TIRania

Od kilku lat głosi się u nas radosną tezę, że Polska stała się pomostem między Wschodem a Zachodem i może z tego - jak każdy kraj tranzytowy - czerpać spore korzyści.

Tranzyt jest oczywiście dobrym interesem, pod warunkiem jednak, że odbywa się w sposób prawnie uregulowany i w miarę ucywilizowany. U nas jednak z przepisami (a zwłaszcza ich egzekwowaniem!) różnie bywa, a obyczaje, jakim hołdują kierowcy wielkich ciężarówek - zwanych popularnie TIR-ami - trudno nazwać cywilizowanymi.

Reklama

Przekraczanie wszelkich norm dopuszczalnej ładowności stało się normą, a TIR-y stały się postrachem szos. W trudnych warunkach zimowych potrafią na wiele godzin blokować trasy, bo kierowcy zachowują się tak, jakby zima była w Polsce czymś niezwykłym, a gołoledź i śnieżyce - zjawiskami, których nikt by się nie spodziewał. Kiedy natomiast warunki jazdy są dobre - TIR-owcy przeistaczają się w rajdowców, ze wszystkimi tragicznymi konsekwencjami takich wyścigów. Rozwijanie nadmiernych prędkości lubią tłumaczyć tym, że muszą nadrabiać czas stracony przy długotrwałych odprawach na przejściach granicznych.

Optymiści mają nadzieję, że owa tyrania (TIRania?) wielkich ciężarówek na naszych drogach wreszcie się skończy, bo działalność inspektorów ruchu, którzy wspierają będą policję jest coraz bardziej skuteczna.

Zobacz ostatnie wydanie naszego biuletynu.

Dowiedz się więcej na temat: TIR-y

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL