Wybieranie samochodu

Samochodowe preferencje zależą od wielu czynników. O wyborze auta decyduje pozycja materialna nabywcy, rodzaj wykonywanej pracy, upodobania, przyzwyczajenia i w dużej mierze wiek człowieka. Znamy starszego pana jeżdżącego trabantem 1,1, który twierdzi, że posiada samochód idealny. Jeździ nim bez najmniejszej awarii prawie dziesięć lat i nie zamierza zamienić na inny. I wcale nie dlatego, że nie stać go na nowe auto. Po prostu wrósł w ten samochód, czuje się w nim jak wygodnych kapciach, wcale niepięknych, nieco przydeptanych, lecz wciąż nie do zdarcia.

Są kierowcy pozostający wierni marce samochodu. Za żadne skarby świata nie dadzą się namówić na żadne odstępstwo od dokonanego kiedyś wyboru. Musi być tylko volkswagen lub tylko audi, fiat, citröen, renault, względnie pojazd z innym jeszcze znakiem firmowym wybranym przed laty.

Reklama

Tradycjonaliści wierzą przy tym święcie, że ich firma jest najlepsza. Miewają na to argumenty nie do odrzucenia: "Panie, raz w życiu zmieniłem markę i po trzech tygodniach miałem wypadek! Wróciłem do swojej firmy"!

Odrębna grupa to zwolennicy silników wysokoprężnych. Tu już nie gra roli marka samochodu, lecz rodzaj silnika. Większość z nich twierdzi, że benzyniaki to tandeta. Przelecisz takim 100 tysięcy kilometrów i motor do kapitalnego remontu, po remoncie jeszcze pięćdziesiąt i na szmelc. A te małolitrażowe, które dają po 70. KM z jednego litra!? Wyżyłowane silniki jednorazowego użytku! Nie przekona się ich, że silniki benzynowe dają lepsze przyspieszenia, są coraz bardziej oszczędne w zużyciu paliwa i łatwiej dają się uruchomić w zimie. Oni po prostu kochają "diesle" i święcie wierzą w ich wyższość nad benzyniakami.

Jak rękawiczki natomiast zmieniają samochody zwolennicy nowoczesności, którym imponuje szybkość, przyspieszenia, sylwetka pojazdu, różne elektroniczne "bajery" na tablicy rozdzielczej. Uwielbiają silniki z turbodoładowaniem o najwyższej mocy, startujące z piskiem opon. Ta miłość do szybkości i nowoczesności nie zawsze idzie w parze z możliwościami finansowymi, więc często nie stać ich na nowe samochody. Kupują je z drugiej ręki, na giełdzie, okazjonalnie... I czasami paskudnie zostają oszukani. Wspaniałe auto po kilku tysiącach kilometrów okazuje się absolutnym wrakiem, którego nie opłaca się remontować, bywa też jeszcze gorzej, gdy kupią kradziony pojazd.

Takie wpadki zdarzają się najczęściej młodym ludziom. Kierowcy w wieku średnim, starsi w zdecydowanej większości nie przywiązują wagi do mocy silnika, maksymalnych prędkości pojazdu, przyspieszeń. Niektórzy jak ognia boją się nadmiaru elektroniki w samochodzie. Interesuje ich za to trwałość karoserii, jej żywotność, bezpieczeństwo bierne, niezawodność silnika, czas przebiegu do remontu. Nabywca starszy mniej ulega reklamie, akcentującej zazwyczaj cechy pojazdów interesujące młodych ludzi. Bardziej ufa bezpośrednim doradcom, kieruje się wskazaniami przyjaciół, sąsiadów lub zaufanych mechaników samochodowych.

Oczywiście, każda reguła ma wyjątki. W bardzo szybkich samochodach widuje się również starsze panie i panów. Na ogół jednak bardziej stateczny wiek skłania do wyboru samochodu o umiarkowanym temperamencie. Nie zauważyliśmy, by jakaś firma samochodowa reklamując swoje produkty uwzględniała upodobania starszych nabywców. Pewnie dlatego, że marketingiem i reklamą zajmują się na ogół młodzi ludzie.

Dowiedz się więcej na temat: upodobania | auto | silniki | kierowcy | Po prostu

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje