Progi zwalniające. Jesteś za czy przeciw?

Niewątpliwie jednym z z najdynamiczniej rozwijających się elementów infrastruktury komunikacyjnej w Polsce są progi zwalniające, uznawane przez wiele osób za najtańszy, najlepszy, a często jedyny sposób na zapewnienie bezpieczeństwa na drogach.

- Wciąż otrzymujemy pisma od mieszkańców, którzy domagają się montażu spowalniaczy na ich ulicach - mówi radny jednej z krakowskich dzielnic. - Muszę przyznać, że stawiają nas w trudnej sytuacji, bowiem w samej radzie zdania na temat progów są zróżnicowane. Jedni uważają, że trzeba słuchać głosu ludu. Twierdzą, że nie wiedzą, jak odpowiadać na pytania, czy w razie odmowy podjęcia działań wezmą na swoje sumienie dzieci, które padną ofiarą piratów drogowych.

Reklama

Inni są generalnie przeciw progom. Powołują się na opinie ekspertów wskazujące, że hamowanie przed tego rodzaju szykaną, a następnie gwałtowne przyspieszanie po jej przekroczeniu, zwiększa emisję spalin i hałas oraz powoduje szkodliwe dla budynków wstrząsy. Nie ukrywam, że w odpowiedziach na takie wnioski na ogół tłumaczymy się brakiem wystarczających kompetencji i zostawiamy decyzję odpowiednim instytucjom miejskim, prosząc specjalistów o ewentualne zaproponowanie rozwiązań alternatywnych wobec progów. Niestety, bardzo często urzędnicy odbijają piłeczkę i sprawa znowu wraca do nas.  

- A przy mojej ulicy taki próg, typu wyspowego, został niedawno zainstalowany - opowiada inny z radnych. - Jest to ulica przelotowa, bardzo ruchliwa, a jednocześnie wąska i kręta, zabudowana głównie domami jednorodzinnymi. Próg rzeczywiście podzielił sąsiadów. Ci, którzy mieszkają tuż obok niego, narzekają na wstrząsy i hałas, zwłaszcza ten powodowany przez ciężarówki kursujące na pobliską budowę osiedla mieszkaniowego. Większość, do której i ja należę, jest jednak zadowolona. Proszę mi wierzyć, wcześniej naprawdę próbowaliśmy wszystkiego, doprowadziliśmy do ustawienia znaków ograniczających prędkość do 40 kilometrów na godzinę, prosiliśmy o interwencje policję.  Nic nie pomagało. Wszyscy pędzili setką. Teraz tam, gdzie jest próg, zwalniają do sześćdziesiątki. Dobre i to.

Przeciwko progom protestują taksówkarze i... załogi karetek pogotowia ratunkowego.

- Proszę sobie wyobrazić, że mamy na pokładzie pacjenta w bardzo ciężkim stanie. Walczymy o jego życie, reanimujemy, aż tu nagle wjeżdżamy na próg i cały pojazd podskakuje w górę! - skarży się pewien ratownik medyczny.                    

Znamienny wyrok zapadł niedawno w w Łodzi. Tamtejszy Wojewódzki Sąd Administracyjny rozpatrywał ciągnącą się od pięciu lat sprawę, zgłoszoną przez mieszkankę powiatu Zduńska Wola. Skarżyła się ona na uciążliwości, których źródłem był próg zwalniający w formie wygarbienia na przejściu dla pieszych przy miejscowej szkole podstawowej. Okazało się, że zamiast maksymalnie 7,5 cm, jak nakazują przepisy, miał 12 cm wysokości. Był ponadto usytuowany w odległości 12 metrów od domu kobiety, podczas gdy zgodnie z prawem powinno być to co najmniej 25 m. Eksperci stwierdzili, że przejeżdżające przez sztuczny garb pojazdy generują hałas i drgania, powodujące spękania i zarysowania budynku. Źle wpływają również na ludzi, zakłócając ich prawo do odpoczynku, zwłaszcza w nocy. Dlatego, według nich, feralny próg nadaje się do rozebrania.

Łódzki WSA w nieprawomocnym orzeczeniu zobowiązał starostę do zmiany organizacji ruchu na wspomnianym przejściu dla pieszych.



Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje