Jeżdżą "na zderzaku", a pierwszy toruje drogę

Nie mają łatwej pracy. Każdego dnia narażają się, by chronić życie najważniejszych osób w państwie. Ryzyko wpisane jest w ich codzienność. Czasami, za ochronę vipa przychodzi im zapłacić najwyższą cenę.

W katastrofie prezydenckiego Tu 154M pod Smoleńskiem, wypełniając swoje obowiązki, zginęło aż 9 funkcjonariuszy BOR. Wspominając ofiary tej tragedii pragniemy przybliżyć wam kulisy codziennej służby w tej elitarnej jednostce. Chyląc czoła przed trudami pracy funkcjonariuszy przypominamy materiał pt. "dzień z życia borowca".

Reklama

Podobno szary obywatel nie powinien wiedzieć trzech rzeczy: jak się robi kiełbasę, uprawia politykę i jak funkcjonuje Biuro Ochrony Rządu. Nam udało się podpatrzyć, co potrafi BOR.

Sytuację panującą na rondzie Jazdy Polskiej w Warszawie scharakteryzować można w dwóch słowach - wieczny korek. Są jednak kierowcy, którzy w tym samochodowym ścisku i tłoku czują się lepiej niż na pustej, szerokiej autostradzie. I nie są to taksówkarze...

Na rondo, od strony centrum miasta, wpada nagle kolumna składająca się z trzech czarnych, tajemniczo wyglądających pojazdów. Przewodzi jej potężne BMW X5, w środku jedzie BMW serii 7, a peleton zamyka jeszcze jedno X5. Wszystkie auta są wyposażone w czerwono-niebieskie koguty i sygnały uprzywilejowania. Przestraszeni i zdezorientowani kierowcy próbują ustąpić miejsca kolumnie, ale w korku, na środku skrzyżowania nie jest to takie łatwe. Mimo że jest bardzo wąsko, czarne "beemki" przejeżdżają rondo z prędkością kilkudziesięciu kilometrów na godzinę, wyprzedzając wszystkie auta z precyzją, jakiej nie powstydziłby się saper.

Auta jadą bardzo blisko siebie, niemal "na zderzaku". Ich kierowcy niemal w tej samej chwili włączają kierunkowskazy, zmieniają pasy ruchu, zaczynają hamowanie i przyspieszają. Przez moment wydaje się, że auta są "zespawane" ze sobą i kieruje nimi ten sam człowiek.

Kilka minut później kolumna zatrzymuje się przed Urzędem Rady Ministrów. Ze środkowej limuzyny wysiada szef Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso i wita się z premierem Jarosławem Kaczyńskim. W tym samym czasie z pozostałych aut wyskakują dżentelmeni w ciemnych garniturach i okularach. To nie Matrix, tylko funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu - jednej z najbardziej tajemniczych instytucji w Polsce. Ich głównym zadaniem jest ochrona najważniejszych osób w państwie: prezydenta, premiera i wicepremierów oraz wielu zagranicznych polityków odwiedzających Polskę.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy