Rewolucyjny polski fotelik

Czy foteliki dziecięce za każdym razem uratowałyby życie młodym pasażerom w razie wypadku? Czy ich mocowania są na tyle skuteczne, że dziecko jest zawsze bezpieczne? Oczywiście nie. Wszystko zależy m.in. od prędkości przy jakiej dochodzi do wypadku.

Jakiś czas temu reporter INTERIA.PL był świadkiem poważnej kraksy, która obrazuje dobitnie ten fakt...

Reklama

Do wypadku doszło na autostradzie A4 z Katowic do Krakowa. Kierująca oplem astra kobieta podczas wyprzedzania tira straciła panowanie nad kierownicą. Przy dużej prędkości pojazd wypadł z drogi (na nieszczęście akurat w tym miejscu nie było barierki ochronnej), odbił się na nierówności terenu i lecąc w powietrzu spadł z 25-metrowej skarpy. Uderzenie zamortyzowały nieco gęsto rosnące w tym miejscu krzewy. Ranną kobietę zabrał do szpitala śmigłowiec.

W samochodzie zainstalowany był fotelik dziecięcy, który siłą uderzenia został wyrwany z zaczepów. Istniały obawy, że jego pasażer wypadł z auta. Dlatego też świadkowie tego zdarzenia zaczęli przeszukiwać zarośla. Na szczęście nikogo nie znaleziono, a policja, która pojawiła się na miejscu wypadku ustaliła, że dziecko pozostało w domu. Aż strach jednak pomyśleć, co by się stało gdyby było inaczej.

Kto wie jednak, czy już wkrótce nie będziemy mniej obawiali się o nasze pociechy podróżujące w samochodowych fotelikach. A to za sprawą polskiego wynalazcy, Janusza Liberkowskiego!

To polski inżynier pracujący w Krzemowej Dolinie w Kalifornii, który wygrał wielki plebiscyt czołowej amerykańskiej telewizji ABC - "American Inventor" ("Amerykański wynalazca").

Do walki na wynalazki stanęło kilkanaście tysięcy osób z całej Ameryki. W czwartek w nocy ogłoszono wyniki finału, o których decydowały głosy telewidzów.

Według "Gazety Wyborczej", Amerykanów ujęła nie tylko genialna prostota i skuteczność wynalazku Liberkowskiego, ale także historia polskiego imigranta. Kilka lat temu stracił on jedyną córkę w wypadku samochodowym. Gdy wraz z żoną wydobyli się z szoku, mimo że byli po pięćdziesiątce, marzyli o kolejnym dziecku. Urodziły im się bliźniaki. I wtedy, zdając sobie sprawę z tego, co grozi małym dzieciom w dostępnych fotelikach samochodowych, Liberkowski zaczął pracować nad swoim wynalazkiem.

Liberkowski to urodzony w Nowej Soli, wykształcony w Gdańsku inżynier, który wyemigrował do USA w 1984 r.

- Wylądowaliśmy z żoną i córeczką na lotnisku w Oakland w Kalifornii, ale nie mieliśmy pojęcia, co dalej. Nikogo tu nie znaliśmy - opowiada "Gazecie Wyborczej". Pomogli mu przypadkowo spotkani Polacy, w tym inni pracujący tu inżynierowie.

Dziś ma na koncie osiem patentów w USA (głównie elektronicznych), z czego cztery są jego prywatną własnością, a cztery koncernu Intel.

Jego najważniejszy wynalazek - kulisty fotelik samochodowy dla dzieci - ma teraz ogromne szanse zrewolucjonizować rynek i ocalić życie tysięcy dzieci.

Każdego dnia tylko w Ameryce ginie w wypadkach troje dzieci zapiętych prawidłowo w fotelikach. Praktycznie nie chronią one przy zderzeniach z prędkością większą niż 30-40 km/godz. A przy uderzeniach bocznych są zupełnie nieskuteczne.

Liberkowski wpadł na pomysł, by dziecko leżało w kapsule składającej się z dwóch półkul włożonych jedna w drugą. Zewnętrzna pełni funkcję ochronną. Wewnętrzna - z przypiętym dzieckiem - swobodnie w niej "pływa" we wszystkich kierunkach. Uderzenie nie powoduje napięcia pasów na delikatnym ciele dziecka, lecz ruch - kołysanie lub nawet wirowanie wewnętrznej półkuli.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Życie | fotelik dziecięcy | dziecko | fotelik

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje