Zakazy sposobem na motonekropolię?

Z dużym odzewem spotkał się ostatni felieton Tomasza Czopika, w którym bardzo krytycznie wypowiadał się on na temat używanych samochodów, masowo sprowadzanych do Polski.

W komentarzach i listach wskazywaliście m.in., że nikt z wyboru nie jeździ starym samochodem i że jeśli komuś zabroni się rejestracji auta za pięć tysięcy, to nie znaczy, że pójdzie on do salonu i kupi samochód za 50 tysięcy.

Reklama

Poniżej prezentujemy jeden z listów poruszających jeszcze jedną kwestię - zgodności naszego prawa w tym względzie z ustawodawstwem unijnym.

"Do napisania tego listu skłoniła mnie lektura felietonu pana Tomasza Czopika pt. "Motonekropola" (dlaczego nie: "Motonekropolia" doprawdy nie wiem). Z poglądami p. Czopika nie zgadzam się nie dlatego, że przesiadłem się z "malucha" do Golfa, ale dlatego, że są to poglądy bardzo zbliżone do poglądów naszych kolejnych rządów, zarówno lewicowych jak i prawicowych: zakazać, ograniczyć, uregulować, jednym słowem sterować ręcznie nie oglądając się na "niewidzialną rękę rynku". Państwo może tylko próbować wpływać na zachowania obywateli poprzez różnego rodzaju zachęty i ulgi, ale nie poprzez zakazy i nakazy.

Istnieje wreszcie coś takiego jak prawo wspólnotowe o czym Pan Czopik zdaje się zapominać. Nie on jeden zresztą.

Autor pisze, że znaczna część importu to samochody, które nie powinny zostać dopuszczone do ruchu. Można się z tym zgadzać lub nie, ale faktem jest, że każdy sprowadzony samochód przed rejestracją w Polsce musi mieć wykonany przegląd techniczny (w większości przypadków zupełnie bezprawnie, o czym za chwilę). Właśnie podczas takiego przeglądu powinna nastąpić selekcja sprowadzonych samochodów, nie potrzeba tutaj żadnych dodatkowych regulacji. A dlaczego większość przeglądów technicznych przed pierwszą rejestracją jest bezprawna? Otóż większość sprowadzonych samochodów wjechała do Polski na własnych kołach, tzn. miała ważny przegląd techniczny wykonany w kraju zakupu. Dodatkowy przegląd techniczny w kraju przeznaczenia traktowany jest jako bariera utrudniająca swobodny przepływ towarów (por. sprawa C-50/85, Schloh v. Auto Contrôle Technique [1986]). Prędzej czy później taka bariera będzie musiała być zniesiona.

"Kolejna sprawa to złomowanie. Za kilka lat (...) zaroi się od gnijących wraków." Otóż, jak autor zapewne dobrze wie, władze wprowadziły opłatę 500zł od każdego sprowadzonego samochodu m.in. po to, by każdy mógł swój wyeksploatowany pojazd bezpłatnie oddać do stacji utylizacji. Nie rozumiem więc, skąd ta obawa o gnijące na parkingach i osiedlowych uliczkach wraki. Zupełnie inną sprawą jest fakt, że owa opłata jest sprzeczna z unijną dyrektywą nr 2000/53/WE z 18.09.2000r., w myśl której to producenci samochodów mają być obciążani kosztami ich utylizacji, a nie użytkownicy. Nasze władze poszły jednak na łatwiznę. Łatwiej jest przecież kazać płacić przeciętnemu Kowalskiemu, niż "szarpać się" z potężnym koncernem samochodowym.

Autor pokazuje przykład Rumunii, jako kraju tak mądrze zarządzanego, w którym nie można zarejestrować aut w wieku powyżej 8 lat i nie spełniających norm Euro3. Otóż chciałbym poinformować autora, że wstępując do Unii Europejskiej Rumunia będzie musiała te ograniczenia znieść. W unii obowiązuje bowiem zasada swobodnego przepływu towarów, zatem nie można odmówić rejestracji samochodu, który był już zarejestrowany w innym kraju Wspólnoty. Podobnie zresztą było również w Polsce, obowiązywał zakaz rejestracji pojazdów starszych niż 10 lat, nie spełniających norm Euro2. Polska wstępując do Unii musiała ten zakaz znieść. I bardzo dobrze.

Istnieją oczywiście sposoby wpływania na pożądane zachowania obywateli, również w kwestii wyboru przez nich sposobu przemieszczania się, ale to już temat na zupełnie osobny felieton."

Co sądzicie o liście naszego czytelnika? Zgadzacie się z tymi opiniami?

Dowiedz się więcej na temat: przegląd | felieton | zakazy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje