Przeprosił, bo był w szoku?

Australijski polityk, Tony Abbot, lider miejscowej opozycji, jechał na służbowe spotkanie autostradą niedaleko Melbourne.

W pewnej chwili gwałtownie zahamował. Jadąca za nim ciężarówka omal nie staranowała samochodu Abbota. Całą sytuację przypadkiem zarejestrowały miejscowe media.

Zszokowany polityk publicznie pochwalił umiejętności kierowcy ciężarówki i przeprosił za to, że spowodował "bardzo nieprzyjemną sytuację".

U nas byłoby to niemożliwe i to bynajmniej nie z braku autostrad, lecz z całkiem innych przyczyn. Po pierwsze, liderzy największych polskich partii politycznych raczej rzadko sami prowadzą samochody, a już na pewno nie wtedy, gdy są w delegacji służbowej; ba, niektórzy chwalą się nawet, że nie mają prawa jazdy. Po drugie, w Polsce w takich sytuacjach zawsze winę ponosi kierowca auta, które uderza z tyłu poprzedzający je pojazd. Zarzuca mu się, że nie zachował odpowiedniej odległości, nie dostosował prędkości do warunków panujących na drodze, nie przewidział, iż samochód przed nim może niespodziewanie zahamować.

Po trzecie wreszcie, trudno wyobrazić sobie polskiego polityka, przepraszającego za spowodowanie jakiejkolwiek "nieprzyjemnej sytuacji". Musiałby bowiem przepraszać niemal codziennie i nie mamy tu na myśli wyłącznie incydentów w ruchu drogowym. No, chyba, że przeprosiny wynikałyby z szoku...

Oto ten film:

poboczem.pl
Dowiedz się więcej na temat: szok
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy