Mazda 6. Samochód z "pakietem filozoficznym"

Rzadko sięgamy po to słowo, ale tym razem wypowiemy je bez chwili wahania: ona jest naprawdę PIĘKNA. Kto?

Najnowsza Mazda 6, którą otrzymaliśmy właśnie do testów. Lekka, zgrabna, dynamiczna, wysmakowana, swoimi liniami bardziej przypominająca rasowe coupe niż zwykłego sedana. Stylistyczny majstersztyk, godny najlepszych włoskich projektantów form przemysłowych. Aż trudno uwierzyć, że narodził się w Japonii, gdzie względy estetyczne zazwyczaj ustępują miejsca wymogom funkcjonalności, ekonomii i techniki.

Reklama

Wzorowana na koncepcyjnym modelu Takeri Mazda 6 zachwyca nie tylko urodą. Imponuje również pokaźnymi rozmiarami: 4864 mm długości, 1840 mm szerokości, 1450 mm wysokości. Jest zatem wyraźnie dłuższa, a przy tym nieco węższa i niższa od Volkswagena Passata, dystansując niemieckiego rywala pod względem rozstawu osi (2830 mm wobec 2712 mm).

Zachwyceni zewnętrzną prezencją samochodu naciskamy przycisk na klamce (system bezkluczykowy), by wsiąść wreszcie do wnętrza. Dominuje tu czerń, gdzieniegdzie przetykana srebrem. Niektórzy mogą uznać taką kolorystykę za ponurą, my jednak nazwalibyśmy ją po prostu elegancką. Doskonałe wrażenie potęgują wysokiej klasy miękkie materiały i nienaganne spasowanie poszczególnych elementów. Pokryty skórą, sterowany elektrycznie, z pamięcią ustawień, fotel kierowcy jest komfortowy i, jak przekonamy się później, świetnie podtrzymuje ciało w zakrętach. Szkoda, że nie daje się odsunąć bardziej do tyłu, dla wygody wysokiego kierowcy.

Za poręczną, wielofunkcyjną kierownicą widnieją trzy okrągłe wskaźniki: pośrodku duży prędkościomierz, po lewej obrotomierz, a po prawej... Zarysowany okrąg, zegarowa podziałka... hm, no właśnie? Dopiero po wciśnięciu przycisku uruchamiającego silnik okazuje się, że jest to wyświetlacz komputera pokładowego. Trochę dziwne rozwiązanie i jakby marnotrawstwo miejsca, zwłaszcza, że w tym zestawie brakuje wskaźnika temperatury silnika. Jest tylko podświetlona na niebiesko ikona, gasnąca po rozgrzaniu się jednostki napędowej.

No to czepiajmy się dalej. Elektroniczny zegar umieszczono tak nisko, że sprawdzenie godziny wymaga oderwania wzroku od drogi. Pokrętła regulacji klimatyzacji są niewygodne w obsłudze. Pewnej wprawy wymaga także dżojstik służący do sterowania systemem informacji i rozrywki. Samochód (nawigacja, komputer) przekazuje komunikaty w kilku językach, m.in. fińskim i portugalskim, ale nie w polskim. Niewielkie rozmiary szyby tylnej i tylnych bocznych sprawiają, że widoczność z wnętrza pojazdu jest bardzo ograniczona. Na szczęście testowany samochód został wyposażony w ułatwiającą manewrowanie kamerę cofania, z której obraz przekazywany jest na centralny wyświetlacz. Nie zaszkodziłoby jednak, gdyby ekran ten był większy (ma przekątną 5,8 cala), a sam obraz - nieco wyraźniejszy.

Duży rozstaw osi sugeruje, że osoby podróżujące na tylnej kanapie będą miały mnóstwo miejsca. Rzeczywiście jest tam przestronnie, chociaż stromo opadający dach odbiera sporo przestrzeni nad głowami, a wysoki pasażer siedzący za równie wysokim kierowcą odczuje ciasnotę na wysokości nóg.

Bagażnik Mazdy 6 ma 489 litrów pojemności, regularne kształty, a jego funkcjonalności nie ograniczają zawiasy klapy, które kryją się w bocznej tapicerce kufra. Jest za to płytki i bardzo długi, co w pewnych sytuacjach okaże się zapewne niewygodne. Po złożeniu oparcia tylnej kanapy - za pomocą cięgien umieszczonych w bagażniku - powstaje całkowicie płaska powierzchnia załadunkowa.

Maska testowanej przez nas Mazdy 6 kryje topowy w ofercie silnik wysokoprężny o pojemności 2.2 litra i mocy 175 KM. Jazda tak napędzanym samochodem to prawdziwa przyjemność. Auto jest szybkie, dynamiczne, a dzięki sprężystemu zawieszeniu i nie nadmiernie wspomaganemu układowi kierowniczemu bardzo pewne w prowadzeniu. Uwagę zwraca dobre wyciszenie wnętrza kabiny. Sześciobiegowa manualna skrzynia biegów działa bez zarzutu, choć operowanie jej lewarkiem wymaga zauważalnego wysiłku. Niewykluczone, że przyczyną tego jest znikomy przebieg przekazanego do testów pojazdu.

Mazda 6 to auto naszpikowane nie tylko nowoczesną technologią, ale również... filozofią. Skyactive, czyli moc, lekkość i oszczędność. Jinba Ittai, czyli jedność człowieka i maszyny. Kodo, czyli inspiracja pięknem, harmonią i siłą natury. Zoom-zoom, czyli idea stworzenia samochodu dokładnie takiego, jak oczekuje kierowca. Być może zabrzmi to irracjonalnie, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że w przypadku wspomnianego japońskiego sedana powyższe określenia nie są czczymi marketingowymi sloganami.

Aby zejść na ziemię, zajrzyjmy do cennika. Mazda 6 w najwyższej, naprawdę bardzo bogatej wersji wyposażenia SkyPassion i z silnikiem Diesla 2.2 175 KM kosztuje 136 700 zł. Oddzielnie płatne dodatki w testowanym egzemplarzu to jedynie lakier metaliczny (2300 zł) i nawigacja (2000 zł). Razem - 141 000 zł. Sporo, ale samochód wart jest takich pieniędzy. Choćby ze względu na swoją urodę i "pakiet filozoficzny", które sprawiają, że szybko zapomnimy o wymienionych wyżej drobnych mankamentach.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje