Kierowcy nie są już potrzebni?

W całym kraju zwalniani są kierowcy karetek pogotowia. W ich miejsce za kierownicą rozpędzonych aut na sygnale usiądą ratownicy medyczni.

To konsekwencje nowej ustawy o ratownictwie medycznym. Bardzo często miejsce mężczyzn z 25-letnim stażem zajmują niedoświadczeni kierowcy, którzy mają prawo jazdy zaledwie od kilku miesięcy.

Reklama

W Zakopanem od początku października tak zwaną podstawową karetką, czyli wysyłaną do mniej poważnych zdarzeń, ma jeździć dwóch ratowników. Jeden z nich oczywiście za kierownicą. Zdaniem lekarzy takie rozwiązanie może przysporzyć pacjentom sporo problemów.

Kłopoty pojawią się wtedy, kiedy trzeba będzie reanimować pacjenta. Do tego potrzeba dwóch ludzi, więc nie będzie miał kto odwieźć pacjenta do szpitala. Co więcej, ratownik medyczny nie może przerwać reanimacji, bo nie ma prawa stwierdzić zgonu. Musi czekać na przyjazd lekarza. Czyli kolejnej karetki. Ale taka karetka z lekarzem jest w Zakopanem... jedna. Może więc czekać nawet kilka godzin...

Po co zatem zmiana? Trudno powiedzieć, bo dyrektor reorganizację tłumaczy... reorganizacją właśnie. - Traktujemy to na zasadzie eksperymentu - powiedział reporterowi RMF dyrektor medyczny zakopiańskiego szpitala dr Marian Papież.

- Ten eksperyment może okazać się groźny dla pacjentów i dla samych ratowników - uważa z kolei Sylweriusz Kosiński, do niedawna ordynator oddziału ratunkowego. - To poroniony pomysł, ja nigdy na takie rozwiązanie bym się nie zgodził - dodaje.

Według jednego ze zwolnionych kierowców ratownicy, którzy nie znają terenu, mogą sobie nie poradzić. - To specyficzny teren, na dodatek idzie zima i trzeba wiedzieć jak i gdzie dojechać. Współczuję tym ratownikom - kwituje.

INTERIA.PL/RMF
Dowiedz się więcej na temat: Ratownicy | Na sygnale | kierowcy | Nie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje