Dlaczego giną piesi?

Brak odpowiedniej infrastruktury, ignorancja władz, bezmyślność pieszych i dopiero na końcu nieuwaga kierowców.

To powody, dla których tyle osób ginie na poboczach dróg.

Reklama

W ubiegłym roku na drogach zginęło niemal 1900 pieszych. Osobom, którym liczby niewiele mówią, niech wystarczy proste porównanie. To tak, jakby w ciągu roku z mapy Polski niemal całkowicie zniknął nadmorski kurort Mielno. Najgorszy czas, czyli jesień, właśnie nadszedł. W październiku w mediach głośno było o tragicznym weekendowym rekordzie: śmierć poniosły 22 osoby.

Wg danych Komendy Głównej Policji w 2008 r. w październiku, listopadzie oraz grudniu doszło do 4961 wypadków z udziałem pieszych, w których zginęło 695 osób, a 4616 zostało rannych. Przyczyn jest kilka. Szybciej zapadający zmrok, gorsza widoczność, śliska jezdnia...

Tak te dane tłumaczą policjanci. Do tego na terenach pozamiejskich dochodzi brak chodników czy choćby wydzielonych poboczy, po których mogliby się bezpiecznie poruszać piesi. Taka sytuacja nie tłumaczy jednak braku wyobraźni, a czasem wręcz kompletnej bezmyślności niezmotoryzowanych użytkowników dróg. Bo jak inaczej tłumaczyć chodzenie niewłaściwą stroną jezdni i trudną do wytłumaczenia niechęć do noszenia elementów odblaskowych? Skoro ludzie sami nie potrafią pójść po rozum do głowy, może do akcji powinna wkroczyć władza?

Okazuje się jednak, że na polityków nie ma co liczyć. Projekt zmian w prawie, który zakładał, że każdy pieszy, który po zmroku idzie poza terenem zabudowanym, musi mieć odblaskową kamizelkę albo odblaski, nie wypłynął na szersze wody. A np. w Finlandii taki przepis obowiązuje już ponad ćwierć wieku! Co więcej, w Skandynawii, ludzie przymocowują odblaski do obroży swoim psom. To robią już jednak z własnej woli.

U nas jest zupełnie inaczej. Dowód? W Bochni policja rozdała w szkołach kamizelki odblaskowe. Okazało się potem, że nosi je tylko co dziesiąte dziecko. A to już wina przede wszystkim dorosłych: rodziców i nauczycieli. Pieszy w Polsce musi sam chcieć zadbać o swoje bezpieczeństwo.

Wystarczy mniej niż 10 zł wydane na kamizelkę czy nawet 1 zł (bo tyle kosztuje najtańszy odblask), by kierowca mógł dostrzec pieszego z odległości 150 m - wtedy ma szansę ominąć go lub zdążyć zahamować. Bez kamizelki lub odblasków ten dystans skraca się do ok. 20-30 m. Na reakcję nie ma już czasu.

Jednak w Polsce pieszy z odblaskiem to rzadkość. Pozostaje więc jedynie wałkowana od lat na kursach prawa jazdy zasada ograniczonego zaufania i przestrzeganie przepisów. Jeśli jedziemy po zmroku lub we mgle w terenie niezabudowanym, zwolnijmy i dokładnie obserwujmy drogę.

Jeśli idziemy pieszo, to wybierzmy właściwą - lewą stronę drogi, dzięki czemu możemy obserwować nadjeżdżające pojazdy. I nośmy elementy odblaskowe oraz namawiajmy do tego innych! Piotr Borowiec

Tekst pochodzi z tygodnika

Dowiedz się więcej na temat: infrastruktura | nieuwaga | ignorancja | bezmyślność | piesi

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje