Lancer na czwórkę z plusem

Kilka dni temu z nieukrywanym żalem musieliśmy pożegnać się z "naszym" lancerem. Czas półrocznego testu dobiegł końca.

Przez ten czas zżyliśmy się z tym japońskim kompaktem, mieliśmy również okazję poznać wszystkie jego dobre i słabsze strony. I już wiemy dlaczego lancer sprzedaje się jak świeże bułeczki.

Reklama

Przypomnijmy. Do naszej redakcji trafił lancer w wersji sportback (czyli hatchback) napędzany benzynowym silnikiem 1.8 o mocy 143 KM w wersji wyposażeniowej Invite. Obecnie w salonie takie auto kosztuje standardowo 69 740 zł, ale Mitsubishi powszechnie stosuje rabaty. Obecnie na lancera wynosi on 6 tys, więc cena spada do 63 740. Doliczyć trzeba oczywiście 1890 zł za lakier metaliczny, co daje nam kwotę 65 630 zł.

W zmian dostajemy samochód z 5-biegową, manualną skrzynią biegów, poduszkami (w tym kolanową) oraz kurtynami powietrznymi, automatyczną klimatyzacją, pełną elektryką, tempomatem, światłami przeciwmgielnymi, czujnikiem deszczu oraz układem ESP (który u Mitsubishi nazywa się ASTC). Oczywiście lista wyposażenia jest pokaźniejsza, tutaj wymieniliśmy jedynie najważniejsze pozycje.

Dłuższe obcowanie z samochodem pozwala znaleźć wszystkie jego dobre i złe strony. Za co więc można pochwalić lancera? Na uwagę zasługuje wysoka bezawaryjność. Ktoś może powiedzieć, że pół roku i kilkadziesiąt tysięcy przejechanych kilometrów to nic, że podczas takiej eksploatacji wręcz nic nie ma prawa się zepsuć. Niestety, praktyka wskazuje na coś innego. Czasem nawet w ciągu tygodniowego testu coś zaczyna stukać w zawieszeniu, a komputer zaczyna wypisywać niepokojące komunikaty.

W lancerze nic takiego nie miało miejsca. Nasze subiektywne odczucia i spostrzeżenia potwierdzone zostały przeglądem gwarancyjnym po 20 tys. km oraz ścieżką diagnostyczną. Badanie wykazało jedynie nierównomierne zużycie hamulców (różnica w sile hamowania sięgała 20 proc, dopuszcza się 30) oraz ubytek oleju (jednak nie poniżej minimum).

Lancer jest solidnie zmontowany, dzięki czemu kierowcy nie drażnią żadne skrzypienia czy piszczenia (nawet podczas sporych mrozów). Wnętrze wykonano z materiałów dobrej jakości, chociaż plastiki są nieco twarde. Bagażnik ma regularne kształty (choć jest nieco płytki), a jego pojemność można łatwo zwiększyć składając oparcia dzielonej tylnej kanapy.

Na pochwałę zasługują również światła. W tej wersji wyposażenia nie są one ksenonowe, ale dają bardzo jasne światło. Przydałyby się tylko spryskiwacze. Zawieszenie zestrojono bardzo poprawnie, mimo że standardowe (w wyższych wersjach wyposażeniowych jest sportowe) to zapewnia dobre czucie drogi.

Po stronie atutów lancera wypada zapisać również stylizację. Szczególnie przednia część samochodu, dzięki nietypowej osłonie chłodnicy, przyciąga wzrok. Z tyłu jest już nieco gorzej, spore połacie metalu nieco psują ogólne wrażenie, ale całość mimo wszystko ocenić trzeba pozytywnie.

Ambiwalentne uczucia rodzi układ napędowy. Chociaż lancer bezwzględnie kojarzy się z napędem 4x4, to jednak w "cywilnych" wersjach napędzane są tylko koła przedniej osi. W testowanym samochodzie zamontowany był silnik 1.8 o mocy 143 KM. Jednostka zachwyca kulturą (na wolnych obrotach o jej pracy informuje właściwie jedynie obrotomierz), ale rozczarowuje osiągami. 143 KM to dużo, wg danych fabrycznych, lancer rozpędza się do 100 km/h w 10,3 s. Prędkość maksymalna wynosi 196 km/h.

W praktyce kierowca spodziewa się większych wrażeń z jazdy. Wykrzesanie z silnika więcej mocy wymaga wyższych obrotów (na biegach IV i V i tak jest raczej... dostojnie), a to niesie określone konsekwencje - rośnie zużycie paliwa oraz hałas. Szkoda, że Mitsubishi nie zdecydowało się na zastosowanie skrzyni sześciobiogowej, co rozwiązałoby oba te problemy.

A jeśli już jesteśmy przy zużyciu paliwa - Japończycy zapowiadają, że w mieście lancer zużywa 10,5 l benzyny na 100 km i..., jak mało który producent, mówią prawdę! Z kolei w trasie zużycie paliwa w największej mierze zależy od stylu jazdy, ale nie ma problemu z uzyskaniem wartości 8 l/100 km.

A co możemy w lancerze zapisać po stronie minusów? Przede wszystkim pozycję za kierownicą. Regulowana tylko w jednej płaszczyźnie kierownica do niedawna była standardem w japońskich samochodach. Obecnie sytuacja się zmienia, jednak Mitsubishi pozostało wierne temu zwyczajowi. W efekcie często jest coś nie tak, albo siedzimy za daleko od kierownicy, albo... z podkurczonymi nogami.

Do wpadek ergonomicznych trzeba zaliczyć również zbyt krótki podłokietnik, który w efekcie nie spełnia swojego zadania oraz... przycisk sterowania komputerem, który zamiast na kierownicy znajduje się w przypadkowym miejscu deski rozdzielczej i w dodatku jest niepodświetlony!

Nie wszystkim spodoba się również bardzo mocne wspomaganie kierownicy, które może wywołać wrażenie lekkiej nerwowości auta. Lekko kręcąca się kierownica jest zaletą podczas manewrowania, ale podczas szybszej jazdy może nieco przeszkadzać.

Podsumowując naszą półroczną przygodę z lancerem... Kompakt mitsubishi to przyzwoicie wykonany samochód, który kusi stosunkowo niską ceną, bogatym wyposażeniem, ciekawą stylistyką i bezawaryjnością. Gdyby skrzynia miała 6 biegów, a kierownica regulację w dwóch płaszczyznach, to śmiało można by postawić piątkę. A tak będzie tylko czwórka. Ale z plusem!

Zostań fanem naszego profilu na Facebooku. Tam można wygrać wiele motoryzacyjnych gadżetów oraz już niebawem... samochód na weekend z pełnym bakiem! Wystarczy kliknąć w "lubię to" w poniższej ramce.

Dowiedz się więcej na temat: jazdy | paliwa | kierownica | mitsubishi | czwórka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje