"Mieliśmy 11 dni w szpitalu, by pożegnać się z synem"

W Sierpcu padł w sobotę nowy rekord Polski w długości prowadzenia resuscytacji krążeniowo-oddechowej.

Pomysłodawcą akcji była "FundacjA-dam siebie", założona przez rodziców 17-latka, który zmarł w maju po wypadku samochodowym. Fundacja chce edukować w zakresie udzielania pierwszej pomocy.

Reklama

Jak poinformował wiceprezes fundacji Jacek Kowalski, nowy rekord Polski w resuscytacji wynosi obecnie 13 godzin i 30 minut.

"Wywalczony przez uczestników akcji rekord został certyfikowany. W jego biciu wzięło udział łącznie 1269 osób. Część z nich prowadziła resuscytację dwukrotnie" - powiedział Kowalski. Przypomniał, że każdy z uczestników akcji przeszedł wcześniej krótkie przeszkolenie z udzielania pierwszej pomocy. "W sumie udało nam się przeszkolić około 600 osób" - dodał Kowalski, ratownik medyczny z 18-letnim stażem.

Rodzice 17-letniego Adama w rozmowie z dziennikarzami wspominali, że do tragicznego wypadku doszło na początku maja. Ich syn - kapitan szkolnej drużyny PCK i harcerz klubu ratowniczego "Sierpc" - wraz z rówieśnikami wracał wtedy samochodem z przygotowań do zawodów ratownictwa medycznego. Pierwszej pomocy trójce rannych w wypadku udzielili dwaj koledzy Adama, w tym jeden, który o własnych siłach wydostał się z rozbitego auta. Dzięki temu dwie osoby ranne w wypadku przeżyły. Adam doznał najpoważniejszych obrażeń. Zmarł w szpitalu po 11 dniach.

"Dzięki Kubie i Robertowi, dwóm kolegom Adama, którzy po wypadku udzielali pomocy rannym, mieliśmy jedenaście dni i nocy z Adamem w szpitalu. Mieliśmy czas na to, żeby się z nim pożegnać (...). Ta pomoc, której koledzy udzieli Adamowi, jest nie do przecenienia: odpowiednie ułożenie ciała, udrożnienie dróg oddechowych, a także odpowiednie powiadomienie służb ratowniczych. To proste czynności, o których wielu nie wie lub nie pamięta. Może dlatego, że ludzie się boją albo nie potrafią" - powiedział ojciec Adama, Jerzy Jaworski.

Jaworski podkreślił, że bicie rekordu Polski w czasie trwania resuscytacji krążeniowo-oddechowej, które zainaugurowało działalność fundacji, to tylko pretekst, by zwrócić uwagę na główny cel, jaki postawiła sobie fundacja: szkolenie i upowszechnianie wiedzy, zwłaszcza wśród młodych ludzi na temat udzielania pierwszej pomocy.

"FundacjA-dam siebie" chce szkolić młodzież i dzieci, także w przedszkolach, jak zachowywać się w sytuacji zagrożenia życia. Planuje również doszkalanie instruktorów ratownictwa medycznego i doposażanie w sprzęt, na którym można ćwiczyć resuscytację. "Okazuje się, że w takich małych miastach, jak np. Sierpc, tego sprzętu brakuje" - zauważyła Agata Jaworska, mama Adama.

Jacek Kowalski, koordynujący bicie rekordu w długości trwania resuscytacji krążeniowo-oddechowej wyjaśnił, że każdy z uczestników bicia rekordu prowadził akcję resuscytacyjną przez minutę na dwóch przygotowanych fantomach, czyli manekinach wykorzystywanych do szkolenia ratowników medycznych.

W sierpeckim Centrum Kultury i Sztuki już od rana w sobotę pojawiali się chętni do wzięcia udziału w akcji. Przychodzili ludzie młodzi, w tym koledzy Adama, a także rówieśnicy z innych sierpeckich szkół. Były też dzieci ze szkół podstawowych i dorośli. Do akcji przyłączyli się m.in. członkowie Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego i strażacy z sierpeckiej komendy Państwowej Straży Pożarnej.

Wcześniej prowadzili oni prawdziwą akcją ratunkową pod Sierpcem, gdzie w sobotę przed południem doszło do wypadku samochodowego. Jak poinformował rzecznik sierpeckiej straży pożarnej Marcin Strześniewski, na prostym odcinku drogi zderzyły się dwa samochody - osobowy volkswagen passat i dostawczy citroen. Kierowca volkswagena zginął na miejscu; dwie osoby podróżujące citroenem zostały ranne. Poszkodowanych po wydobyciu z rozbitego auta przetransportowano do szpitala w Płocku.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje