Zientarski w bardzo ciężkim stanie

Zakończyła się kolejna operacja Macieja Zientarskiego.

Dziennikarz walczy o życie w warszawskim szpitalu przy Lindleya. Operacja zakończyła się powodzeniem, jednak stan Macieja Zientarskiego jest nadal bardzo ciężki. Dziennikarz utrzymywany jest w stanie śpiączki farmakologicznej, oddycha za niego respirator.

Reklama

- Była to operacja planowa, polegająca na usunięciu serwet chirurgicznych, które były założone podczas pierwszej operacji, i chirurgicznym zaopatrzeniu uszkodzonej wątroby. Operacja zakończyła się pomyślnie, natomiast stan chorego nadal określamy jako bardzo ciężki - powiedział doktor Artur Kwiatkowski ze szpitala przy ulicy Lindleya w Warszawie.

Do wypadku doszło w środę wieczorem. Jadące z ogromną prędkością ferrari uderzyło w filar estakady nad ulicą Puławską w Warszawie. Kolega Zientarskiego, również dziennikarz motoryzacyjny - Jarosław Zabiega - zginął na miejscu. Dziś ma być przeprowadzona sekcja zwłok. Zostaną także przesłuchani świadkowie wypadku.

Niemal pewne jest, że ferrari prowadził Maciej Zientarski. Wszyscy świadkowie wskazują na niego, także narzeczona Zabiegi. Zeznała ona, że gdy mężczyźni ruszali sprzed bloku na Mokotowie, za kierownicą siedział Zientarski.

Ustalenie przebiegu i przyczyn wypadku może jednak potrwać nawet kilka tygodni. To pierwszy wypadek takiego ferrari w Polsce. Policja musi więc zdobyć certyfikowane parametry samochodu od włoskiego producenta. Potrzebne są między innymi szczegółowe dane o masie auta, jakie miał opony i z jakim bieżnikiem. Informacje te są niezbędne do przeprowadzenia symulacji i określenia prędkość auta oraz tego, jak wyglądała droga hamowania.

Ze śladów zabezpieczonych na miejscu, stanu auta i relacji świadków wynika, że samochód - jak podkreślają funkcjonariusze - jechał z prędkością znacznie większą niż dozwolona na tym odcinku trasy. Występuje tam ograniczenie do 50 km/ h, są też oznaczenia informujące o nierównościach drogi.

W tym miejscu w ciągu ostatnich lat doszło do kilku poważnych wypadków samochodowych. W 2006 r. zginęły tam dwie osoby. W pierwszym przypadku rozpędzone auto trafiło na uskok i uderzyło w betonowy filar wiaduktu - kierowca zginął na miejscu. Tydzień później, gdy na miejscu wypadku dwaj jego koledzy zapalali znicze, w jednego z nich uderzył rozpędzony samochód.

INTERIA.PL/RMF/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Auta | operacja | Zientarski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje