znieść dodatkowej porcji koni mechanicznych...

Natomiast flat-six z fabryki Porsche jest wykonany z takim zapasem solidności, że nie straszne są mu dodatkowe kuracje wzmacniające. Dzięki temu, na przestrzeni lat, wyrosły firmy prześcigające się w robieniu z Porsche aut przerażająco szybkich.

Jedną z takich ewolucji jest dzieło szwajcarskiej firmy Sportec. Na bazie fabrycznego 997 Turbo, które notabene jest samochodem bardzo szybkim, stworzyli prawdziwego brutala przesyconego motoryzacyjnym testosteronem. Modyfikacje w dolocie, wydechu i wirnikach turbin zaowocowały podniesieniem mocy z 480 do 580 KM oraz maksymalnego momentu obrotowego z 620 do 760 Nm. Sto kucyków i prawie półtorej setki niutonometrów samo w sobie wystarczyłoby do żwawego poruszania niezbyt dużego samochodu.

Dowiedz się więcej na temat: porsche

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje