Mandat zapłacisz... kartą

- Osiem punktów karnych i 500 złotych mandatu! Płaci pani gotówką, czy kartą? To nie żart, już niedługo policjanci z drogówki będą mieli czytniki kart kredytowych.

Funkcjonariusze domagają się i innych zmian. Przede wszystkim chcą być wzywani tylko do groźnych wypadków z poszkodowanymi, a nie do każdej kolizji, choćby na parkingu przed supermarketem.

Reklama

Funkcjonariusze chcą, by część uprawnień wzięły na siebie firmy ubezpieczeniowe, aby skończyło się wzywanie drogówki, bo wtedy łatwiej zdobyć odszkodowanie.

- Około 400 tys. kolizji rocznie jest zgłaszanych policji. Niech każda z nich kosztuje godzinę czasu pracy policjanta; o tyle mniej policjant jest tam, gdzie być powinien - mówi inspektor Mariusz Wasiak z komendy głównej.

Dopóki nowe prawo nie zacznie obowiązywać policjanci sami zadbali o to, by nie wzywać ich zbyt często do kolizji. Przeciętny czas oczekiwania na radiowóz to mniej więcej trzy godziny, które trzeba spędzić w uszkodzonym aucie na miejscu kolizji.

Policjanci domagają się też jasnych przepisów, kiedy można odholować nasze auto. Ma się tak dziać automatycznie na przykład za zajęcie miejsca parkingowego dla osoby niepełnosprawnej.

Przede wszystkim jednak znów będzie możliwość zapłacenia mandatu w radiowozie, ale nie gotówką, a kartą płatniczą. - Teraz kierowca dostaje mandat kredytowany, a wielu z nich chętnie zapłaciłoby gotówką. Chcemy minimalizować kontakt funkcjonariusza z gotówką. Policjant nie jest kasjerem - tłumaczy Wasiak, nie dodając, że chodzi o zminimalizowanie ryzyka korupcji.

Płatności kartą zostaną wprowadzone głównie ze względu na cudzoziemców. Teraz, kiedy nie mają polskich złotych, egzekucja jest minimalna, bo trzeba ich ścigać sądowo.

INTERIA.PL/RMF
Dowiedz się więcej na temat: policja | funkcjonariusze | mandat

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje