Cała prawda o autobusach...

Gdy tylko w szkołach zadźwięczy ostatni dzwonek, na obozy i kolonie wyjedzie nasza młodzież. Ponieważ w większości nie dysponuje ona własnymi środkami transportu, skorzysta z usług przewoźników.

Dla tych ostatnich nadchodzące trzy miesiące to okres największych żniw. Na drogi wytoczy się wszystko, co tylko ma aktualne badania techniczne i stawia mniejszą zasłonę dymną, niż ORP "Burza". Wyprzedzając smutne doniesienia o kolejnych wypadkach autokarowych, postanowiliśmy sprawdzić, jakim taborem dysponują nasi przewoźnicy. Wnioski, chociaż nie najgorsze, nie napawają optymizmem...

Reklama

Niewielkich, rodzinnych firm nie sposób jest kontrolować. Postanowiliśmy więc skupić się na sytuacji rozsianych po Polsce PKS-ów. Te, jak udało się nam ustalić, w większości podzielić można na dwie kategorie: A i B...

Do pierwszej grupy należą duże przedsiębiorstwa, zlokalizowane przeważnie w miastach wojewódzkich. Oprócz sprzedaży biletów - jeśli wykonują np. usługi transportu miejskiego - mogą też liczyć na samorządowe dotacje. Ze sprzętem nie jest w wówczas najgorzej. Jeśli tylko kadra kierownicza nie jest zdominowana przez "stare wygi" żyjące wspomnieniami "dobrych czasów", tragedii nie ma.

Podstawą sukcesu są tu jednak młodzi menadżerowie, którzy rozumieją już, że "druciarstwo" sprawdza się, być może u dentysty, ale nie w autobusie, którym podróżować ma 50 osób. Oczywiście, nie można mówić, że firmy takie to miejsca mlekiem i miodem płynące. Niemniej jednak, trzon floty stanowią w nich kilku-, bądź kilkunastoletnie pojazdy zagranicznych marek, które serwisowane na bieżąco nie powinny budzić niepokoju inspektorów ITD. Większość PKS-ów ma własne warsztaty naprawcze, te którym lepiej się powodzi prowadzą też pomoc drogową oraz sklepy z częściami do autobusów. Pracownicy biurowi nie muszą przynosić z domu własnych komputerów, w kuchni jest kawa, a w toalecie papier toaletowy...

Poza dużymi miastami istnieje jednak też Polska "B", a w niej sytuacja nie wygląda już tak różowo. Nie wszystkim PKS-om udało się wyjść z transformacji ustrojowej obronną ręką. Niektóre dodatkowo dotknięte zostały reformą administracyjną z 1998 roku, kiedy to z istniejących 49 województw uczyniono 16. Brak województwa oznaczał mniej pieniędzy dla powiatu, lokalne PKS-y odczuły to równie dotkliwie.

Czytaj dalej na następnej stronie

Dowiedz się więcej na temat: mowy | pojazdy | Nie | firmy | PKS

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje