"Wyczyść ten syf" czyli policja w akcji

Do naszej redakcji dotarł list w którym autor opisuje swoją "przygodę" z pewnym policyjnym patrolem działającym w Sochaczewie. Sprawa wydała się nam na tyle bulwersująca, że postanowiliśmy list ten opublikować. Mamy oczywiście świadomość, że był to - miejmy nadzieję - odosobniony incydent, który nie rzutuje na całą policję. Jednak takie zachowanie stróżów porządku powinno być naszym zdaniem napiętnowane. Zgodnie z prawem prasowym oczekujemy interpretacji tego zdarzenia przez rzecznika prasowego Komendy Głównej Policji.

- W dniu dzisiejszym, na wyjeździe z Sochaczewa zostałem zatrzymany przez patrol Policji. Pozornie wydawałoby się, że słusznie ponieważ z pasa do skrętu w lewo pojechałem prosto. Na najbliższym skrzyżowaniu podjechał do mnie policyjny radiowóz, policjant powiedział: "Masz się natychmiast zatrzymać" Odpowiedziałem, że spieszę się do szpitala z dzieckiem które przed kilkoma minutami zostało pogryzione w twarz przez psa, krew zalewa mu twarz i nie wiemy co jest z jego okiem (jechałem z żoną). Policjant niewzruszony, wręcz z pretensją w głosie: "masz się zatrzymać!!!" Powiedziałem aby pokazali gdzie bo chyba nie będziemy tamować wylotowej drogi na Warszawę. Policjanci nakazali jazdę za nimi. Stanęliśmy na poboczu. Wyszedłem z samochodu, podając dokumenty błagałem aby nas czym prędzej puścili ponieważ obawiamy się o zdrowie małego synka (rok i 8 miesięcy). Panowie policjanci jakby ich nie obchodziło nic poza tym, że złamałem przepisy zabrali się do pisaniny, zadając mi pytania zwracali się do mnie per ty. Oczywiście nie raczyli się przedstawić. Nakazali, abym wyczyścił tablice rejestracyjne z brudu, mówiąc: "wyczyść jakąś szmatą ten syf z tablic bo nigdzie dalej nie pojedziesz". Następnie pan policjant stwierdził, że za to wykroczenie taryfikator przewiduje mandat w wysokości 400 zł ale w moim przypadku 100 zł wystarczy. Powiedziałem, że odmawiam przyjęcia mandatu ponieważ spiesząc się do szpitala ratowałem zdrowie mojego jedynego synka. Pan policjant powiedział, że w takim razie będzie zmuszony zabrać mnie na komendę w celu przesłuchania. W tym momencie odjęło mi mowę... Zgodziłem się na mandat albowiem chciałem jak najszybciej znaleźć się w dobrym dziecięcym szpitalu. Po odebraniu mandatu poprosiłem o numery służbowe panów służbistów bez serca! Oto one: 544932 (ten pan na koniec próbował być miły) oraz 116329 (wyjątkowy cham!). Stróże prawa opóźnili przyjazd do szpitala o 20 minut, właśnie tyle trwała cała kontrola. Co byłoby gdyby przez to opóźnienie dziecko straciło oko? Założono mu dwa szwy w odległości około 3 milimetrów od oka, będzie zdrowy. W celu zapobieżenia powikłaniom synek dostał antybiotyk.

Reklama

Jestem oburzony, policja nie służy do karania lecz jej podstawowym zadaniem powinna być ochrona obywateli. Do tego ta instytucja została powołana. Na miejscu panów policjantów włączyłbym sygnał i zapewnił eskortę do szpitala. Zdaję sobie sprawę, że w dzisiejszych ciężkich czasach nie wszyscy policjanci trafili do służby z powołania, zapewne spora część z braku perspektyw, poszła "za chlebem". Niniejszym wnioskuję o usunięcie obydwu panów z szeregów policji albowiem ich postawa urąga prawdziwym policjantom narażającym swoje życie w służbie dla kraju. Jestem całkowicie przekonany, że panowie z Sochaczewa nie mają jakiegokolwiek powołania do służby w policji, co najgorsze nie mają serca ani wyczucia! Nie możemy tolerować tak skandalicznego zachowania policji, nagle okaże się, że bandyci mają więcej serca...

Z poważaniem

Piotr Dobrowolski

Autor list skierował do naszej redakcji, a także do Komendy Policji w Radomiu oraz Rzecznika Praw Obywatelskich.

Tutaj wyjaśnienia Policji, które otrzymaliśmy 6 listopada o godz. 15.58

Dowiedz się więcej na temat: policja | Akcji

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje