Test: seat exeo (zdjęcia i film)

Podobno najlepszy kucharz to taki, u którego nic się nie marnuje. To, co jeszcze wczoraj serwowano jako wykwintną pieczeń, dziś występuje w menu pod przyziemną postacią mielonego.

Do kwitnącego powoli mięsa dorzuca się trochę ostrych przypraw i w ostatecznym rachunku, wszyscy są zadowoleni. Restaurator, bo wciąż liczyć może na zysk i klient, bo za rozsądne pieniądze jego apetyt zostaje zaspokojony.

Reklama

Identyczną praktykę zaobserwować można w świecie motoryzacji. Gdy tylko Volkswagen kończy produkcję kolejnego wcielenia golfa, na rynku pojawia się "nowa" skoda octavia. Przykłady zupełnie nowych samochodów, których konstrukcja liczy sobie, co najmniej kilka lat mnożyć można bez liku. W taki sam sposób powstał również najnowszy model Seata. Limuzyna o nazwie exeo, aż w 70 procentach opiera się na podzespołach audi A4 poprzedniej generacji. Czy nadgryziony nieco zębem czasu, odgrzewany niemiecki befsztyki może być smaczny?

O tym, w ostatecznym rozrachunku zadecydują klienci, ale trzeba przyznać, że w nowej "panierce" auto wygląda kusząco. Za podciągnięcie A4 pod hiszpański temperament odpowiadał szef designu Seata - Luc Donckerwolke. Biorąc pod uwagę, że pole manewru nie było zbyt wielkie, ostateczny efekt uznać należy za udany. Całkowicie przeprojektowany przód upodobniający auto chociażby do leona i nowy kształt tylnych świateł wystarczyły, by exeo wyglądało świeżo.

Po zajęciu miejsca we wnętrzu, na usta cisną się dwa słowa - deja vu. Przyjemne, deja vu. Za kierownicą z miejsca poczujemy się, jak w dobrze skrojonym garniturze. Wszystko sprawia wrażenie znanego, chociaż niektóre akcenty wydają się być nowe. To dlatego, że konsolę wewnętrzną w całości zapożyczono z audi A4, tyle tylko, że w wersji cabrio. Dzięki temu zamiast nudnych prostokątnych nawiewów, środek deski rozdzielczej wieńczą trzy okrągłe dysze, które zdecydowanie bardziej pasują do "hiszpańskiego temperamentu". Poza innym znaczkiem na kierownicy, to w zasadzie jedyny akcent, jaki odróżnia kabinę exeo od poprzedniej wersji A4. Wszystko - począwszy od daszków przeciwsłonecznych, a na panelu klimatyzacji kończąc - jest tutaj takie, jak w poprzedniej A4. W żadnym wypadku nie jest to jednak wadą. Wraz z deską rozdzielczą od Audi, we wnętrzu zapanowała również typowa dla niemieckiej marki jakość. Materiały użyte do jego wykończenia są bardzo solidne, co do ich spasowania również nie można mieć uwag.

Gdyby oceniać exeo pod kątem ergonomii i jakości wykonania wnętrza, auto zasłużyłoby na szóstkę. Niestety, dobre materiały i przemyślane rozwiązania to nie wszystko. Kupując limuzynę, której długość to 4661 mm klienci oczekują przestrzeni, a z tą w nowym seacie nie jest najlepiej. Rozstaw osi (264 cm) to wynik, który nie przystoi w dzisiejszej klasie średniej. Dokładnie taką samą wartością pochwalić może się chociażby... nowe renault megane. Większy rozstaw ma np. chevrolet cruze, który wykorzystuje platformę przygotowaną dla najnowszej astry. To właśnie z tego względu Audi nie zdecydowało się na kolejny lifting i do zbudowania obecnego A4 wykorzystało zupełnie nowa platformę B8 (o rozstawie osi 2808 mm). Na ilość miejsca nie będą narzekać jedynie kierowca i pasażer przedniego fotela. Do tyłu wcisną się wprawdzie dwie dorosłe osoby, ale szybko przestanie im się tam podobać. Jako auto rodzinne exeo sprawdzi się więc tylko w dwóch wariantach: jeśli nasze dziecko nie wyrosło jeszcze z fotelika lub... gdy studiuje 400 km od domu. Na plus zaliczyć trzeba jednak ustawny bagażnik o pojemności 460 litrów, który bez problemu pomieści wakacyjny ekwipunek.

Platforma B6, na której zbudowano exeo (tak, tak - dokładnie ta, co w "starym" passacie) to gwarancja dobrych właściwości jezdnych. Wielowahaczowe zawieszenie każdej z osi zapewnia świetny kompromis między komfortem, a właściwościami jezdnymi. Nawet testowany przez nas egzemplarz wyposażony w najmocniejszy, ciężki silnik diesla 2,0 TDI nie miał żadnych problemów z trzymaniem w zakrętach zadanego toru jazdy. Tylko raz udało nam się zmusić auto do odrobiny podsterowności, ale działo się to na naprawdę ostrym nawrocie i przy dużej prędkości. Za przyjemność trzeba jednak płacić. Skomplikowany układ czterech wahaczy i stabilizatora poprzecznego nie słynie, niestety, z odporności na stan polskich dróg. Z duża dozą prawdopodobieństwa można więc przypuszczać, że w przyszłości to właśnie zawieszenie nastręczać będzie najwięcej problemów.

W przypadku podstawowej wersji silnikowej (1.6 l. MPi 102 KM) kosztującej od 75 tys. zł (w promocji od 70 tys. zł) dostaniemy wprawdzie niemiecką jakość i technologię, ale 12,6 sekundy, jakie exeo potrzebuje by rozpędzić się do "setki", ma więcej wspólnego z leniwą popołudniową sjestą niż hiszpańskim temperamentem. W ofercie są na szczęście jeszcze: dobrze znany, doładowany 1.8 o mocy 150 KM (0-100 km/h w 9,3 sekundy, cena od 84 tys. zł) oraz 2.0-litrowy TSI. Ten ostatni rozwija 200 KM i zapewnia autu rewelacyjne osiągi. Pierwsza "setka" pojawia się na prędkościomierzu już po 7,3 s, prędkość maksymalna to 241 km/h. Niestety, exeo z tym silnikiem kosztuje od 90 tys. zł w górę.

Dla fanów diesli przewidziano silnik 2.0 TDI (z wtryskiem typu common rail) o dwóch wariantach mocy: 140 KM i 170 KM. Pierwszy rozpędza auto do setki w 9,2 s (Vmax. 214 km/h) i kosztuje od 87 tys. zł. Drugi jest sporo żwawszy (0-100 km/h w 8,4 s, Vmax 229 km/h) i droższy. Ceny zaczynają się od 96 tys. zł. Zwłaszcza ta ostatnia jednostka zapewnia sporą frajdę w połączeniu z niewielkim zużyciem paliwa. Szybka jazda autostradowa owocuje spalaniem ok. 7 l/100 km, w trasie bez problemu uda nam się zejść do poziomu 6-6,5 l. Co ważne, silnik stosunkowo płynnie rozwija moc, można nawet zaryzykować stwierdzenie, że jest elastyczny. Uwagi można mieć jedynie, co do jego zawieszenia. Ustawiony wzdłużnie z przodu motor, przy dodaniu gazu potrafi wyraźnie zakołysać karoserią. Gdyby nie warkot diesla, można by sądzić, że pod maską znajduje się jakieś wolnossące, amerykańskie V8.

Na korzyść exeo przemawia o wiele więcej niż tylko niemiecka jakość i technologia. Samochód dostępny jest tylko w trzech wersjach wyposażenia (reference, style i sport) ale nawet najniższa oferuje takie pozycje jak: 6 poduszek powietrznych, systemy kontroli trakcji, dwustrefowy climatronic, komputer pokładowy, czy system isofix do montażu fotelika dziecięcego.

Ponadto dostaniemy również pakiet elektrycznie podnoszonych czterech szyb i regulowanych (oraz podgrzewanych) lusterek, radio CD (z odtwarzaczem MP3 ) oraz centralny zamek. Rozbieżności cenowe pomiędzy wersjami są naprawdę niewielkie (maksymalnie ok 5 tys. zł), oferta wydaje się więc korzystna. Melomanom polecamy dopłacić 1000 zł do zestawu audio z 8 głośnikami. Zachodzi bowiem uzasadniona obawa, że podstawowy z 4 głośnikami grać będzie tak, jak się nazywa (ALEGRO). Trudna do przecenienia jest natomiast niespotykana w tym segmencie, aż pięcioletnia gwarancja.

Mimo, że konstrukcyjnie auto ma już na karku ładnych parę lat, exeo to coś zupełnie nowego. Samochód wpisuje się bowiem w niszę, w której trudno wskazać dla niego konkurencję. Wielkość przedziału pasażerskiego stawia go na równi z nowym focusem czy megane, cena sugeruje jednak, że głównymi konkurentami są zdecydowanie większe auta klasy średniej, jak chociażby mondeo czy laguna. Trzeba jednak zaznaczyć, że niemiecka jakość to nie żaden chwyt marketingowy. Wyprzedzając złośliwe komentarze właścicieli nastoletnich audi spieszymy wyjaśnić, że cała linia produkcyjna A4 w zaledwie 2 miesiące przeniesiona została z Ingolstadt do hiszpańskiego Martorell i zakładów w Zona Franca koło Barcelony. W tym przypadku nie ma więc mowy o słowie "prawie", które robiłoby różnicę. Ten samochód to po prostu pełnowartościowe Audi ze znaczkiem Seata.

Wprawdzie utratę wartości trudno dziś prognozować, ale przy cenie około 80 tys. zł exeo stanowi łakomy kąsek dla tych, którzy "polują" na 2-3 letnie A4 z niezłym wyposażeniem. Oferta cenowa kształtuje się dość podobnie, w ogłoszeniach królują jednak ściągane z Niemiec, poflotowe egzemplarze z przebiegami dochodzącymi nawet do 200 tys. km. Tymczasem w Seacie, za niewiele większe pieniądze, dostaniemy ten sam (tyle, że fabrycznie nowy) samochód z pięcioletnią gwarancją! Pytanie tylko, czy Polacy dorośli już do tego, że lepiej mieć pod domem solidne auto z gwarancją, niż "prawie nówkę" ze znaczkiem Audi, która chociaż powypadkowa i lekko "podmęczona" przebiegiem, świetnie sprawdza się jako instrument do grania na nerwach sąsiadowi.

Zobacz seata exeo na filmie:

Dowiedz się więcej na temat: Nie | silnik | film | Seat | Audi | auto | \ Film | Seat Exeo

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje