Sprowadzony, czyli przekręt!

Chociaż oficjalnie wciąż jeszcze nikt nie zaszedł w ciążę przez internet, globalna sieć z każdym dniem oferuje nowe możliwości.

Bez wychodzenia z domu można już płacić rachunki, rozmawiać ze znajomymi, a nawet kupić samochód. Tutaj jednak zaczynają się dość strome schody...

Reklama

Gazety z anonsami wypierane są przez pękające w szwach serwisy ogłoszeniowe, rynek zalała fala aut sprowadzonych do nas z zagranicy. O licznych przypadkach internetowych oszustw pisaliśmy już wielokrotnie. Internet daje bowiem nieograniczone możliwości wszelkiego rodzaju naciągaczom. Na szczęście jest to obosieczna broń. Czasami wystarczy zaledwie kilka kliknięć, by zdemaskować oszusta i oszczędzić grubą gotówkę.

Ponieważ wszystkie tanie samochody z Niemiec i Szwajcarii od dawna zapuszczają już korzenie na komisowych placach w Polsce, handlarze muszą szukać nowych źródeł. Jednym z nich jest rynek szwedzki. Samochody ze Skandynawii są przeważnie dobrze wyposażone, Szwedzi mają też "bzika" na punkcie bezpieczeństwa, więc przynajmniej teoretycznie ich auta powinny być w nienagannym stanie technicznym. Dlatego właśnie w ogłoszeniach coraz częściej spotkać można adnotację "sprowadzony ze Szwecji".

Co to oznacza dla kupującego? Prawdę mówiąc - same plusy! Dlaczego? Otóż prawo w Szwecji stawia dobro ogółu ponad dobrem jednostki. Tamtejsze Ministerstwo Transportu, zgodnie z prawem, pro publico bono, zbiera więc dane o pojazdach obywateli. Jakie to dane? Data produkcji samochodu, data pierwszej rejestracji na terenie Szwecji, rodzaj, pojemność i moc jednostki napędowej, liczba właścicieli pojazdu, a także - co najważniejsze - daty i terminy badań technicznych oraz przebieg odnotowany w czasie ostatniego z nich.

Najlepsze jest jednak to, że dostęp do tej niezwykle pomocnej bazy danych mają wszyscy. Nie tylko obywatele Szwecji. Wystarczy, że na stronie internetowej (TUTAJ) wpiszemy numer rejestracyjny samochodu w Szwecji (trzy litery i trzy cyfry) i wciśniemy enter, a po kilku sekundach naszym oczom ukaże się cała historia interesującego nas auta. W mgnieniu oka, i zupełnie za darmo!

Handlarze mają w tym wypadku związane ręce, ponieważ dla większości zarejestrowanie auta w Polsce wiąże się z dużymi kosztami. Wystawiają więc do sprzedaży auta na szwedzkich tablicach rejestracyjnych. Niektórzy, ci którzy wiedzą o możliwości sprawdzenia historii wozu, zamazują na zdjęciach numery rejestracyjne, ale tych radzimy omijać szerokim łukiem. Zawsze można też zadzwonić i poprosić o numer rejestracyjny...

A teraz, w ramach rozrywki, proponujemy zagłębić się w serwisy ogłoszeniowe i korzystając z naszej rady, sprawdzić wyrywkowo historię kilku sprowadzonych ze Szwecji pojazdów. My w ciągu pięciu minut odkryliśmy cztery "pomyłki sprzedającego" dotyczące przebiegu. Najgrubsza, o ponad 200 000 km!

Dowiedz się więcej na temat: Nie | internet | Auta

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje