Cen paliw nie da się przewidzieć!

Światowy popyt i podaż uzasadniają systematyczny wzrost cen ropy naftowej, ale nie rosną one w sposób przewidywalny - wynika z analizy PKN Orlen, przedstawionej w piątek w NBP na seminarium pt. "Mechanizmy kształtujące ceny ropy naftowej i paliw".

Jak podkreślali uczestnicy dyskusji, z wieloletnich prognoz wynika, że zarówno popyt jak i podaż ropy będą rosły. "Prognozy wzrostu podaży są znacznie niższe od przewidywanego wzrostu popytu a to powoduje napięcie na rynku i wzrost cen" - mówił Wojciech Mroczek z Instytutu Ekonomicznego NBP. Zwrócił uwagę, że pod koniec stycznia - po trzyletniej przerwie - cena baryłki ropy przekroczyła 100 dol.

Reklama

Zdaniem Mroczka obecna sytuacja na świecie jest jednak inna niż na początku 2008 r. Główną przyczyną wzrostu cen ropy w 2008 r. była bieżąca sytuacja, obecnie wydaje się, że ważniejszymi przyczynami są oczekiwania - ocenił.

"Można oczekiwać, że ceny ropy będą rosły nieco wolniej niż w 2008 r. ale trwałość tendencji utrzymania się ich powyżej 100 dol. prawdopodobnie będzie większa niż przed trzema laty" - dodał Mroczek. Zwrócił też uwagę, że ma to szczególne znacznie dla polskiego konsumenta, bo wcześniej wzrost cen był nieco rekompensowany przez wzmacniającego się złotego; tymczasem teraz złoty się nie umacnia.

Autorzy analizy z PKN Orlen zwracali z kolei uwagę na to, że o cenie ropy decydują obecnie transakcje na rynku finansowym, a nie realny poziom popytu i podaży. "Od kiedy to rynek finansowy decyduje o cenie ropy, jej prognozy stały się mało wiarygodne" - mówił główny ekonomista PKN Orlen Adam Czyżewski.

"Rynek szuka miejsca do inwestycji, np. obligacje rządowe stały się niebezpieczne a gdzieś te pieniądze trzeba ulokować, dlatego trafiają one na rynki surowców, więc i ropy, przez to jej cena odrywa się od realnych fundamentów czyli poziomów popytu i podaży" - dodał Czyżewski.

Jego zdaniem bezpieczny przedział ceny - czyli taki, który wynika ze zbilansowania w okresie kilku lat zasobów ropy - obecnie wynosi 80-100 dol. za baryłkę i wartość ta jest zdeterminowana możliwą produkcją oraz fizycznym popytem na ropę, nie biorąc pod uwagę transakcji finansowych na niej. "Fundamentalnie nie ma powodów, by cena ropy rosła gwałtownie, ale rynki mogą to spowodować" - zaznaczył.

Dyrektor Biura Analiz Strategicznych PKN Orlen Krzysztof Łagowski tłumaczył, że na rynkach rzeczywistych handluje się ropą naftową i jej produktami z rzeczywistymi terminami dostaw. "Szacunki głoszą, że wartość transakcji na rynkach rzeczywistych to 30-40 proc. dziennej konsumpcji (na świecie - PAP), czyli ok. 40 mln baryłek. Transakcje na rynkach finansowych, gdzie handluje się papierami, a nie rzeczywistym surowcem w szczytowym momencie (wzrostu cen - PAP) w 2008 r. sięgneły miliarda baryłek dziennie. Teraz jest to ok. 400 mln" - mówił Łagowski.

Zaznaczył też, że wzrasta odsetek transakcji zawieranych automatycznie, przez specjalne algorytmy. "Szacuje się, że teraz jest to ok. 60 proc. transakcji finansowych i niewielki błąd w tych algorytmach może chwilowo znacząco zmienić cenę ropy" - powiedział Łagowski.

Przedstawiciele największego polskiego koncernu naftowego podkreślali, że rynek jest zbyt nieprzewidywalny, by próbować wiarygodnie prognozować ceny paliw na stacjach benzynowych w tym roku. "My reagujemy na to co się dzieje na giełdzie. Ponieważ nie mamy na to wpływu, to zastanawianie się nad tym nie jest produktywne" - powiedział Adam Czyżewski.

"Blisko 100 proc. wzrostu ceny paliw jest podyktowane przez czynniki zewnętrzne, na które takie koncerny jak nasz nie mają wielkiego wpływu. Gdybyśmy mieli rozbudowane złoża ropy, to byśmy ten wzrost zdyskontowali, bo czerpalibyśmy garściami ze wzrostu ceny ropy. Ponieważ nie jesteśmy, to musieliśmy nawet obniżyć marżę jednostkową, by ratować popyt" - mówił z kolei Krzysztof Łagowski.

Zostań fanem naszego profilu na Facebooku. Tam można wygrać wiele motoryzacyjnych gadżetów. Wystarczy kliknąć w "lubię to" w poniższej ramce.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje