Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

Tańsze paliwo za stanie w korkach?

Autor informacji: Paweł Rygas

No i się zaczęło. Mamy wrzesień a to oznacza, że przepełnieni optymizmem i wybitnie znudzeni wakacjami uczniowie powrócili do szkół.

Kliknij
Kliknij /Poboczem.pl

Oznacza to również, że definitywnie zakończył się czas urlopów, tłumy zregenerowanych i zrelaksowanych rodaków wyjechały na ulicę, by zjawić się na posterunku swojej niewolniczej pracy. Niestety, nikomu chyba nie udało się zrobić tego punktualnie.

Praktycznie w każdym większym mieście drogowcy postarali się o to, by wakacyjny nastrój i spokój, jaki udzielał się kierowcom prysnęły zaraz po opuszczeniu przydomowego parkingu. Większe miasta toną w powodzi korków. Dlaczego?

Z początkiem wakacji (i słusznie) na ulice wyległy ekipy remontowe. Ponieważ jednak przez większość czasu nie robiły one nic prócz opalania się, nikogo nie dziwi fakt, że prac nie udało się zakończyć. Co więcej, w niektórych miastach ruszyły one dopiero teraz, ponieważ jak to zwykle w Polsce bywa, ktoś czegoś nie dopilnował...

Efekt jest taki, że dziś rano przejazd przez np. Kraków zajmował ok. dwóch godzin, pod warunkiem, że nie natrafiło się po drodze na żadną stłuczkę, czy wypluwającego z siebie kłęby pary dużego fiata, który zbulwersowany sytuacją postanowił zaprotestować. Cóż, mieliśmy szczęście nie natknąć się dzisiaj na takie niespodzianki, więc udało nam się dotrzeć do pracy w zaledwie godzinę i czterdzieści minut...

Ponieważ na przemyślenia było sporo czasu zaczęliśmy się zastanawiać, jak ulżyć zestresowanym spóźnieniami kierowcom.

Nauczeni doświadczeniem doszliśmy do wniosku, że i tak nie ma sensu wściekać się na drogowców. W żółwim tempie będą oni robić swoje, nikt nigdy jeszcze z nimi nie wygrał. Podobnie nie ma też sensu wydzwaniać na policję, by rozładowywać swoje napięcie wrzeszcząc na Bogu ducha winnego dyżurnego, który siedząc 12 godzin na dobę przy trzeszczącym telefonie musi wysłuchiwać naszych żali za 1200 zł brutto. Jeśli nawet udałoby nam się dodzwonić, to z uwagi na poszerzający się kryzys w policji i tak nie będzie on miał pod ręką żadnego długopisu by zapisać zgłoszenie, a nawet jeśli wyśle policjantów by pokierowali ruchem, ich radiowóz również stanie w korku. Kompletny bezsens.

Skoro więc na godziny spędzane za kółkiem w stojącym samochodzie nie możemy nic poradzić, a pracodawcy co rano kręcą nosem na spóźniających się pracowników (co z kolei odciska się głębokim piętnem na naszych premiach) chcielibyśmy zaproponować pewne rozwiązanie. Otóż, nauczeni rajdowym doświadczeniem postulujemy wprowadzenie na terenach większych miast znanych z rajdów punktów kontroli przejazdu. W punkcie takim dyżurny pracownik organów odpowiedzialnych za dany odcinek drogi wystawiałby kierowcom dokument potwierdzający przejechanie przez nich określonej ulicy o określonej godzinie. Pracodawcy rozdawaliby podwładnym karty, a wbita w nie pieczątka drogowców wraz z wydrukiem z zegara potwierdzałaby, że pracownik rzeczywiście stał w korku, a nie np. zaspał.

Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że zorganizowanie takiego ogrzewanego (bądźmy humanitarni - wszak idzie zima) stanowiska z zegarem, drukarką, pieczątką i stolikiem co kilkadziesiąt metrów pociągnie za sobą pewne koszty. W akcję mogłyby się jednak włączyć np. koncerny paliwowe. Program lojalnościowy oparty na zniżkach za każdą przestaną w korku godzinę na pewno przypadłby do gustu kierowcom. Dlaczego niby pięciuset spędzonych w korku godzin nie wymienić na ciepły wełniany koc, który świetnie sprawdzi się w czasie zimowych postojów?

Z czasem można też pomyśleć nad rozstawieniem przy najbardziej zakorkowanych trasach telebimów wyświetlających ciągnące się podobnie jak korki telenowele, punktów z gastronomią i prasą wraz z bateriami toi toi, czy scen, na których miejscowe kapele prezentowałyby swoje umiejętności.

Kto powiedział, że stanie w korku musi być koszmarne?

ps.

O mały włos a zapomnielibyśmy dodać, że niezbędne jest również zainstalowanie przy ulicach dziesiątek nowych budek telefonicznych, bo jak powszechnie wiadomo rozmawianie przez telefon w samochodzie niesie za sobą śmiertelne zagrożenie. Dobrze byłoby również, gdyby ktoś pokusił się o obliczenie ile paliwa marnują tysiące stojących w korkach z zapalonymi światłami auta i doniósł o tym pokojowo nastawionym ekologom...

ródło informacji: Poboczem.pl

Więcej o:
paliwo

Dodatki

Warto zobaczyć


Twój komentarz może być pierwszy!

Piszesz jako Gość

znaków do wpisania: 4000

Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.

Informacje dodatkowe