Polemika z odpowiedzią policji

Szanowni Państwo. Z głębokim smutkiem ale i należną uwagą przeczytałem odpowiedź Policji.

Ubolewam nad faktem, że Policja - w moim mniemaniu - stara się za wszelką cenę udowodnić autorowi (czyli mnie), że tok rozumowania prezentuje błędny, żeby nie powiedzieć poniekąd niepoczytalny.

Reklama

Postaram się wykazać niespójność i brak konsekwencji zawarte w treści odpowiedzi Policji, a także to że jest nie na temat (ot, po prostu).

Rzeczywiście, zdarza się na tym skrzyżowaniu, że kierowcy nie stosują się do wskazań sygnalizacji świetlnej i przejeżdżają na czerwonym. To prawda. Ale jakby to było głównym sednem problemu w tej sprawie, to należałoby pisać o wszystkich skrzyżowaniach w Polsce. Niestety - o braku reakcji Policji właśnie, również.

Policja sugeruje, że wydłużenie cyklu zmiany świateł jest niemożliwe - zapewne zna Szacowna Policja skrzyżowanie tej samej ul. Żywieckiej z nieopodal znajdującą się Bora-Komorowskiego. Panuje tam ruchu nieopisanie większy aniżeli na problematycznym skrzyżowaniu z PCK, gdyż prócz korzystających z niej bielszczan, korzysta z niej praktycznie cały tranzyt, turyści, wszyscy jadący przez Bielsko-Białą. I tam cykl jest dłuższy. I korków nie ma. Czyli się da, ale trzeba chcieć, tak?

Przywołane jako przykład skrzyżowanie Warszawska - Piastowska - 3 Maja jest złym przykładem. Może i cykle są podobne, ale różni się kolosalnie od skrzyżowania Żywiecka - Curie-Skłodowskiej tym, że na tym pierwszym widoczność dla wszystkich i we wszystkich kierunkach jest po prostu idealna. Nim dojedzie się do skrzyżowania już wcześniej widać co się dzieje z wszystkich ewentualnie kolidujących kierunków. Nie ma takiej sytuacji i ona tam nie występuje, jak dla wyjeżdżających z Curie -Skłodowskiej jak "zza winkla": jadących na ewentualnym czerwonym tam po prostu widać z daleka.

Swoją drogą - znamienne, że Policja wie o jadących na czerwonym, ale nie reaguje lub reaguje zbyt rzadko.

A teraz trochę cyfr, matematyki i rąbek fizyki. Jak widać na sporządzonym planie skrzyżowania, odległość do punktu przecięcia się drogi dla jadących od strony Żywieckiej (wg strzałki) i dla wyjeżdżających w tym czasie z Curie-Skłodowskiej różni się ponad 3-krotnie! Odległość jest mierzona od miejsca, w którym auto stoi na czerwonym do punktu przecięcia.

Zaznaczam przy tym, że pomiary były wykonywane zwykłym metrem przez jedną osobę, więc jak Policja zmierzy i wykaże pewną niedokładność (tutaj nieistotną dla istoty sprawy) - to jest to możliwe.

Jednak różnica w odległościach jest widoczna gołym okiem na zdjęciach.

A teraz sedno sprawy: Auto jadące ul. Żywiecką z przepisową prędkością 50 km/h pokonuje w ciągu 1 sek. odległość niecałych 14 metrów. Tym samym dopiero po ok. 2 sek. dopiero dojeżdża na wysokość Curie - Skłodowskiej, skąd już od ok. 2 sek. wyjechać próbują auta, bo od ok. 2 sek. mają zielone. A do punktu przecięcia z Żywiecką mają tylko 8 metrów, więc robią to błyskawicznie. I tak oto WSZYSCY mają zielone... i wszyscy mogą zginąć. A wystarczyłoby cykl zmiany świateł wydłużyć o te przykładowe 2 sekundy, bo innych normalnych w cywilizowanym świecie możliwości przebudowy czy zmiany organizacji ruchu i tak nikt nie zaakceptuje.

A te 2 sek. nic nikogo nie kosztują: żadnych kosztów, a uratować mogą życie. Natomiast Policjantów, którzy w tym kontekście sytuacyjnym zasłaniają się argumentami podobnymi do "będą korki, więc nie można" polecam oddelegowywać do kierowania ruchem innych miejsc, naprawdę zakorkowanych, gdzie sygnalizacja po prostu sobie nie radzi. Przynajmniej zrobią coś pożytecznego.

Z poważaniem. (dane do wiad. redakcji).

Dowiedz się więcej na temat: odpowiedź | skrzyżowania | SEK | polemika | odpowiedzi | policja

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje