Samochody bez benzyny to przyszłość?

Seryjne i prototypowe samochody elektryczne oraz superoszczędne pojazdy spalinowe można było obejrzeć w niedzielę na zorganizowanej przez Politechnikę Warszawską imprezie "Samochody elektryczne - pojazdy jutra?".

Imprezę rozpoczęła przejażdżka elektrycznym modelem firmy Mitsubishi, który jako pierwszy na świecie wszedł do seryjnej produkcji. I-MiEV-em przejechali się wicepremier Waldemar Pawlak i prezes PSE Operator Henryk Majchrzak. Samochód na co dzień służy we flocie PSE Operator.

Reklama

Mówiąc o perspektywach samochodów elektrycznych Pawlak podkreślił, że zwykły silnik benzynowy wykorzystuje 10 proc. energii zawartej w benzynie, przekładając ją na użyteczny ruch, natomiast wytworzenie prądu z węgla czy gazu to poziom sprawności rządu 50 proc. a silnik elektryczny ma sprawność rzędu 80 proc. "40 proc. energii pierwotnej jest wykorzystane na użyteczny ruch. Czyli bateria elektryczna jest cztery razy bardziej sprawna od klasycznego silnika spalinowego" - tłumaczył Pawlak.

Jak dodał, PSE Operator ma plan uruchomienia sieci punktów ładowania. "To pozwala nam lepiej bilansować zapotrzebowanie szczytowe systemu. Zwykle samochody ładowane są w nocy, kiedy zapotrzebowanie na energię jest mniejsze, a można do tego wykorzystywać energię ze źródeł odnawialnych, np. wiatru" - mówił Pawlak.

Wicepremier podkreślił, że użytkownik takiego samochodu może być częścią inteligentnej sieci, tzn. pobierać energię w nocy, magazynować ją, a kiedy już przyjedzie do pracy, jego samochód, stojąc na parkingu, może oddawać energię do sieci.

"Przy dużej liczbie samochodów wpływ może być bardzo znaczący. Być może zamiast budować nowe elektrownie, wystarczą tego typu dobrze zarządzane sieci, które mogą pracować w obie strony i rozliczać się z klientem za to, że magazynuje energię tanią a oddaję droższą. To już jest technicznie możliwe, choć dziś wymagałoby zainwestowania w dużą liczbę samochodów elektrycznych" - mówił Pawlak, podkreślając, że na razie barierą jest na razie bardzo wysoka ich cena.

Jak tłumaczył prezes Majchrzak, tego typu samochód ładuje się 8 godz. ze zwykłego gniazdka. "Większym problemem będzie zbudowanie miejsc do ładowania szybkiego, bo samochód potrafi w pół godziny naładować się w 80 proc., ale wymaga to bardziej specjalistycznej instalacji. Dziś takich punktów w Warszawie jest kilkadziesiąt, ale kiedy pojawią się bardziej konkurencyjne oferty tego typu samochodów i ich ceny spadną, to wtedy pojawi się cała sieć takich punktów" - ocenił Majchrzak.

Impreza jest częścią inauguracji 18. Międzynarodowej Konferencji Solid State Ionics (Joniki Ciała Stałego), organizowanej w tym roku przez Politechnikę Warszawską. Konferencja zgromadzi ponad 600 naukowców z całego świata, zajmujących się między innymi tematyką baterii litowych i ogniw paliwowych - czyli potencjalnie perspektywicznych źródeł energii dla samochodów elektrycznych.

Na PW można było jednak obejrzeć nie tylko pojazdy elektryczne. Członkowie Studenckiego Koła Aerodynamiki Pojazdów (SKAP) z Politechniki zaprezentowali swoje konstrukcje o napędzie spalinowym, jednoosobowe opływowe bolidy Kropelka i PAKS.

Jak podkreślali, w tym roku Kropelka na jednym litrze paliwa przejechała 659 km. Z kolei PAKS w klasie pojazdów miejskich na imprezie Shell Eco-marathon przejechał na jednym litrze 300 km. Zawody polegały na tym, że pojazd jechał po torze, ale co jakiś czas musiał się zatrzymywać, symulując ruch miejski.

Jak tłumaczyli Paweł Szulikowski i Tomasz Kołudzki ze SKAP, Kropelka ma gruntownie przebudowany i wyposażony w elektroniczny osprzęt silnik, pochodzący pierwotnie z kosy spalinowej. Z kolei silnik PAKS-a - również poddany licznym modyfikacjom - pochodzi ze skutera. Konstruktorzy podkreślali jednak, że po przebudowie są to praktycznie nowe konstrukcje.

Dowiedz się więcej na temat: samochody elektryczne

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama