Kupili złom zamiast aut

Coraz więcej Polaków nie odbiera dowodów rejestracyjnych sprowadzonych pojazdów. W wielu urzędach na kierowców czeka po kilkaset dokumentów wydanych w ostatnich miesiącach.

Dlaczego tak się dzieje? Bo sprowadzone samochody okazywały się złomem, który bez poważnej awarii nie był w stanie przejechać nawet miesięcznego okresu na próbnym dowodzie rejestracyjnym. A gdy już do awarii dochodzi, naprawa samochodu jest nieopłacalna, wobec czego pechowy właściciel nie odbiera nowego dowodu, oszczędzając w ten sposób 49 zł.

Wśród samochodów, których dowody rejestracyjne nie zostały odebrane, przeważają kilkunastoletnie bmw czy volkswageny. Co się z nimi dzieje? Najczęściej zostały porzucone. Jeśli właściciel zadbał o uniemożliwienie identyfikacji (zabrał tablice, zatarł numery silnika i nadwozia), taki wrak w końcu zostanie usunięty na koszt państwa lub gminy.

Reklama

Od wejścia Polski do Unii Europejskiej do naszego kraju trafiało kilkaset tysięcy samochodów rocznie. W przeważającej mierze najtańszych, średnia deklarowana kwota zakupu (oczywiście w praktyce zaniżona) to około 2 tysięcy złotych. Połowa z nich w ogóle nie znalazła nowych nabywców.

Z tak masowego importu zadowoleni byli najbardziej Niemcy. Pozbywali się bowiem problemu złomowania wraków i jeszcze brali za to pieniądze. Nie narzekały również samorządy polskich miast i gmin, które z opłat rejestracyjnych urządziły sobie źródło stałego dochodu.

Tylko czy potem można się dziwić, że w 1000 wypadkach w Niemczech ginie 17 osób, a w Polsce... 112?! Tak to niestety jest, gdy jeździ się złomem, a nie samochodami...

A na koniec warto dodać jeszcze jedną rzecz. Przeciętny Polak nie jest fanem starego niemieckiego samochodu. On jest fanem nowego niemieckiego samochodu. A że go na niego nie stać, to wsiada do niemieckiego wraka...

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: złom
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy