Nie przepłacaj za części. Możesz zaoszczędzić nawet 2/3 ceny!

Na to, że jedne samochody mają opinię tanich, a inne koszmarnie drogich w eksploatacji, składa się wiele czynników. Jednym z głównych - oprócz kosztów robocizny - są ceny części zamiennych.

Osoby żywo interesujące się motoryzacją wiedzą jednak doskonale, że utrzymanie niektórych aut, uchodzących w powszechnej opinii za "wymagające finansowo", nie musi być wcale drogie. Kluczem do sukcesu są w tym przypadku części zamienne, a dokładniej - wiedza co do tego, gdzie ich szukać.

Reklama

Proces produkcyjny współczesnego pojazdu przypomina zabawę klockami. Różne modele różnych marek składane są w różnych fabrykach z takich samych części pochodzących od tych samych podwykonawców. Postępująca unifikacja pozwala skrócić czas produkcji, może również mieć dobroczynny wpływ na nasze portfele.

Niestety, wiele osób nie wie, jak zbudowany jest samochód, co sprawia, że narażone są na ogromne wydatki, zwłaszcza jeśli naprawę auta powierzają Autoryzowanej Stacji Obsługi (ASO). Producenci pojazdów zdają się za to robić wszystko, by zarobić na nieuświadomionych klientach jak najwięcej.

Stosowanie własnych numerów referencyjnych części ma wprawdzie ułatwić pracę serwisantom, ale w rzeczywistości wprowadza też zamęt w głowach tych, którzy chcieliby ustalić, czy gdzieś indziej można kupić tańszy zamiennik...

Nie jest tajemnicą, że większość punktów dealerskich konkretnych marek utrzymuje się nie ze sprzedaży (marżę można naliczyć tylko raz, a sprzedaż nowych aut jest na niskim poziomie), lecz z obsługi samochodów (głównie gwarancyjnej, ale również pogwarancyjnej). Jasne jest więc, że z punktu widzenia ASO stosowanie własnych oznaczeń części jest wysoce wskazane. Czy takie działania są jednak zgodne z zasadami uczciwej konkurencji?

Z interpelacją dotyczącą tego problemu wystąpił do ministra gospodarki poseł Krzysztof Brejza. Parlamentarzysta przytacza przykład cen pompowtryskiwacza do silnika Volkswagena 2,0 TDI. Motor ten montowano nie tylko w volkswagenach, ale także w skodach, seatach, audi i mitsubishi. Ta część w salonie jednej z wymienionych marek kosztuje 2658 zł. W salonie innego producenta osiąga cenę prawie trzykrotnie wyższą - 6581 zł!

W związku z powyższym, parlamentarzysta poprosił ministerstwo o ustalenie, czy takie praktyki można uznać za zgodne z zasadami uczciwej konkurencji, i czy są one zgodne z polskim prawem (zwłaszcza z regulacjami dotyczącymi ochrony konsumentów) i unijnym (zwłaszcza z obowiązującym rozporządzeniem GVO 461/2010).

Ponadto poseł poprosi o rozstrzygnięcie, czy pracownicy ASO w przypadku opisanym powyżej powinni informować konsumentów o możliwości zastosowania tańszego zamiennika oraz o odpowiedź, jakie działania na rzecz zmniejszenia restrykcji nakładanych na właścicieli samochodów, co do sposobu i miejsca serwisowania pojazdów, podejmuje lub zamierza podjąć Ministerstwo Gospodarki.

Zawyżanie cen, w zależności od tego, jakim pojazdem klient udał się do ASO, to - niestety - powszechna praktyka. Za niewiedzę przychodzi często słono płacić.

Dla przykładu właściciele starszych modeli Alfy Romeo dobrze wiedzą o tym, by w salonie nie przyznawać się, jakim samochodem jeżdżą, a kupując części używać wyłącznie słowa "Fiat". Dlaczego? Np. przednie tarcze hamulcowe z cinquecento montowane były na tył do wybranych modeli Alfy - jest to fizycznie dokładnie ten sam element, od tego samego producenta, ale posiadający różne numery, wg Fiata i Alfy Romeo. I oczywiście różną cenę... Podobnie rzecz ma się np. z wieloma podzespołami stosowanymi przez koncerny PSA, Renault-Nissan, Volkswagen czy General Motors.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje