Mają już 25 lat. Dziś są prawdziwymi legendami

O tych autach marzą kolekcjonerzy. 25 lat temu nikt o nich nie słyszał!

Już za kilkanaście dni rozpocznie się międzynarodowy salon motoryzacyjny w Genewie. Jak co roku na imprezie zadebiutują dziesiątki pojazdów, które w najbliższej przyszłości kształtować będą krajobraz europejskich dróg.

Reklama

Chociaż większość miłośników motoryzacji przybędzie do Szwajcarii po to, by zapoznać się z najnowszymi światowymi trendami, nie brakuje i takich, których - bardziej niż współczesne pojazdy - interesują samochodowe klasyki.

Przy okazji salonów w Paryżu, Genewie, Frankfurcie czy Detroit często słyszy się, że część z prezentowanych aut przejdzie do historii motoryzacji. Wbrew pozorom, nie jest to wcale pusty slogan. Wiele z pojazdów mających dziś status kultowych swój światowy debiut zaliczyło właśnie na tego typu imprezach. Przykładów nie trzeba wcale daleko szukać. Wystarczy, że cofniemy się w pamięci zaledwie o 25 lat...

W 1989 roku, gdy w Polsce wszyscy z zapartym tchem śledzili przetaczające się przez nas kraj ustrojowe zmiany, fani motoryzacji - jak dziś - szykowali się na salon genewski. Jakie pojazdy miały wówczas swoją światową premierę?

Dokładnie ćwierć wieku temu w Szwajcarii zadebiutował np. wielbiony przez fanów Mercedesa model SL typoszeregu R129. Następca R107 był techniczną hybrydą popularnej 190-tki (od typoszeregu W201 zapożyczono m.in. tylne zawieszenie) i większego W124 (część jednostek napędowych). Auto zapierało dech nie tylko niezwykle elegancką stylistyką ale i innowacyjnymi rozwiązaniami technicznymi. Zastosowano w nim m.in. składany elektrohydraulicznie miękki dach i tzw. windshaft - wysuwany pionowy panel mający chronić pasażerów przed wiatrem.

W 1989 roku w Genewie zaprezentowano też inny pojazd, na widok którego wzdychają dziś kolekcjonerzy na całym świecie. Stoisko Lotusa rozświetlał wówczas model będący rękawicą rzuconą BMW M5 - zbudowany w oparciu o popularny model Opla - Lotus Omega. Samochód od początku miał być najszybszym rodzinnym sedanem świata. By podołać temu zadaniu konstruktorzy Lotusa rozwiercili oplowski sześciocylindrowy silnik o pojemności 3,0 l do przeszło 3,6 l. Jednostka wyposażona została w dwie turbosprężarki Garrett T25 - takie rozwiązanie powalało zminimalizować zjawisko tzw. "turbodziury". Ostatecznie silnik mógł się pochwalić mocą 377 KM i maksymalnym momentem obrotowym 568 Nm.

Napęd przekazywany był na koła tylnej osi za pośrednictwem sześciostopniowej, ręcznej skrzyni biegów (5 biegów i nadbieg) i mechanizmu różnicowego o ograniczonym uślizgu. Auto przyspieszało do 100 km/h w 5,3 s i osiągało prędkość maksymalną 283 km/h. Samochód produkowany był jako Lotus Omega, angielski Vauxhall Lotus Carlton i - przygotowany na niemiecki rynek - Opel Lotus Omega. Łącznie powstało jedynie 950 egzemplarzy. Samochody w dobrym stanie wyceniane są dziś na około 50 tys. euro.

W 1989 roku swoją obecność w Genewie mocnym akcentem podkreślili też Włosi. Lancia zaprezentowała wówczas święcącą triumfy na rajdowych trasach Deltę w nowej wersji - Integrale 16V. By pomieścić większą, 16-zaworową głowicę konstruktorzy musieli przemodelować kształt maski. Silnik wyposażono w większe wtryskiwacze i turbosprężarkę Garrett T3 o niskiej bezwładności. Powietrze tłoczone było do kolektora dolotowego za pośrednictwem dużego, wydajnego intercoolera. Dzięki tym rozwiązaniom jednostka mogła pochwalić się mocą 200 KM (przy 5500 obr./min) i maksymalnym momentem obrotowym 298 Nm (przy 3000 orb./min). Napęd przenoszony była wszystkie koła w proporcjach 47 proc. do 53 proc. z przewagą osi tylnej.

Sportowy debiut Lancii Delta Integrale 16V miał miejsce w 1989 roku na asfaltowych trasach Rajdu Sanremo. Jadąca Lancią załoga Massimo Biasion/Tiziano Siviero - podobnie jak rok i dwa lata wcześniej, jeszcze autem z głowicą 8-zaworową - nie dała rywalom żadnych szans. W 1989 roku Biasion zdobył również tytuł mistrza świata, używający różnych wersji Delty espół Lancii dominował w klasyfikacji konstruktorów nieprzerwanie w latach 1987-1992, a więc sześć lat z rzędu!

W 1989 roku w Genewie zaprezentowano też wzbudzającą dziś ogromne zainteresowanie kolekcjonerów Alfę Romeo SZ z niebagatelnym nadwoziem projektu Zagato. Dwuosobowe auto - oferowane jako coupe (model SZ) lub roadster (model RZ) - zbudowano w oparciu o podzespoły modelu 75. Samochód napędzany był silnikiem V6 o pojemności 3,0 l. Jednostka rozwijała moc 210 KM i maksymalny moment obrotowy 245 Nm. Silnik umieszczono z przodu, jednak skrzynia biegów znajdowała się przy tylnej, napędzanej osi. Takie rozwiązanie, zwane transaxle, pozwało na lepsze rozłożenie masy między osiami. Ponadto - również ze względu na rozkład mas - tarcze hamulcowe nie znajdowały się przy kołach, ale przy skrzyni biegów.

Nadwozie Alfy Romeo SZ wykonane było w całości z kompozytów. Auto oferowane było jedynie w trzech kolorach: Żółtym, czerwonym i czarnym. Łącznie zbudowano około 1000 egzemplarzy modeli SZ i RZ. Jedynie 284 sztuki, które są dziś prawdziwą gratką dla kolekcjonerów, trafiły do klientów w wersji z otwieranym dachem.

Mało kto zdaje sobie sprawę z faktu, że z salonem w Genewie mocno splatają się też dzieje amerykańskiej motoryzacji. W 1989 roku w Szwajcarii Amerykanie zaprezentowali model, który tchnął nowego ducha w nieco zapomnianą wówczas Corvette. To właśnie na salonie genewskim zadebiutowała pierwsza w historii Corvette w wersji ZR1. Tym modelem Chevrolet przypomniał wszystkim, że Corvette nie jest tylko "szosową kanapą" dla podstarzałych tatusiów, ale "sportowcem" z prawdziwego zdarzenia. Samochód napędzany był benzynowym V8 o pojemności przeszło 5,7 l i - w najmocniejszej wersji - osiągał moc aż 405 KM.

PR

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje