Absolutnie...

Różne rzeczy dzieją się na naszych drogach, a wspomnienia obcokrajowców jeżdżących po naszym kraju przypominają odczucia uczestników rajdu Paryż-Dakkar. Ostatnia przygoda która spotkała mnie jest najlepszym dowodem.

Jechałem na trasie Wrocław-Poznań, drogą tak zwaną międzynarodową. Była godzina 20.00 i mimo ciemności ruch był dość duży. Z lewej strony jadące z przeciwka samochody swymi światłami ograniczały moje pole widzenia i dość późno zauważyłem rzecz leżącą na drodze. Był to prasowany blok słomy. Mając mało czasu na hamowanie, drugi pojazd na "ogonie" i jak to na naszych drogach międzynarodowych brak pobocza, uderzyłem w snopek z szybkością około 80 km/h. Nie było dużego odgłosu, a brak następnych dźwięków, przekonał mnie, że nie przeskoczyłem przez snopek.

Reklama

Przekonany, że prasowana słoma odbiła się od samochodu postanowiłem jednak zjechać na mijaną właśnie stację benzynową, aby obejrzeć szkody. Gdy wjechałem na oświetlony teren stacji mocno zdziwiony pracownik spytał nim wysiadłem, "panie, co pan tu przypchał?". Okazało się, że snopek nie odbił się od mojego samochodu lecz przez odcinek jednego kilometra pchałem go.

Zaniepokoiła mnie jednak inna rzecz - wyciekający płyn. Zaopatrzywszy się w wodę jakoś dojechałem do domu. Dziwnym zrządzeniem losu przód pojazdu nie był uszkodzony, lecz obrażenia wewnętrzne kosztowały mnie 100 zł naprawa chłodnicy i 150 zł demontaż i montaż tejże chłodnicy.

Nikt z moich znajomych z poza Polski nie uwierzy mi w to opowiadanie, bo według nich snopki leżą w stodole, a słomę wozi się drogami lokalnymi.

Na naszych drogach można znaleźć absolutnie wszystko, a takie znalezisko może często być przykre dla naszego pojazdu, a czasem niebezpieczne.

Krzysztof Dąbrowski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje