Przejdź do głównej części strony

× m.interia.pl

Korzystasz z urządzenia mobilnego? Wybróbuj wersję Interii,
zaprojektowaną specjalnie dla Twojego urządzenia.

×

Treść dostępna również w wersji mobilnej
na m.interia.pl oraz w aplikacjach na iOS i Android

Wyeliminować 15-letnie szroty!

Ten artykuł możesz przeczytać również w wersji mobilnej »

Jestem kierowcą z 15-letnim stażem. Ostatnio wiele się słyszy o planach wprowadzenia kolejnego podatku w postaci "pseudoekologicznego haraczu". (*)

Stare samochody wyeliminować jest łatwo
Stare samochody wyeliminować jest łatwo /INTERIA.PL

Pominę tutaj fakt sensowności wprowadzania tego typu przepisów. Chyba każdy jest sobie w stanie wyobrazić, że zwyczajnie nic to nie da, bo czy moje 250zł, które rocznie wpłacę do państwowej skarbonki bez dna przyczyni się jakoś do poprawy stanu środowiska? Szczerze wątpię. Poprawi to jedynie sytuację materialną osób, które dodatkowo będą musiały być zatrudnione do tego by te "ekologiczne wpływy" do budżetu jakoś ogarnąć, przeliczyć i rozdysponować na "słuszne urzędniczo-administracyjne" cele, które z ekologią mają tyle wspólnego, co stary Trabant z najnowszym Mercedesem. Jednym słowem - jest to JEDNA WIELKA BZDURA.

Dziwię się naszym rządzącym, że mają zamiar wprowadzać tak kontrowersyjne i kompletnie pozbawione sensu wytyczne w sytuacji, gdy mają już gotowe przepisy, które należałoby jedynie w niewielkim stopniu zmodyfikować i które o wiele szybciej i skuteczniej wpłynęłyby na ekologię i dodatkowo na bezpieczeństwo na drogach.

Pewnie każdy się zastanawia, co to za przepisy, które już obecnie mogłyby przyczynić się do ograniczenia napływu starych wozów zza granicy oraz do poprawy ekologii.

Chodzi tutaj tylko i wyłącznie o najnormalniejsze w świecie coroczne badania techniczne pojazdów, o nic innego.

Już teraz bez problemu można by się pozbywać złomu z dróg. Sęk w tym, że obecny system corocznej diagnostyki pojazdów jest tak kulawy, że na każdym kroku można się z tym spotkać patrząc na to, co jeździ po naszych drogach.

Każdy z kierowców wie jak obecnie wygląda przegląd techniczny. Przyjeżdża samochód, diagnosta czasami już przed wjazdem pobieżnie sprawdzi światła, najważniejsze to dla diagnosty są hamulce i luzy w zawieszeniu, nic więcej go nie interesuje. No czasami zwróci uwagę na dziurawy tłumik. A gdy poprosimy o dodatkowe sprawdzenie to z wielką łaską zostaną przeprowadzone dodatkowe oględziny, które powinny być robione bez żadnego "ale" i bez próśb.

I to ma być przegląd? Czasami się zdarza, że nawet pojazd nie widzi stacji diagnostycznej, a obowiązki diagnosty zbiegają się tylko do sprawdzenia dowodu rejestracyjnego i postawienia pieczątki.

Mało tego. Jest jeszcze tak, że na jednej stacji wóz nie przejdzie przeglądu - bo jednak są stacje diagnostyczne gdzie diagności podchodzą sumiennie do swoich obowiązków - to pojedzie się do innej i tam przegląd zostanie zaliczony.

To jest normalne? Niech każdy sam odpowie sobie ta to krótkie pytanie.

Więcej na ten temat

Moje zdanie jest takie. Aby poprawić ekologię, bezpieczeństwo na drogach oraz w miarę szybko pozbywać się starych samochodów powinno się trochę zmienić sposób przeprowadzania przeglądów technicznych.

Wszystkie stacje diagnostyczne powinny być państwowe. Łatwiej byłoby też kontrolować takie stacje diagnostyczne.

W każdym mieście powiatowym powinna być tylko jedna stacja diagnostyczna, więcej nie trzeba.

Wszystkie stacje diagnostyczne byłby połączone w sieć, wówczas nie byłoby czegoś takiego, że np.: w Krapkowicach nie podbili mi przeglądu to pojadę do Prudnika. Po prostu w Prudniku wyszłoby na jaw, że samochód w Krapkowicach nie przeszedł przeglądu.

Każdy przegląd byłby płatny bez względu na to czy samochód przeszedł przegląd czy nie, płaciłoby się za każdym razem.

Gdyby wyszły jakieś usterki to właściciel pojazdu dostawałby listę usterek i pod doprowadzeniu pojazdu do właściwego stanu wracałby na stację diagnostyczną, sprawdzane byłyby tylko punkty z listy usterek, a opłata wynosiłaby połowę normalnej stawki.

Przegląd to nie byłoby to, co jest obecnie, czyli pobieżne sprawdzenie świateł, hamulców i luzów w zawieszeniu. Właściciel pojazdu przyjeżdżał na wcześniej umówiony przegląd.

Przekazuje kluczyki diagnoście i idzie na zakupy, kawę itp.

Badanie samochodu trwałoby nie 10 minut - jak teraz - tylko 2 godziny, w ciągu których samochód byłby dogłębnie sprawdzany i badany.

Więcej na ten temat

Sprawdzałoby się wszystko, czyli np.: stan przewodów hamulcowych - czy są zardzewiałe lub gumowe czy są popękane, stan tłumików - czy są dziurawe lub pospawane z byle jakiego złomu, badałoby się głośność wydechu - wyeliminowano by w ten sposób ^buczących szpanerów^, rodzaj żarówek - wyeliminowano by miłośników tanich i oślepiających "pseudoksenonów" montowanych do lamp, w których powinna być zwykła żarówka, sprawdzano by czy w samochodzie jest katalizator - a nie pusta puszka, bo tak taniej, robiono by analizę spalin - wyszłoby jak na dłoni w jakim stanie jest silnik, katalizator czy cały układ wydechowy, sprawdzano by szyby - czy nie są porysowane lub popękane, stan wycieraczek, jak ktoś ma hak to sprawdzano by prawidłowość połączeń i działanie gniazda elektrycznego, lub czy nadwozie nie jest w znacznym stopniu "zjedzone" jest przez korozję i wiele, wiele innych rzeczy, które już obecnie podlegają sprawdzaniu, a zwyczajnie są pomijane podczas badania technicznego.

Więcej na ten temat

Można do tego też dodać jeszcze prowadzenie bazy danych gdzie przy każdym przeglądzie wprowadzany były aktualny przebieg samochodu oraz wpisywane wszelkie usterki, które zostały wykryte i kiedy zostały usunięte.

Bez problemu można by się wówczas w każdej takiej państwowej stacji diagnostycznej na terenie całego kraju dowiedzieć czy ktoś grzebał przy przebiegu i kręcił licznik czy nie i jakie usterki były w tym wozie wykrywane.

Jeżeli właściciel wozu, nie wymieniłby wymienionych na liście usterek i nie doprowadziłby samochodu do stanu takiego by spełniał wszelakie normy to przegląd nie zostałby zaliczony.

Skończyłoby się oślepianie ^pseudoksenonami^ oraz źle ustawionymi światłami, przyciemnianie kloszów lamp nad świeczką, foliowanie szyb, buczenie tłumikami z rurą przypominającą rynnę, nie byłoby zdezelowanych i pogryzionych przez rdzę starych rzęchów na łysych oponach broczących olejem.

Wówczas właściciel pojazdu bardziej by dbał o stan techniczny swojego samochodu, bo gdyby wiedział, że za każdym razem musiałby płacić za przegląd, bo nie dopilnował jakiejś tam drobnej rzeczy to nie używałby niehomologowanych żarówek, nie kombinowałby przy wydechu, nie dopuszczał do powstawania korozji w nadwoziu, wymieniałby opony na czas itp. Likwidował wycieki.

A jeżeli po przeliczeniu wyszłoby mu, że nie opłaca mu się remontować samochodu to zwyczajnie posłałby go na złom i kupił inny bardziej zadbany lepiej utrzymany w lepszym stanie technicznym lub nowy.

Ludzie od razu na samym początku, gdy tylko zaplanowaliby zakup samochodu kalkulowaliby na przyszłość czy za 5 czy może 7 lat będzie ich stać na utrzymanie w prawidłowym stanie technicznym samochodu i czy uda się go w przyszłości bezproblemowo sprzedać. Nie ściągaliby z zachodu wielkiego 10-letniego VW Passata z 2-litrowym silnikiem czy sportowego 15-letniego BMW lub Mercedesa z 3-litrowym silnikiem w przypadku gdy zwyczajnie ich nie stać na odpowiednie utrzymanie takiego czy podobnego wozu, bo po pierwsze gdyby przyszło im wymienić np.: głupi katalizator czy przednią szybę, bo byłaby porysowana lub pęknięta albo przednie reflektory, bo nie dają już tyle światła, co nowe, to by się nie wypłacili.

Do tego za każdym razem trzeba by przyjechać ponownie na przegląd i za niego płacić.

Mało tego, gdy już taki właściciel starego Mercedesa zapragnął by zmienić samochód to kto wie czy udałoby mu się takiego strucla sprzedać, bo mało kto chciałby sobie brać ^na garb^ samochód, który wymaga sporo nakładów finansowych by go utrzymać w należytej sprawności.

Gwarantuję, że bardzo szybko drogi oczyściłyby się z wszelakiego śmiecia, jakie jeździ obecnie, wyeliminowano by w prosty sposób samochody po "wiejskim tuningu" bez potrzeby wprowadzania żadnych dodatkowych przepisów i podatków-haraczy, które nie przyniosą żadnego efektu poza "robieniem" kasy w imię pseudoekologii.

Chcesz jeździć? Dbaj o samochód.

Nie jesteś w stanie utrzymać w należytym stanie technicznym 15-letniego BMW serii 5? Będziesz jeździł tym, na co Cię stać, czyli np.: Fiatem Punto, Daewoo Matizem lub czymś podobnym.

Minęłoby parę lat i rynek bardzo szybko sam by się oczyścił ze starych 15-letnich i starszych złomów. Na drogach byłoby więcej małych, tanich w utrzymaniu samochodów z silnikami o niewielkiej pojemności. Do tego prawie wszystkie pojazdy byłyby w prawie idealnym stanie technicznym.

* List do redakcji

Źródło informacji: INTERIA.PL

Więcej o:
katalizator,
usterki,
stacje,
właściciel,
Szroty,
przegląd

Warto zobaczyć


Skomentuj artykuł:

Wasze komentarze (1673)

Dodaj komentarz

~Rolnik -

Traktory na ulicę i strajkować!

~gg -

tyle ze te stare auta są lepiej wykonane niz te nowe badziewa zrobione na 150 tys km

~MICK -

Nie zgadzam się do końca z tym pomysłem. Jeździłem różnymi samochodami. Powiem wam że w auta ( bez względu na wiek) z wyciekami , łysymi oponami są nie opłacalne w użytkowaniu. Dolewki kosztują ( i to nie kiedy słono). Nie wspominając o poważniejszych awariach spowodowanych brakiem płynów eksploatacyjnych. Łyse opony = brak kontroli . Jaki sens wyjeżdżać takim pojazdem na drogę?

~Omett -

Po przeczytaniu Twojego artykułu ręce mi opadły, że jeszcze istnieją ludzie z takimi ciasnymi poglądami. Po to jest na rynku taka różnorodność samochodów, żeby każdy mógł wybrać dla siebie taki, jaki mu odpowiada. Ja osobiście nigdy w życiu bym nie kupił clio, czy matiza, bo mi się po prostu taka puszka nie podoba. Jeżdżę starym Subaru Legacy, jest trochę pordzewiały, trochę tłumik pierdzi, ale jest duży, wygodny, bezpieczny i nowoczesny nawet w porównaniu z 15 lat młodszym samochodem typu Clio, czy Yaris. Jakbym miał moim Subaru pojechać na taki przegląd, o jakim mówisz, to by na pewno nie przeszedł, zawsze by mu się coś znalazło. Tak samo jak 80% samochodów, które jeżdżą po Polsce. Chcesz, żeby u nas jeździły same grande punto i pandy? Ja np. lubię sobie popatrzeć na stare BMWice, na paliwożerne mercedesy, na polskie polonezy, czy maluchy, na stare śmieszne francuskie auta, na japońskie wariaty itp. Czemu chcesz Polakom ograniczyć wybór w segmentach samochodowych? Mnie nie stać na nowe Subaru Legacy, bo mam dopiero 19 lat, ale jeżdżę starym i bardzo mi się on podoba. nie zamieniłbym go na nowszą, bardziej jajowatą, ciasną i bezduszną puszkę, która nie ma nawet połowy wyposażenia jakie ja mam w Subaru, nie wspominając już o napędzie 4x4. Gdy te Twoje nowiutkie bezpieczniutkie, piękniutkie i sprawne furki stały w zaspach czekając na szybką wiosnę, to moje 19- letnie Subaru szło jak po asfalcie i parkowało w takich miejscach, gdzie nikt by się nawet nie odważył, bo by stał tam do kwietnia. Pozdrawiam

~bajki -

Pracując średnio 8h i przegląd 2h auta więc tylko 4 auta dziennie więc na rok około 1460. Bo przecież tylko jedna stacja na miasto więc po przekroczeniu 1460 samochodów miasto powinno odmówić rejestracji bo przeciez potrzebny jest przegląd co rok. heheheh ahhahahahah hihihh heheheh buehehe

~Gargamel -

Ja mam 15letnią a4 w dieslu i inne 10 letnie fordy fiaty itd.wyglądają jak by były dużo starsze od niej... to jest moje zdanie i nikt tego nie zmieni kazdy ma swoj gust pozdrawiam i życze szerokiej drogi

~werty -

człowieku czy ty masz pojęcie o czym ty piszesz jak można porównać samochód 15 letni załóżmy z przebiegiem 150000 km[10000 rocznie razy 15 lat ja akurat tyle robię i sporo ludzi też]do samochodu 3 letniego też z takim przebiegiem [150000] i co ten 3 letni będzie lepszy bo nie ma 15 lat ale przejechał tyle co 15 latek

~szcery -

4letnich fiatów matizów i innych SAMOCHODOPODOBNYCH

~gumiok -

Jeżdżę od 3 lat Vectrą A. 89 rocznik. Zrobiłem i nadal robię przy niej sporo by była w dobrym stanie. Hamulce, zawieszenie, ogumienie - wszystko w nienagannym stanie - regularnie kontrolowane i bez zarzutu. Wiem, że Ople gniją już w salonie, wiem i walczę także z tą bolączką tego samochodu. Regularnie łatanie dziur w podłodze, podłużnicach, błotnikach. Zrobiłem nią 60 000km, nigdy mnie nie zawiodła, nigdy nie stanęłą w trasie, nigdy się przez nią na zajęcia nie spóźniłem. Jest jak na swoje lata idealna. Założyłem do niej sekwencyjną instalację LPG, spalanie wynosi 9l/100km. Czy to aby na pewno mój stary szrot jest nieekologiczny? Czy może ja nie rozumiem tego słowa?

~wert -

stan bardzo dobry i jestem pewny ze testy przeszłaby nawet w Niemczech. Czyli co nie można miec autao zabytku????????????