Znikają billboardy z Zientarskimi

W całej Polsce trwa likwidowanie billboardów, na których Maciej i Włodzimierz Zientarscy reklamują ubezpieczenie OC w PZU.

Maciej Zientarski został ciężko ranny w wypadku do jakiego doszło późnym wieczorem, 27 bm. w Warszawie. Prowadzone przez niego ferrari roztrzaskało się o filar wiaduktu. W wypadku tym zginął Jarosław Zabiega, dziennikarz motoryzacyjny Super Expressu.

Reklama

Policyjni technicy mogą przedstawić raport o przyczynach wypadku za parę dni. Będzie to jednak bardzo trudne ze względu na zniszczenia.

Problemem będzie nawet ocena, z jaką prędkością jechało ferrari, bo część drogi samochód - po wybiciu na nierówności jezdni - po prostu przeleciał, a część przejechał po trawie bez śladów hamowania. Zbadanie, jak szybko jechał Zientarski będzie trudne również dlatego, że żaden z policyjnych techników nie zetknął się dotąd z tak złożonym wypadkiem, tak doszczętnie zniszczonego auta tej marki.

Stan Macieja Zientarskiego jest krytyczny. Sami nie wiemy, co będzie; robimy co możemy - tak o walce o zdrowie i życie znanego dziennikarza motoryzacyjnego mówi dr Andrzej Chmura ze szpitala przy ul. Lindleya w Warszawie.

Jaki będzie dalszy jego los, trudno powiedzieć. Uraz jest ogromny - dotyczy głowy, klatki piersiowej, brzucha, kończyn i kręgosłupa. Jest w tej chwili w stanie stabilnym, ale nadal bardzo ciężkim - stwierdził Chmura.

Niespełna czteroletnie ferrari 360 Modena F1, które prowadził Zientarski (policja na razie nie potwierdziła oficjalnie, że to on siedział za kierownicą), zostało niedawno kupione w jednym z poznańskich komisów. Nie zostało jeszcze przerejestrowane. Kierowcy, którzy jeździli tego typu autami, mówią, że ferrari nie pasuje do polskich dróg, bo jest zbyt sztywne i szybkie, a nasze ulice są pełne kolein.

INTERIA.PL/RMF
Dowiedz się więcej na temat: Zientarski | billboardy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje