Czy kierowców (i nie tylko) czeka dramat? Można się bać

Średnia cena ropy musiałaby zbliżyć się do poziomu z 2008 roku, by zagrozić wzrostowi globalnej gospodarki, ale szybki i duży skok cen tego surowca jest groźniejszy niż stopniowy wzrost - sądzą analitycy banku Morgan Stanley.

Ropa naftowa drożeje w reakcji na wydarzenia w Libii, których efektem - według doniesień - jest zmniejszenie podaży o 400 tys. baryłek dziennie (dzienna produkcja ropy w Libii wynosi ok. 1,8 mln baryłek dziennie; Libia ma największe rezerwy ropy w Afryce). Rynek obawia się też, iż niepokoje społeczne mogą się przenieść na inne państwa eksportujące ropę.

Reklama

"W ujęciu historycznym za każdym razem, gdy ropa drożała o 85-90 proc. rok do roku lub więcej występowała dotkliwa recesja, tak jak w latach 1975, 1980, 1990, 2000 i 2008, bądź też były poważne obawy o perspektywę wzrostu, jak w 1987 roku" - zauważa bank w czwartkowym komentarzu.

Przekroczenie progu 125 USD za baryłkę ropy w 2008 roku "zdusiło" wzrost notowań spółek akcyjnych. W obecnym cyklu próg może okazać się wyższy - ocenia MS, ponieważ otoczenie makro dla globalnej gospodarki jest obecnie lepsze niż w 2008 r., gdy gospodarka hamowała, a system finansowy był w tarapatach.

"Wprawdzie ryzyko dla wzrostu występuje, ale globalna gospodarka jest teraz w lepszym położeniu niż była w 2008 r., by poradzić sobie z ciężarem w postaci droższej ropy" - napisali analitycy banku.

Wskazują oni, iż w okresie drożejącej ropy rosną notowania spółek paliwowych, górniczych i energetycznych, zaś spada wycena spółek zależnych od wahań ekonomicznego cyklu gospodarki - np. spółek handlu detalicznego lub producentów towarów trwałego użytku.

Energia jest sektorem, który rośnie nie tylko w fazie wzrostu cen, ale średnio także przez 6 miesięcy od osiągnięcia przez ropę najwyższego poziomu cen. Cenowo zyskują także materiały i inne surowce.

Ponad średnią rosną też notowania spółek traktowanych przez inwestorów jako defensywne, jak np. telekomy, farmaceutyka i duże spółki świadczące usługi dla ludności. Rosnące ceny paliw szkodzą notowaniom spółek zależnych od sprzedaży towarów konsumpcyjnych, zwłaszcza tzw. uznaniowych, bez których konsumenci mogą się obyć na co dzień.

Spółki sektora finansowego i podstawowych artykułów konsumpcyjnych na ogół notowane są poniżej średniej w okresie poprzedzającym szczytowy punkt cen ropy, ale ich notowania poprawiają się po jego przekroczeniu - wynika z komentarza.

Nadwyżka niewykorzystanego potencjału produkcyjnego na rynku paliwowym zniknie do 2013 r. "nawet przy przyjęciu konserwatywnej prognozy wzrostu popytu" - stwierdzili autorzy komentarza.

Dowiedz się więcej na temat: ceny | Morgan Stanley | ropa naftowa | notowania | Nie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje