Dobrych kierowców już nie ma...

Dla przeciętnego użytkownika dróg ważny jest tylko stan ich bezpieczeństwa. A ten jest w Polsce tragiczny.

Do tej pory narzekaliśmy na niedrożność tras, wolną jazdę, uszkodzone samochody, teraz jednak sprawa coraz trudniejszej sztuki ocalania życia kierowców, pieszych i innych przebywających w pobliżu dróg zepchnął dotychczasowe utrudnienia na plan dalszy.

Reklama

Gdy dochodzi do wypadku, sprawcę bez trudu można określić - wskazują go policja lub częściej media. Jednak dziwne, że nikt nie zadaje sobie trudu, by odpowiedzieć na pytanie "dlaczego?". A nie jest to łatwe.

Po wielu tekstach w tym portalu donoszących o wypadkach z udziałem ciężarówek, ukazał się list kierowcy ciężarówki, który według mnie nie oddaje właściwego spojrzenia kierowcy. Sprowokował mnie jednak do próby odpowiedzi na pytanie "dlaczego?".

To, że na naszych drogach zdarzają się wypadki z udziałem samochodów osobowych, uważamy za oczywiste. Do rosnących statystyk mamy dużą rezerwę, ponieważ nie dotyczy ona bezpośrednio nas, zaś próbę ograniczenia naszego poruszania się samochodem osobowym potraktowalibyśmy jak zamach na wolność. Jednak w stosunku do innych możemy uznać to za właściwe środki zapobiegawcze.

Postaram się wyjaśnić obecną sytuację w transporcie drogowym. Po wejściu Polski do UE narzucono nam unijne standardy pracy oraz otworzono rynki pracy dla wielu zawodów, w tym kierowców ciężarówek. Wymogi wydajności pracy oraz maksymalne obniżanie jej kosztów doprowadziło do absurdalnych sytuacji.

Koszt ładownego kilometra zestawu typu ciągnik siodłowy - naczepa (TIR) o ładowności 25 ton w transporcie krajowym na wolnym rynku wynosi 2,20 zł, czyli mniej więcej tyle, ile wynosi koszt przejazdu kilometra taksówką osobową! Ma to kilka konsekwencji:

1. Kierowca nawet w transporcie krajowym zmuszony jest do mieszkania w kabinie, nawet 30-kilometrowe dojazdy stają się nieopłacalne, co kończy się często dobowym oczekiwaniem na ładunek.

2. Utrzymanie płacy kierowcy przy tych stawkach na przyzwoitym poziomie jest niemożliwe.

3. Wszelkie inwestycje w sprzęt w postaci zakupów, gruntownych remontów lub konserwacji stają się zbyt drogie dla przeciętnego przewoźnika.

4. Skłania to część przewoźników do nieuczciwości w postaci transportu bez licencji, niewykupywania opłat drogowych, eksploatowania taboru na paliwie bez opłaty podatkowej i akcyzy oraz redukcji wynagrodzenia dla kierowcy bądź nieterminowego płacenia.

Wynikiem tego wszystkiego jest gwałtowny odpływ kierowców do krajów "starej" UE. Szczególnie w tym zawodzie łatwo podjąć decyzję o takim kroku - należy pamiętać, że kierowca pojazdu ciężarowego mieszka w kabinie pojazdu, zjeżdża do domu na weekend w transporcie krajowym i raz na miesiąc w transporcie międzynarodowym (przeciętnie), więc właściwie obojętne jest dla niego, jakie tablice rejestracyjne posiada jego samochód: liczy się wynagrodzenie za pracę i rozłąkę z rodziną.

I tutaj polscy przewoźnicy nie mają szans na konkurowanie, ponieważ kierowca w Wielkiej Brytanii dostaje za godzinę 8 funtów w tygodniu i 11,5 funta w weekendy. Spowodowało to masową emigrację z naszego kraju kierowców z najlepszymi kwalifikacjami i w najlepszym wieku 30 - 45 lat.

Niestety, tej luki nie jesteśmy w stanie niczym zapełnić. W dzisiejszych czasach, kiedy upadły zasadnicze szkoły zawodowe przy PKS-ach i zakładach komunikacji miejskiej, nie ma żadnego modelu przygotowania do przyszłego zawodu. Co dziwne, każdy rozumie, że nauka takich zawodów jak fryzjer, szewc czy kosmetyczka musi trwać i kosztować, a w przypadku zawodu kierowcy jest to już absolutnie niezrozumiałe. Zwykle zdobycie prawa jazdy kategorii C + E oraz symboliczny kurs przewozu rzeczy nie są wystarczające, aby wykonywać zawód kierowcy w sposób należyty i, co więcej, domagać się zapłaty na poziomie unijnym.

Dodatkowym utrudnieniem jest to, że prawo jazdy kategorii C + E może uzyskać ktoś, kto nigdy poza kursem nie jeździł samochodem ciężarowym, a nawet osobowym! Zdarzyło mi się rozmawiać z kandydatem na kierowcę (który zresztą jeździ w tej chwili po polskich drogach dużym zestawem) o dużej praktyce w prowadzeniu... motocykla i roweru.

Prowadzi to do sytuacji, kiedy to do zawodu kierowcy trafiają ludzie przypadkowi, nieprzygotowani do zawodu oraz nie mający pojęcia o charakterze tego zawodu. Wynikiem tego jest między innymi wspominany list ("Kierowcy tirów się nie uśmiechają").

Jakie to ma znaczenie dla przeciętnego użytkownika dróg?

1. Po polskich drogach poruszają się pojazdami ciężarowymi w dużej części kierowcy nieprzygotowani do zawodu, znający kiepsko przepisy, sfrustrowani płacami i pracujący w warunkach dla nich całkowicie obcych i niezrozumiałych.

2. W dużym stopniu tabor jest niedoinwestowany, czyli z przebiegiem powyżej 1 mln km, bez właściwej konserwacji i, można się domyśleć, o złym stanie technicznym.

3. Kierowcy pracują według standardów unijnych, gdzie auto w ciągu 8 godzin jest w stanie przejechać około 700 km po autostradach.

4. Kierowcy jeżdżą po drogach z czasów II wojny światowej, których część została zmodernizowana w latach 70-tych. Drogi te przeznaczone były dla pojazdów o masie do 9 ton wielkości dzisiejszego STAR-a, przebiegają prze wsie i centra miast, natomiast dzisiejsze pojazdy ważą po 40 ton, mają wysokość 4 m, długość 18,25 m. Wobec tego nieprzystosowane są: mosty, wiadukty, zakręty oraz oczywiście nawierzchnia.

Praca w takich warunkach dla bardzo dobrze wykwalifikowanych kierowców z dużym doświadczeniem to duże wyzwanie i prawdopodobnie wielu z nich miałoby potknięcia, natomiast dla całkowitych nowicjuszy to totalna dżungla, w której są całkowicie zagubieni. Wypadki, o których donosi nam codzienna prasa, są naturalną konsekwencją całej tej sytuacji, jaką usiłowałem pokrótce przedstawić.

Jakie są prognozy na przyszłość? Ponieważ systematycznie pogłębiamy swój konsumpcyjny styl życia, towary muszą być dostarczone na miejsce, bo tego wymaga rynek. Ładunków i pojazdów przybywa w dużo szybszym tempie niż dróg. Na wykwalifikowanych polskich kierowców nie mamy co liczyć, bo sami nie jesteśmy wyszkolić wystarczającej ich liczby, a tym, co sami nauczyli się zawodu w stopniu zadowalającym, nie jesteśmy w stanie zapłacić konkurencyjnych pieniędzy. Ponieważ nikt nie zamierza podnieść stawek transportowych, więc odejdą do przewoźników unijnych. Wniosek jest smutny, ale prosty: wypadków z udziałem ciężarówek będzie coraz więcej.

Ale rynek nie znosi próżni. W styczniu 2007, czyli już za parę miesięcy, do UE wchodzi Rumunia i wygląda na to, że najłatwiej będzie pójść drogą krajów starej UE i zatrudnić kierowców z nowych krajów UE, dla których nasze zarobki będą atrakcyjne.

Krzysztof Dąbrowski

Autor pracował jako kierowca w transporcie krajowym ciężarowym i osobowym (autobusy) ponad 10 lat. Był etatowym wykładowcą i instruktorem prawa jazdy. Pracował jako kierowca w transporcie międzynarodowym ponad 10 lat. Nadzorował pracę kierowców jako spedytor, szkolił kierowców według własnego programu. Obecnie zajmuje się marketingiem w firmie logistyczno-transportowej (Wrocławskie Centrum Logistyczne).

Dowiedz się więcej na temat: jazdy | kierowca | kierowcy | Nie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje