Matiz czy seicento?

Poniedziałek, 7 grudnia 2009 (13:15)

Kiedyś pełniły w Polsce rolę aut rodzinnych, dziś stanowią idealną propozycję dla osób szukających taniego sposobu na przemieszczanie się po mieście.

Zdjęcie

Fot. Michał Domański
Fot. Michał Domański
Prezentujemy porównanie daewoo matiza i fiata seicento.

Pudełka na kółkach?

Trochę tak. Ale przecież jedną z najważniejszych cech autka miejskiego są niewielkie wymiary. Musi ono być możliwie małe, aby dało się je łatwo zaparkować nawet w centrum miasta. Oba prezentowane samochody sprawdzają się w tym świetnie. Mając nadwozia o długości 3,5 m (matiz) i 3,3 m (seicento) pozwalają na bezproblemowe manewrowanie po klaustrofobicznych parkingach i wciskanie się w każdą niemal dziurę. Zapewniają one również widoczność nieznaną użytkownikom nowoczesnych samochodów, dzięki czemu, nawet w wersjach bez wspomagania kierownicy, manewrowanie nimi to czysta przyjemność.

Cenę za łatwość w znalezieniu miejsca parkingowego zapłacimy, gdy tylko będziemy chcieli przewieźć więcej niż jednego pasażera. O ile bowiem miejsca z przodu zapewniają akceptowalną przestrzeń, o tyle z tyłu swobodnie będzie czuła się jedynie dwójka dzieci. W kategorii tej wygrywa matiz, który dzięki "vanowatemu" nadwoziu, sprawia wrażenie bardziej przestronnego, zaś prawdziwym ciosem zadanym seicento jest druga para drzwi.

Reklama

Zdjęcie

Daewoo matiz
Daewoo matiz
Fakt - osoba dorosła i tak zasiądzie z tyłu z miną skazańca, ale jeśli ktoś zamierza wykorzystywać matiza do odwożenia dzieci do przedszkola, z pewnością stwierdzi, że o niebo prościej jest zamontować w nim z tyłu fotelik, a następnie sadzać i wyjmować z niego dziecko, niż w 3-drzwiowym seicento.

Oba autka nie zachwycają również pojemnością bagażników. 170 l w seicento i 167 l w matizie wystarczy co najwyżej na niezbyt duże zakupy.

Silniki od kosiarek?

Małe i tanie... ale które lepsze?

Ogromny napływ (w większości wyeksploatowanych) tanich pojazdów z Zachodu poskutkował tym, że dzisiaj na samochód pozwolić może sobie niemal każdy. Niestety, cena, jaką będziemy zmuszeni zapłacić za pojazd, to dopiero początek. czytaj więcej

Niemalże. Jednostki napędzające matiza i seicento mają jedno główne zadanie - wprawiać samochód w ruch zużywając przy tym niewielkie ilości paliwa. Dlatego też koreański maluch ma pod maską 3-cylindrowy silniczek o pojemności 0,8 l i mocy 51 KM. To wystarcza do przemieszczania się po mieście (sprint do 100 km/h w 17 s ), ale bardzo utrudnia wyprzedzanie podczas jazdy pozamiejskiej.

Natomiast do oszczędnego charakteru samochodu nie przystaje spalanie kształtujące się na średnim poziomie 6,4 l/100 km.

Lepiej pod tym względem wypada seicento. Co prawda jego podstawowy silniczek o pojemności 0,9 l i mocy 39 KM zapewnia jeszcze gorsze osiągi (0-100 km/h w 18 s), ale za to mamy alternatywę w postaci jednostki 1,1 l i mocy 54 KM, który pozwala na rozpędzenie małego Włocha do setki w 14,5 s (sporting 13,5s).

Co ciekawe, spalanie obu silników kształtuje się na tym samym poziomie - 6 l. Wynik ten, choć lepszy, niż u rywala, wciąż jest zbyt wysoki, jak na tak małe auto.

Przyjemność prowadzenia?

Nie stwierdzono. W przypadku naszych bohaterów przyjemność z jazdy to łatwość zaparkowania samochodu. Zanim jednak dojedziemy na parking, lepiej obchodzić się z nimi łagodnie. W innym wypadku zostaniemy bardzo niemile zaskoczeni.

Zdjęcie

Fiat seicento
Fiat seicento
Oba autka mają tendencję do potrząsania pasażerami podczas szybszego pokonywania nierówności, zaś na gwałtowne ruchy kierownicą reagują bardzo nerwowo, kołysząc się na boki. Układy kierownicze w obu samochodach są więcej niż gumowe, zaś hamulce potrzebują około 50 metrów na zatrzymanie aut ze 100 km/h. Jeżeli mimo wszystko będziemy chcieli wykrzesać jakąś iskrę z tych maluchów, przeszkadzać nam będą nieprecyzyjne i haczące skrzynie biegów. Odrobinę lepiej jedzie się fiatem, którego skrzynia jest krócej zestopniowana, zaś odmiany z silnikiem 1,1 l mają dodatkowo zamontowane stabilizatory w przednim zawieszeniu, co w niewielkim stopniu poprawia prowadzenie samochodu.

Na kieszeń studenta?

Zdecydowanie tak. Zarówno matiz, jak i seicento, miały przekonywać do siebie potencjalnych nabywców przede wszystkim ceną. Dlatego też podstawowe wersje odarte są z jakiegokolwiek wyposażenia. Czarne zderzaki, brak kołpaków, nieosłonięte blachy w kabinie - oto smutna rzeczywistość posiadaczy wersji podstawowych.

Testujemy używane: tico

Określenie tego samochodu mianem auta rodzinnego ma w sobie tyle samo prawdy, co nazwanie słonia zwierzątkiem domowym. czytaj więcej

Na szczęście na rynku sporo jest też samochodów, które oferują takie udogodnienia, jak elektrycznie sterowane szyby, centralny zamek, czy radio. Spotkać też można, wśród młodszych aut, wspomaganie kierownicy i poduszkę kierowcy. Drugi airbag, ABS i klimatyzacja również były oferowane, ale w przypadku seicento wymagały złożenia indywidualnego zamówienia, przez co niewiele jest egzemplarzy na rynku wtórnym z takim wyposażeniem.

Co ciekawe, "wypasionego" matiza znaleźć znacznie łatwiej, a to dlatego, że za całkiem rozsądne pieniądze można było kupić wersję top, mającą seryjnie wszystkie elementy wyposażenia dostępne w tym samochodzie.

Ceny obu aut na rynku wtórnym zaczynają się od około 4000 zł za egzemplarz w dobrym stanie z początków produkcji (1998 rok) i sięgają około 15 tys. zł za 3-4 letnie, dobrze wyposażone egzemplarze.

Małe auto - mały problem?

I tak i nie. Oba samochody trapi niestety szereg usterek, na przykład szybko zużywające się elementy tylnego zawieszenia. W przypadku seicento trzeba również uważać na wycieki oleju spod uszczelki zaworów, niską trwałość sprzęgła i awarie wycieraczki tylnej szyby oraz wentylatora chłodnicy. W niektórych egzemplarzach pojawiają się też ogniska korozji.

Matiz z kolei boryka się usterkami modułu zapłonowego i cięgnami skrzyni biegów. Szybko zużywają się również hamulce.

Pomimo dość sporej usterkowości obu rywali pamiętać należy, że poważniejsze awarie, uniemożliwiające jazdę pojawiają się naprawdę rzadko, zaś części zamienne, nawet w ASO, kosztują grosze, dzięki czemu, ani seicento, ani matiz, nie zrujnują domowego budżetu.

Warto?

Warto. Obaj rywale świetnie sprawdzą się w roli miejskiego auta, a także samochodu dla początkującego kierowcy. Ich niskie ceny i niewielkie koszty utrzymania czynią z nich bardzo ciekawe propozycje.

Należy tylko pamiętać, że nadają się one jedynie do spokojnej jazdy, najlepiej po mieście. To, którego z nich wybrać, zależy od zadań, jakie przed nim będziemy stawiać. Jeśli potrzebujemy samochodu, aby podwieźć dzieci do przedszkola, czy do szkoły, 5-drzwiowy matiz będzie znacznie lepszym wyborem. Jeśli zaś planujemy jeździć w pojedynkę, sporadycznie w dwie osoby, powinniśmy rozważyć zakup seicento z silnikiem 1,1 l (warto poszukać dobrze utrzymanej wersji sporting). Zapewnia on lepsze osiągi od rywala i nieco lepiej się prowadzi, a do tego jest krótszy, a więc łatwiejszy w zaparkowaniu.

Co ciekawe, oba auta można również kupić prosto z salonu. Seicento, przemianowane na 600, choć nieobecne w oficjalnym cenniku, wciąż jest do kupienia u wielu dilerów. Matiz zaś, po szeregu zmian, jest sprzedawany jako chevrolet spark.

Michał Domański

Artykuł pochodzi z kategorii: Samochody używane - porady

 
Więcej na temat:przyjemność | jazdy

Zobacz również

  • Mitsubishi Space Star. Toster z silnikiem czy samochód?

    Z samochodami "made in Japan" od lat jest ten sam problem. Na pierwszy rzut oka trudno im stawić czoła konkurencji. Ich zalety dają o sobie znać dopiero po bliższym poznaniu... więcej