Tragiczny wypadek na Słowacji. Jeden z Polaków prawomocnie skazany

Słowacki sąd wydał pierwszy prawomocny wyrok w sprawie głośnego wypadku, do którego doszło cztery lata temu na Słowacji. W wyniku brawurowej jazdy Polaków doszło do zderzenia, w którym zginął 57-letni, niewinny kierowca skody.

Do głośnego wypadku z udziałem Polaków doszło we wrześniu 2018 r. na Słowacji. Kierowcy porsche (Porsche Cayenne Turbo), mercedesa (Mercedes-AMG C 43 Coupe) i ferrari (Ferrari 458 Italia) wyprzedzali inne samochody w niedozwolonym miejscu. W wyniku brawurowej jazdy doszło do zderzenia porsche ze skodą. Słowacka prokuratura nie ograniczyła się jednak do postawienia zarzutów jedynie kierowcy porsche. Usłyszeli je też pozostali uczestnicy wyścigu.

Wypadek Polaków na Słowacji

Śledztwo wykazało, że 27-letni kierowca jechał ferrari z Dolnego Kubina. Za nim 42-letni Polak jechał porsche cayenne. Obaj rozpoczęli wyprzedzanie kolumny samochodów w miejscu, gdzie zakazuje tego ciągła linia. W pewnej chwili kierowca porsche uderzył w jadące przed nim ferrari, które zwolniło i wróciło na swój pas. Kierowca porsche jednak nie zdołał już tego zrobić i doprowadził do czołowego zderzenie z jadącą w przeciwnym kierunku skodą fabią, którą prowadził 57-latek, mieszkaniec rejonu Dolnego Kubina. Kierowca skody zmarł.

Reklama

W październiku 2021 r. Marcin L., czyli kierowca porsche, usłyszał zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Jemu grozi najwyższy wyrok. Słowacka prokuratura domaga się aż 20 lat więzienia, bo zdecydowała się postawić zarzuty zarezerwowane dla piratów drogowych, którzy dopuszczają się wyjątkowo poważnych przestępstw drogowych. 

W przypadku jadącego mercedesem prokuratura domaga się znacznie mniejszego wyroku - 3 lat pozbawienia wolności. Co prawda Łukasz K. nie zderzył się ze Skodą, ale prokurator uznał, że ma dowody na to, że K. brał udział w ulicznym wyścigu, wyprzedzał w niedozwolonym miejsca i również przyczynił się do tragicznego w skutkach wypadku.

Wypadek na Słowacji. Zapadł pierwszy wyrok

Ani Marcin L., ani Łukasz K. nie przyznali się do winy. Sąd ma zadecydować o ich losie po rozprawie, która ma się rozpocząć w czerwcu lub lipcu tego roku.

Jeszcze inna kara groziła jadącemu ferrari Adamowi Sz., dla którego prokurator w akcie oskarżenia domagał się 10 lat więzienia. Zarzutem, który postawiono Sz., było "dopuszczenie się świadomego narażenia ludzi na ryzyko śmierci lub poważnych obrażeń". Wiadomo już jednak, że taki wyrok w tej sprawie nie zapadnie.

Jak dowiedział się Onet, Adam Sz. współpracował z prokuratorem, co pozwoliło sądowi wydać wyrok w jego sprawie.

Prokurator nie zdradził, jaką karę wymierzono Polakowi. Niewątpliwie była ona jednak znacząco mniejsza niż pierwotnie zakładana w akcie oskarżenia (10 lat pozbawienia wolności). 

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: wypadek | kierowcy | sąd
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy