Mercedes przejechał 1 mln km, zawiódł tylko raz!

Mercedes W124 na dobre zapisał się na kartach motoryzacji jako synonim trwałości. Do utrwalenia jego legendy przyczyniły się historie takie, jak ta.

Prezentowany egzemplarz jest własnością Michael Nickl’a - wieloletniego pracownika fabryki Mercedesa w Sindelfingen. Samochód zakupiony został bezpośrednio od producenta w 1992 roku.

Reklama

Mimo pracowniczych zniżek, spłacający wówczas kredyt studencki Nickl nie mógł pozwolić sobie na żadne "ekstrawagancje". Wybór padł więc na podstawowy model z czterocylindrowym, wysokoprężnym silnikiem 2,0 l z "pancernej" rodziny OM601. Motor generujący 75 KM i 126 Nm zapewniał autu przyspieszenie do 100 km/h w 18,5 s i prędkość maksymalną 160 km/h. Lista wyposażenia dodatkowego objęła jedynie: drewniane dekory, elektrycznie przesuwany szyberdach, podłokietnik, radio, centralny zamek i - opcjonalne - zagłówki tylnej kanapy. W samochodzie nie ma nawet obrotomierza!

Początkowo Michael planował pojeździć swoim nowym Mercedesem przez - maksymalnie - rok i sprzedać go na rynku wtórnym, za kwotę większą, niż sam za niego zapłacił. Takie postępowanie do dziś jest bardzo popularne wśród pracowników wielu koncernów motoryzacyjnych. Pierwotne plany pokrzyżowały jednak najnowsze prace naukowe, z których wynikało, że silniki Diesla emitujące dużą ilość cząstek stałych przyczyniają się do powstawania chorób nowotworowych. Prasowe doniesienia poskutkowały skokową utratą wartości aut z silnikami wysokoprężnymi, więc Nickl zrezygnował ze sprzedaży samochodu. W efekcie leciwy Mercedes wozi swojego pierwszego właściciela po dziś dzień. W ćwierć wieku samochód pokonał dystans przeszło 1 mln kilometrów.

Jak można się było spodziewać, kierowca nie przypomina sobie, by jego Mercedes kiedykolwiek sprawiał jakieś poważniejsze problemy. Na przestrzeni lat samochód kilkukrotnie odwiedzał blacharzy (usunięcie ognisk korozji i konserwacja). Auto tylko raz (w 2003 roku) skorzystać musiało z nieplanowanej pomocy mechanika, gdy, przy przebiegu 445 tys. km, współpracy odmówiło fabryczne sprzęgło... Dla niebieskiego W124 pechowy był też rok 2004. Samochód miał wówczas "małą przygodę" - właściciel, przez roztargnienie, wjechał w tył innego pojazdu. W efekcie auto wymagało wymiany reflektorów, osłony chłodnicy i zderzaka. Za wyjątkiem tego ostatniego wszystkie części pochodziły ze złomowiska.

Podobnie, jak tysiące innych właścicieli W124, Michael Nickl’a, który wciąż pracuje w fabryce w Sindelfingen, podkreśla, że traktuje samochód w sposób typowo użytkowy. "Rzadko go myję" - dodaje z przekąsem.

Właściciel prowadzi jednak skrupulatną dokumentację wszystkich wydatków związanych z utrzymaniem pojazdu. Wynika z niej, że przez 25 lat wydał na swojego Mercedesa dokładnie 58 536 euro. Kwota obejmuje wszystkie przeglądy i naprawy. Jej lwią część stanowią jednak takie wydatki, jak chociażby ubezpieczenia. Na przestrzeni lat - oprócz wspomnianego zestawu sprzęgła - Mercedes otrzymał też nowe hamulce, alternator i pompę wody. Kolejnych 52 786 euro Michael wydał na olej napędowy. Z jego wyliczeń wynika, że średnie zużycie paliwa na dystansie 1 000 000 wyniosło równe 6 l.  

Nie musimy chyba dodawać, że - chociaż wizualnie daleko mu do ideału - samochód jest w pełni sprawny. Ostatnie obowiązkowe badanie techniczne przeszedł w sierpniu ubiegłego roku przy przebiegu 991 560 km.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje